Akurat ten wywiad był dość dokładny, w tym sensie, że dziennikarz, który go przeprowadził, niczego nie przekręcił. To po prostu Victoria celowo pominęła bardzo dużą część tego, co się tam dokładnie wydarzyło, albo jak dokładnie dostali się do Limbo; nie chciała, by ludzie to powtarzali, albo by wiedzieli o czymś, o czym absolutnie nie powinni. I tak wiedzieli już zbyt dużo: choćby o tym, że „zmierzyli” się w Limbo z Voldemortem.
– Wiem, że to nie problem uzdrowicielski, że tak powiem. Medycyna nie wie jak mi pomóc, choćby na to zimno – a przecież próbowali. Nie była to też klątwa, a wszyscy… ostatecznie… kierowali ją do nekromantów, nawet spirytyści – i nic dziwnego. Tę podróż również odbyła. Gdyby tylko nekromancja nie była zakazana w tym kraju, to może i byłaby to sprawa dla uzdrowiciela-nekromanty, ale nie było takiej możliwości. Natomiast… był czas, że myślała, że faktycznie traci rozum, że nie pamięta rzeczy, że nie wie, kim dokładnie jest, że miała problemy poznawcze, ale czy osoba chora w ogóle by to u siebie tak łatwo zauważyła? Od tamtej pory spisywała myśli na papier, gdy miała na to czas – wtedy łatwiej było jej odróżnić siebie od nie-siebie i zresztą… ustało to w czerwcu.
– Nie wiem. Same róże pojawiły się na dwa dni przed Spaloną Nocą… Może to wszystko jest jakoś ze sobą spięte, tylko nie zauważyliśmy symptomów? – Victoria miała wrażenie, że w jej głowie kiełkuje jakaś myśl, że coś zaczyna się układać na miejsce, a paradoksalnie ta chaotyczna opowieść, jaką przedstawiła kuzynowi, trochę pozwoliła jej uporządkować. Mijały miesiące i spojrzenie na to wszystko z dystansu potrafiło faktycznie nieco pomóc… – W ostatnich miesiącach na terenach Anglii pojawiała się ta anomalia... Bunt roślin, jak to niektórzy nazywali. Wcześniej, w maju szalał inny żywioł – wiatr – który przeszedł przez Dolinę Godryka tuż po Beltane, a Victoria była pewna, że Laurence też to odczuł w swoim domu. – Jestem przekonana, że jedno i drugie ma swoje źródło w Polanie Ognisk w Kniei Godryka. To, co Voldemort zrobił w Limbo, musiało wpłynąć na nasz świat, energia jest w jakiś sposób zachwiana i dzieją się… rzeczy – mówiła niby bez związku z niczym, ale to nie była prawda. To miało związek ze wszystkim. – To, że te róże wyrosły w jedną noc moim zdaniem jest wpływem tej samej anomalii – dodała. Tak, już mu o tym mówiła wcześniej, ale teraz, gdy tak siedzieli i porządkowali wiedzę, jakoś poczuła, że to powinno wybrzmieć. Zapatrzyła się po chwili na Laurenca, gdy zapytał ją o to, czego nie dokończyła wcześniej. –Tak, Lorelei twierdzi, że to już miało wcześniej miejsce. Nie ma o tym nic w kronikach, tam jest tylko krótka wzmianka o różach, stąd pewność, że są w jakiś sposób związane z naszą rodziną. Ale Lorelei zapytała mnie… czy róże przypadkiem nie pojawiły się na Polanie Ognisk, bo ostatnim razem były również tam. Nie wiem tego, nie byłam na Polanie, chociaż zgłosiłam się do Moody i poprosiłam o zgodę na wejście na Polanę. Czekamy na odpowiedź od Departamentu Tajemnic… – czy Laurence widział już, do czego zmierzała? Kiedyś, kiedykolwiek to było, róże już się pojawiły – i były na Polanie Ognisk. Tej samej Polanie, która była zamknięta obecnie dla wszystkich, zajęta przez Niewymownych. Tej samej polanie, która była centrum wszystkich anomalii – centrum, z którego niczym kręgi na wodzie, gdy wrzuci się do jeziora kamień, rozchodziły się coraz dalej i dalej – pomału. Więc najpierw Dolina Godryka, później inne miejsca w Anglii. Dolina Godryka, gdzie miało miejsce „rozerwanie” (?) granicy pomiędzy ich światem i Limbo, gdzie miała spotkanie z duszą swojej babki, której wspomnienia miała w głowie.
Nie powiedziała tego, lecz nekromantka z Egiptu twierdziła, że Zimni byli anomalią samą w sobie. A raczej powodem kolejnych anomalii. Zaburzali balans. Lestrange, gdy zobaczyła róże na początku września, zastanawiała się, czy są tu przez nią. Mogły być? Czy dlatego pokazał się tu obraz Elisabeth Parkinson, której cząstkę energii nosiła w sobie…?
– Ale wszystkie drogi prędzej czy później prowadzą na Polanę Ognisk. Lorelei mówiła, że ostatnim razem nie odkryli natury róż i musiano je wyciąć... – pewnie bali się, że zniszczą ogród, a skoro nic nie odkryto to i była to jedyna sensowna decyzja. – A teraz rozrosły się mimo to po całym ogrodzie. Może chodzi o Samhain? Wtedy granica pomiędzy światami też jest cienka.