Rowle zmarszczył brwi w jakimś lekkim poczuciu irytacji, kiedy wystające ręce zostały wessane do środka, a co gorsza - Basil wyrwał mu z dłoni fotografię. Zawahał się wyraźnie, jakby coś w środku targnęło nim, żeby wyrwać tę pocztówkę na nowo, ale nie zrobił tego, milcząc i słuchając całego wybuchu Skamandera.
Poczuł złość. Gdzieś głęboko, powoli bulgoczącą i wzbierającą, jednak zatrzymaną przez jego własną gruboskórność i nieruchawość. Złość na to, że szef Cutty Sark do tej pory siedział niczym trusia, którą można było rzucać po całym pokoju bezkarnie, a odezwał się dopiero teraz i ileż to miał do powiedzenia, ani razu niemal się nie zająknąwszy. Wypluwał z siebie coraz więcej słów, pomimo tego że żrąca para drażniła oczy i gardło. Pomimo tego że tam, za barkiem, rozgrywały się faktyczne zmagania, a on miał czelność upraszać się o chwilę dla debila i analizowanie obrazka. Lockhart doszedł do tego, dlaczego jest ono ważne, on sam to też podchwycił, więc dlaczego Basil nie mógł nadążać za nimi? A najbardziej chyba w głowie Rowle'a nie mieścił się fakt, że mężczyzna zdawał się nie wiedzieć, czym był maledictus.
Patrzył na sylwetkę jego twarzy, pochylającą się teraz nad fotografią, z wlepionym w nią wzrokiem i między jednym a drugim mrugnięciem, ze spojrzenia Leviathana wychynęła zwyczajna wrogość. Wrogość do tego jak Basil był powolny i jak głupi mu się w tym momencie wydawał. Szybko jednak schował to uczucie na nowo gdzieś do środka, skrzętnie upychając je i zamykając w pudle. Czuł jednak - nie, wiedział - że gdyby mógł, dla spokoju odstrzeliłby tak samo miotającego się maledictusa, jak i Skamandera. Zrobiłby tym przysługę światu.
- Maledictus - zaczął szybko i pustym głosem. - Klątwa dotykająca tylko kobiety. Można powiedzieć że jest w niej bardzo stara, czarnomagiczna istota. Coś co teraz jest znane tylko z legend i to coś próbuje nad nią zapanować. Jeszcze walczy, więc znaczy to że nie przemieniła się ostatecznie i mogłaby wrócić do swojej ludzkiej postaci, trzeba jej w tym pomóc. Ta fotografia równie dobrze może się do tego odnosić. Może któraś z nich to ta bestia - on jednak daleki był do wskazywania tego, która to mogła być. Różne anomalie zdarzały się w świecie, a z tego co mu było wiadomo, cechy maledictusa nie przenikały do wyglądu zewnętrznego nosicielki, zamiast tego zjadając je nagle i gwałtownie.
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast