• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Śmiertelnego Nokturnu Biały Wiwern [17/10/72] I got you something from a very reputable dark alley | Benjy, Prue

[17/10/72] I got you something from a very reputable dark alley | Benjy, Prue
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#7
11.04.2026, 01:17  ✶  
Uśmiechnąłem się, zanim jeszcze skończyła mówić, nie był to jednak ten krótki, zdawkowy uśmiech, który rzucałem ludziom w szemranych miejscach, żeby wiedzieli, gdzie jest ich miejsce - ten był inny, lżejszy, bardziej znajomy. I, co gorsza, zupełnie niekontrolowany. Poczułem znajome ukłucie gdzieś pod żebrami, coś między rozbawieniem a czymś znacznie bardziej pierwotnym.
-Mogę ci udowodniś, sze to więcej nisz „nieźle”. - Stwierdziłem z tym znajomym błyskiem w spojrzeniu, który nie miał nic wspólnego z powagą, lecz nie rozwinąłem tego bez potrzeby - oboje wiedzieliśmy, do czego tym zmierzałem, szczególnie po ostatnim tygodniu ciągnącym się tak, jakby w rzeczywistości był całymi latami.
Zerknąłem krótko ponad ramię Prudence, rejestrując to, co działo się za nią - kilku gości było już na etapie, w którym zaczynali uważać się za artystów - po czym parsknąłem cicho pod nosem, kiwając głową.
- Kwadlans. - Potwierdziłem bez cienia wahania. - Mose dwadzieścia, jak będą się losklęcaś wolniej nisz zwykle, maks, i zaczną wyś, jakby ktoś im płacił. - Wróciłem spojrzeniem do żony i przez moment po prostu jej się przyglądałem, bez słów, bez pośpiechu, jakbym próbował zapamiętać ten obraz dokładnie takim, jaki był, bo był… Zwyczajny, to było w tym najdziwniejsze, ten dzień był zwyczajny, aż podejrzanie zwyczajny, ale to działało na naszą korzyść, bo w tej zwyczajności było miejsce na rzeczy, które kiedyś przychodziły nam naturalnie - na zaczepki, na spojrzenia, na to podskórne napięcie, które nigdy tak naprawdę nie zniknęło, tylko zmieniło formę. Było w tym coś niebezpiecznie znajomego, coś, co uderzało prosto w stare nawyki, które najwyraźniej wcale nie zniknęły, tylko czekały na odpowiedni moment, aby przekształcić się w coś znacznie bardziej właściwego. Po wielu latach ten moment właśnie nadszedł.
Przechyliłem lekko głowę, nie odrywając od niej wzroku, i przez chwilę milczałem, przesuwając palcem po przybrudzonej krawędzi stołu, jakbym sprawdzał jego fakturę, chociaż w rzeczywistości wracałem myślami dokładnie tu, gdzie nie planowałem wracać - do tamtej nocy - do tego samego miejsca, tych samych ścian, tego samego zapachu, który teraz był tylko tłem, a wtedy zupełnie mnie przytłaczał. Pamiętałem, jak siedziałem tutaj wcześniej, wkurwiony na pół świata, na siebie najbardziej, z tym ciężarem w klatce piersiowej, który nie miał nic wspólnego z alkoholem. Wszystko się sypało i nie miałem zamiaru tego zatrzymywać, bo w mojej ocenie było wtedy prostsze do zniszczenia niż do naprawienia, byłem przekonany, że to już koniec, że nie ma do czego wracać… Ostatnim razem siedziałem tu, sądząc, że wszystko poszło w tę cholerną stronę, z której się nie wracało. Pamiętałem ją też, stojącą przede mną, z tą swoją determinacją, której wtedy nie chciałem przyjąć do wiadomości i…
Mówiliśmy o szczęściu, żartowaliśmy z jej farta, a prawda była taka, że oboje go mieliśmy, ja go miałem…
Kiedy się nachyliła, nie cofnąłem się ani o centymetr, wręcz przeciwnie, minimalnie przesunąłem głowę w jej stronę, tak, żeby dystans między nami zrobił się jeszcze mniejszy, jakby to było najbardziej naturalne posunięcie na świecie. Pachniała znajomo, czymś lekkim, co kontrastowało z ciężkim powietrzem Wiwernu, i przez moment miałem wrażenie, jakby wszystko wokół trochę przycichło. Ten uśmiech, którym mnie obdarzyła, był niebezpieczny - nie w ten sposób, do którego przywykłem na Nokturnie, nie jak ostrze przyłożone do gardła albo klątwa czekająca pod powierzchnią, tylko w ten stary, znajomy sposób, który pamiętałem jeszcze z młodszych lat, z czasów, kiedy wszystko między nami było prostsze i jednocześnie bardziej chaotyczne, gdy potrafiłem gadać bez końca, byle tylko zobaczyć, jak przewraca oczami albo jak próbuje mnie zgasić.
