11.04.2026, 10:31 ✶
Do Ministerstwa musieli wrócić, choćby na krótko. Niby wizyta na Nokturnie była absolutnie nieoficjalna, ale już o tym, że trzeba ten adres sprawdzić i może obserwować księgarnię należało informację zostawić. Gdzieś po drodze nad Brenną załamał ręce jeden funkcjonariusz, szczęśliwie z przygotowaniem medycznym, a potem zdołała dopaść jeszcze Victorię, zanim ta wyszła. Dobrze, bo wprawdzie nie miała jeszcze czekoladek, poza obowiązkową czekoladową żabą pod ręką, ale jakoś pomyślała, że lepiej nie czekać.
W biurach sił szybkiego reagowania właściwie zawsze ktoś był, bo przestępcy rzadko trzymali się godzin pracy urzędów. Większość biurek jednak pustoszała, i zanim Brenna przysunęła sobie krzesło do tego Victorii, siadając na nim okrakiem, podpierając dłonie o oparcie i jeszcze niebezpiecznie bujając do przodu, rozejrzała się, czy te najbliższe są puste.
– Dan mnie dorwał – stwierdziła, wskazując palcem na twarz, z której ślady już powoli schodziły po zastosowaniu czaru i jakiejś tam maści. – Przy okazji złamał klątwę. Najwyraźniej rzucił ją poltergeist, na którego wpadliśmy idąc do Kotła. Nie był pewny, co robiła, ale jego zdaniem mogła wpływać na zachowanie i nadmierne gadanie…
…i przez to może chwilę się zastanawiała, czy Bulstrode powiedział, co powiedział pod wpływem klątwy, czy nie, ale postanowiła się tym nadmiernie nie przejmować, bo ostatecznie padło, co padło, a chyba klątwa nie polegała na „teraz pójdziesz i będziesz mówić ludziom to, co chcą usłyszeć”, bo tak ogólnie to oboje zachowywali się całkiem normalnie.
– Spytałam, o co się wścieka i zdaje się, że musiał odpowiedzieć – dodała, pochylając się lekko nad oparciem, i zniżając głos. – Powinnam była z tym poczekać. Po prostu… serio nie ogarnęłam, że jakby nie chodziło o quidditch.
To było dobre pytanie, zadane w złym momencie, bez należytego namysłu, bo po prostu chciała to wszystko wyjaśnić, skoro nie chodziło o quidditch, – w pewnych sprawach Brenna była naprawdę bystra, w innych trochę ślepa. I choć nie mogła być pewna, czy zrobiła to z powodu podszeptu klątwy, to sądziła, że klątwa nie klątwa i tak by spytała. A jeżeli to nie była klątwa, mogła poczekać pięć minut, aż znajdą się na zewnątrz, nawet jeśli ostatecznie zajęła im ta rozmowa całą minutę. A może właśnie dlatego.
– Przepraszam, że skończyłaś pod drzwiami.
W biurach sił szybkiego reagowania właściwie zawsze ktoś był, bo przestępcy rzadko trzymali się godzin pracy urzędów. Większość biurek jednak pustoszała, i zanim Brenna przysunęła sobie krzesło do tego Victorii, siadając na nim okrakiem, podpierając dłonie o oparcie i jeszcze niebezpiecznie bujając do przodu, rozejrzała się, czy te najbliższe są puste.
– Dan mnie dorwał – stwierdziła, wskazując palcem na twarz, z której ślady już powoli schodziły po zastosowaniu czaru i jakiejś tam maści. – Przy okazji złamał klątwę. Najwyraźniej rzucił ją poltergeist, na którego wpadliśmy idąc do Kotła. Nie był pewny, co robiła, ale jego zdaniem mogła wpływać na zachowanie i nadmierne gadanie…
…i przez to może chwilę się zastanawiała, czy Bulstrode powiedział, co powiedział pod wpływem klątwy, czy nie, ale postanowiła się tym nadmiernie nie przejmować, bo ostatecznie padło, co padło, a chyba klątwa nie polegała na „teraz pójdziesz i będziesz mówić ludziom to, co chcą usłyszeć”, bo tak ogólnie to oboje zachowywali się całkiem normalnie.
– Spytałam, o co się wścieka i zdaje się, że musiał odpowiedzieć – dodała, pochylając się lekko nad oparciem, i zniżając głos. – Powinnam była z tym poczekać. Po prostu… serio nie ogarnęłam, że jakby nie chodziło o quidditch.
To było dobre pytanie, zadane w złym momencie, bez należytego namysłu, bo po prostu chciała to wszystko wyjaśnić, skoro nie chodziło o quidditch, – w pewnych sprawach Brenna była naprawdę bystra, w innych trochę ślepa. I choć nie mogła być pewna, czy zrobiła to z powodu podszeptu klątwy, to sądziła, że klątwa nie klątwa i tak by spytała. A jeżeli to nie była klątwa, mogła poczekać pięć minut, aż znajdą się na zewnątrz, nawet jeśli ostatecznie zajęła im ta rozmowa całą minutę. A może właśnie dlatego.
– Przepraszam, że skończyłaś pod drzwiami.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.