- Może - odpowiedziała króciutko. To zawsze była jakaś możliwość, ale świstokliki miały określone zasady dzięki którym funkcjonowały, nie była więc taka pewna że trafili na taki. Dodatkowo był opakowany w szary papier, jakby ktoś wcześniej już go miał w rękach i przeznaczył do wysyłki. Nie odrzucała jednak tej teorii całkowicie, bo nie miała ku temu odpowiednich podstaw.
Patrzyła na ten urwany badylek, ale nie miała w tym wypadku żadnych zastrzeżeń. W końcu to było drzewo, a nie kopanie biegających dookoła wiewiórek, których, jak się w sumie nad tym zastanowiła, to wcale tutaj nie było. Las żył, ale jakimś własnym, wypaczonym życiem, które wypełniały tajemnicze szepty.
- No u nas nie, ale... chyba nie ma problemu coś takiego zamówić? W sensie chyba nikt nie prowadzi ewidencji takich zamawianych portretów, ani przesadnie nie inwigiluje pejzaży? - chyba bardziej w tym momencie pytała niż stwierdzała fakty, bo może jakiś nawiedzony artysta miał ku temu ciągoty, kto wie. - Ale w sumie gdyby tak przechodzić nie w obrazy, a między obrazami? Oo, albo nie obrazami, ale są te, no szafki zniknięć, tak? To by było całkiem sprytne - ustawiłoby się takie komody w strategicznych przejściach i voila, mogliby szybko przechodzić. A jeśli nie potrafiło się odpowiednio szafki ustawić, to wtedy nie dało się za kimś podążyć.
- Mogę sprawdzić, ale... - już prawie unosiła różdżkę, żeby to przetestować, ale zwęszyła podstęp, który zastanawiał na nią Woody, bo inaczej się tego nie dało określić. - Ale nie chcę cię zostawiać samego. Co jak coś cię zje?
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.