Musiało boleć – o tym była przekonana. Głębokie rany cięte, niezaopiekowanie wyglądały źle, organizm dziewczyny walczył ze słabością i gdyby nie to, że była tutaj ona, straciliby dobre dwa tygodnie, nim mogliby się udać w podróż, i to zakładając, że nic nie zacznie się paprać, nie wda się jakieś zakażenie i tak dalej. Ginny przyjrzała się uważnie, czy coś takiego właśnie nie miało tam miejsca, oraz ogólnie czy są oczyszczone.
Miała jeszcze moment, nim eliksir, który podała Mali zadziała i chyba jakimś szóstym zmysłem poczuła, że ktoś się w nią wpatruje, odwróciła się więc w odruchu i dostrzegła spojrzenie Anthonego. Uśmiechnęła się do niego krótko i zaraz zwróciła uwagę na swoją pacjentkę.
W pierwszej kolejności postanowiła jednak delikatnie jej te rany przemyć magicznym specyfikiem, do tego właśnie służącym. Wolała mieć pewność, że nic się nie zacznie z nimi dziać, gdy je już zszyje, a później… No właśnie.
– Nie jest tak źle, Mali – mruknęła do dziewczyny pokrzepiająco, gdy już nałożyła na jej rany specyfik. – Ale lepiej nie patrz, bo muszę ci to zszyć. Są za głębokie, żeby je zostawić – dobrze, że nie krwawiła nadmiernie, bo wtedy byłby problem, ale to nie zawsze się działo przy takich ranach. W dodatku zadanych magicznie – tak jej to przynajmniej wyglądało.
Miała sprawne dłonie, wyćwiczone w tego typu działaniach, a na wykopaliskach dość często trzeba było coś komuś zszyć. Mogli się posiłkować magią, ta jednak z czasem znikała, potrzebowali więc czegoś trwałego. Nie miała już teraz jak spoglądać na Shafiqa i osoby, z którymi rozmawiał w tym śmiesznym języku. W pełni skupiła się na zszyciu ran – co miało pomóc z gojeniem się i tym, by ewentualne blizny były jak najmniejsze. McGonagall była przy tym szybka – bo wprawna, a i eliksir działał na dziewczynę, więc gdy zaciskała oczy, albo patrzyła w sufit, lub na swoją rodzinę, starając się nie spojrzeć na swoje ręce, ta mogła nawet zapomnieć, że coś jest przy niej majstrowane. Nawet jednak jak wprawnie jej to szło – miała wrażenie, że i tak Anthony szybciej wszystko omówi z ojcem dziewczyn, niż ona skończy swoje.
A potem jeszcze i tak miała do wmasowania w zszyte już miejsca maść przyspieszającą gojenie się ran. Ziołowy zapach był dość intensywny i rozchodził się po niewielkim pomieszczeniu.