- Och, działa na twoją koszyść? - Powtórzyłem cicho, z cieniem zaczepki w głosie, który osiadł gdzieś nisko. Pozwoliłem temu zawisnąć między nami przez chwilę, zanim lekko przechyliłem głowę, przyglądając się jej uważniej, jakbym próbował ocenić, na ile blefowała w byciu tak pewną tego, iż cokolwiek dla mnie kupiła, wygra z moimi prezentami. W rzeczywistości po prostu przypominałem sobie, jak to było, kiedy jeszcze wszystko między nami polegało na takich właśnie momentach - na zaczepkach, na tym lekkim napięciu, na tym, że żadne z nas nie chciało odpuścić - i cholera, brakowało mi tego, podobało mi się to bardziej, niż powinno. Przez ułamek sekundy poczułem się dokładnie tak samo jak lata temu, kiedy wszystko między nami było ostrzejsze, mniej nazwane, bardziej ryzykowne. - Zawsze, co? - Mój wzrok zsunął się na moment niżej, na jej usta, zanim wrócił do oczu, uniosłem brew, przyglądając jej się uważnie z bliska, bez żadnego skrępowania, jakbym miał pełne prawo być dokładnie tu, gdzie byłem. Tym razem nie było to już pobożnym życzeniem, teraz naprawdę oboje mieliśmy okazję kosztować tego, co od samego początku było nam… Chyba w jakiś sposób pisane, nawet jeśli nie do końca wierzyłem w jakiekolwiek wyższe plany.
- Wiesz, sze to nie jest kwestia statystyk. - Odezwałem się ponownie, ciszej, opierając łokieć o stół i pochylając się jeszcze odrobinę w jej stronę. - Tylko tego, czy faktycznie masz czym glaś. - Nie spieszyłem się ze wstaniem po alkohol, w ogóle, właśnie w tym momencie bardziej liczyło się to, co między nami, niż to, co było w tych cholernych torbach, jakbyśmy znowu mieli po kilkanaście lat i bawili się w coś, co wtedy wydawało się śmiertelnie poważne.
- Klasyka, hm? - Rzuciłem, dostając swoją odpowiedź i przesuwając spojrzeniem po niej z góry na dół, bez większej subtelności. - Bszmi jak plóba glania bezpiecznie. Myślałem, sze tu tesz splóbujesz mnie czymś zaskoczyś. - Zawiesiłem spojrzenie na jej oczach, nie uciekając, nie rozpraszając się niczym innym. - Chyba że to część planu - dodałem po chwili, przechylając głowę minimalnie - uśpiś moją czujność, a potem zaatakowaś. - Kącik ust uniósł mi się znowu, tym razem wyraźniej. - Ładne… Ale tlochę pszewidywalne, wiesz. - Nie cofnąłem się od razu, mogłem spokojnie odwzajemnić to spojrzenie, bez uciekania gdziekolwiek indziej. Pozwoliłem tej chwili potrwać odrobinę za długo, tak jak kiedyś, kiedy robiłem dokładnie to samo tylko po to, żeby zobaczyć, czy się speszy, czy wytrzyma - zawsze mnie to bawiło bardziej, niż powinno, zwłaszcza wtedy, gdy próbowała porazić mnie swoimi iskrzącymi oczami - dopiero po parunastu sekundach odsunąłem się z powrotem na swoje miejsce, jakby nic się nie wydarzyło, jak gdyby to był zwykły fragment rozmowy, a nie coś, co podnosiło temperaturę o kilka stopni.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (3602), Prudence Fenwick (2072)




Wiadomości w tym wątku
[17/10/72] I got you something from a very reputable dark alley | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 10.04.2026, 19:33
RE: [17/10/72] I got you something from a very reputable dark alley | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 10.04.2026, 19:53
RE: [17/10/72] I got you something from a very reputable dark alley | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 10.04.2026, 20:33
RE: [17/10/72] I got you something from a very reputable dark alley | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 10.04.2026, 20:55
RE: [17/10/72] I got you something from a very reputable dark alley | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 10.04.2026, 21:43
RE: [17/10/72] I got you something from a very reputable dark alley | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 10.04.2026, 23:15
RE: [17/10/72] I got you something from a very reputable dark alley | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 11.04.2026, 01:17
RE: [17/10/72] I got you something from a very reputable dark alley | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 11.04.2026, 18:27
RE: [17/10/72] I got you something from a very reputable dark alley | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 14.04.2026, 12:09

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa