• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
1 2 3 4 5 6 Dalej »
[18.09.1972] Chcę, by mi natychmiast, w tej chwili, zwrócono mego ukochanego Mistrza

[18.09.1972] Chcę, by mi natychmiast, w tej chwili, zwrócono mego ukochanego Mistrza
Dama z gramofonem
And the violence, caused silence
Who are we mistaken?
wiek
34
sława
IV
krew
czysta
genetyka
maledictus
zawód
Sędzia Wizengamotu
Czarownica o klasycznej, włoskiej urodzie odziedziczonej po matce. Ma ciemnobrązowe (z pierwszymi siwymi włosami) trudne do ujarzmienia loki, w które zwykle wpina złote spinki i ozdoby. Oczy - o bardzo nienaturalnym, kobaltowym kolorze. Bogowie pożałowali jej wzrostu. Ta poważna, dorosła kobieta ma zaledwie 149 cm wzrostu. Według kartoteki medycznej waży 37kg. Pachnie drogimi perfumami o zapachu jaśminu i ubiera się u magicznych projektantów, choć częściej można ją spotkać w przepisowym ministerialnym mundurku sędzi. Na przekór modzie czystokrwistych - uwielbia torebki, nienawidzi magicznych sakiew. Jej codzienna torebka z paryskiego magicznego domu mody jej zawsze wypchana po brzegi dokumentami, kosmetykami i innymi pierdołami, bez których nie może się obejść. Ogólnie to kobietą jest ułożoną, kulturalną, chociaż pierwsza dzień dobry na ulicy nie powie.

Lorien Mulciber
#5
11.04.2026, 17:07  ✶  
- Angielski?
Niegłupia odpowiedź.- Pomyślała czarownica, leniwie wzrok podnosząc znad gazetki. Usłużnie zgięła nieco nogę, gdy usiadł na kanapie, starając się zrobić mu miejsce, kompletnie nie zwracając przy tym uwagi na fakt, że nawet półleżąc zajmowała zaledwie połowę kanapy. Ale liczył się gest, prawda?
Zmarszczyła delikatnie brwi - nie nad aurorem (choć Aaron z pewnością mógł poczuć, że pani Mulciber papuguje jego grymas na twarzy), a nad samą sobą. Nigdy nie piła tyle, żeby poczuć się w towarzystwie swobodnie. Miała wizerunek do utrzymania. Jeden zły ruch, jeden komentarz rzucony w nieodpowiednim momencie, gdy wino rozwiązało język - a jej kariera i reputacja mogły legnąć w gruzach. Zbyt wiele było do stracenia, żeby warte było podejmowanie ryzyka. Piła tylko w towarzystwie najbliższych; ludzi, którym po prostu ufała. Ilu ich było? Dwóch? Trzech? A jednak wylądowała u pana Moody’ego na kanapie, w jego własnej prywatnej przestrzeni, po spotkaniu, które zdecydowanie nie było randką, w sytuacji na tyle dwuznacznej, że sam fakt doprowadzenia do niej wydawał jej się co najmniej absurdalny. Do tego przytulała jego kota, wypijała jego herbatę i zapewne opróżni z połowę cukiernicy.
I wcale nie czuła się z tym źle.
Zdusiła w sobie tą jedną naiwną myśl, że mogłaby tak żyć. Tak po prostu spokojnie żyć. Z nim? Tego nie była już tak pewna.
Kiedy ostatnio czuła się w czyimś towarzystwie tak dobrze? Kiedy miała poczucie bycia słuchaną i rozumianą? Kiedy ktokolwiek pamiętał co plecie, żeby jej wypomnieć ten nieszczęsny "aparat kognitywny"? Dlaczego wcale jej te drobne uszczypliwości nie przeszkadzały? Dlaczego spędzanie z tym człowiekiem czasu było dla niej tak naturalne jak oddech? Dlaczego nie miała nic przeciwko, a może nawet podobało jej się, że taksuje ją wzrokiem, a mimo to zachowuje stosowny dystans? Dlaczego podświadomie czuła, że w jego towarzystwie nic jej nigdy nie zagrozi? Dlaczego mieli tyle tematów do rozmów? No i na bogów, dlaczego ktoś taki jak Aaron Moody pomimo swojego wieku wyglądał tak dobrze z lekko rozpiętą koszulą i podwiniętymi rękawami?! Naprawdę starała się nie patrzeć na tatuaże, które powoli uwalniały się spod prostego zaklęcia.
Przygryzła wnętrze policzka.
Opanuj się kobieto. Nie możesz go rozszarpać. - Zganiła się naraz wyjątkowo zajęta patrzeniem gdziekolwiek indziej niż w stronę aurora.
A w sumie, dlaczego nie? Nigdzie nie było napisane, w żadnym ministerialnym regulaminie, że sędzia Wizengamotu nie może sobie raz na jakiś czas rozszarpać takiego aurora. A przynajmniej ona w aktualnym stanie nie była sobie w stanie przypomnieć takiego zapisu, więc skoro nie pamiętała - to na pewno go nie było! Ta jedna trzeźwa komórka mózgowa powiedziała “nie i basta”, więc z ciężkim sercem Lorien wróciła do zdecydowanie bezpieczniejszego tematu. A konkretnie debilnego testu w Czarownicy.

- Widzę, że jest pan zupełnie nieobeznany z tematem.- Stwierdziła niemal sucho, zupełnie jakby wiedza o językach miłości była wiedzą powszechną i nauczaną od najmłodszych lat w Hogwarcie. W końcu nawet popularne powiedzenie głosi, że “miłość jest najpotężniejszym zaklęciem”. Lorien osobiście uważała, że było to Imperius, ale nikt jej o zdanie nie pytał. Postukała palcem w stronę z artykułem i już otwierała usta, żeby nieszczęśnika uświadomić, że będzie musiał się już teraz zaraz doedukować, bo ona chce wiedzieć czy są kompatybilni, ale zaczął coś mówić o niemieckim akcencie

A potem… Potem z ust pana Moody’ego wyrwało się coś co sprawiło, że czarownica aż zamknęła usteczka i przyjrzała mu się zdecydowanie uważniej.
Wiedziała, że Aaron był radykałem. Ale żeby wynajdować teksty faszystowskie pewnie wyrwane z jakiegoś przemówienia tego tam nazistowskiego mugolskiego przywódcy już na pierwszej randce? A może to było coś… Grindelwalda? Nie daj boże Voldemorta? Nieważne. Kogokolwiek tak namiętnie cytował - trafiło to wprost do serduszka czarownicy, a to zaczęło bić zdecydowanie szybciej niż ustawa przepisuje.
Gdy Moody odwrócił twarz w jej stronę mógł dostrzec, że naraz Lorien zdała się być najtrzeźwiejszą osobą na świecie. Co gorsza, ewidentnie zignorowała to na czym wolał, żeby się skupiła - na znanych jej zasadach włoskiego faszyzmu. Choć sądząc po kąciku ust, który uniósł się, gdy bezgłośnie powtórzyła za nim tutto nello Stato, niente al di fuori dello Stato, nulla contro lo Stato idea zyskała w jej myślach aprobatę. Ale innym razem przyjdzie jej opowiadać o jej dziadku stryjecznym Benito, który kiedyś uratował jednego mugola, a ten obiecał, że nazwie po nim syna.
Nie zaśmiała się ze zmasakrowanego “dzień dobry”, nie westchnęła flirciarsko, że “chyba należy pana Moody’ego podszkolić z języka”, nie zmusiła go do powtarzania słowa raz po raz niczym zrezygnowany belfer. Zamiast tego po prostu na czarodzieja patrzyła.
Odłożyła gazetkę na bok. Tak naprawdę pozwoliła jej spaść na podłogę.
Po co jej test, skoro pan Moody ewidentnie preferował słowa afirmacji, a ona chyba właśnie odkryła, że ją to kręci i może się odwdzięczyć kontaktem fizycznym. Nawet prezentów nie potrzebowała. Ale mógł zdecydowanie pokusić się o akt służby wobec niej.
Trwało to tyle ile może trwać kilka ciągnących się w nieskończoność sekund.
Potem przełożyła Kota na kanapę, pilnując żeby go nie obudzić. Dziwnie ostrożna. Dziwnie zdecydowana na dalszy ruch. Wsparła się o oparcie fotela, niebezpiecznie blisko przesuwając wychudzone przedramię ręki aurora. Osuwający się szeroki rękaw jej szaty odsłonił drobne blizny, którymi zroszona była skóra czarownicy. Przejście z rozwalonej na kanapie pozy do przysiadu na własnych piętach nie było zbyt proste zwłaszcza w jej stanie upojenia, więc spuśćmy zasłonę milczenia na fakt, że pewnie nie był to też pełen gracji manewr i niewątpliwie się przy tym parę razy zachwiała. Suma summarum znalazła się znacznie bliżej swojego gospodarza, nosem o cal od jego nosa. Pan auror niech oceni czy mieszanka jaśminu, alkoholu i kawy mogła zostać uznana za przyjemną.
- A teraz jeszcze raz…- Powiedziała cicho. W jej głosie brakowało tej niemal dziewczęcej nuty, Nie było w nim słodkiej prośby, a jednak brzmiał znajomo - dokładnie tego tonu, pozbawionego wymuszonej uprzejmości, Lorien Crouch czy tam Mulciber używała na salach Wizengamotu.
Nie przerywając kontaktu wzrokowego, poprawiła aurorowi poluzowany kołnierzyk. Nie dotykała go, tak jak harpia nie dotyka swojej dogorywającej ofiary. Miała czas. Miała całą wieczność.
- Jeszcze raz, ale bez niemieckiego akcentu.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Aaron Andrew Moody (1071), Lorien Mulciber (2017), Pan Losu (58)




Wiadomości w tym wątku
[18.09.1972] Chcę, by mi natychmiast, w tej chwili, zwrócono mego ukochanego Mistrza - przez Lorien Mulciber - 30.03.2026, 17:45
RE: [18.09.1972] Chcę, by mi natychmiast, w tej chwili, zwrócono mego ukochanego Mistrza - przez Aaron Andrew Moody - 11.04.2026, 06:01
RE: [18.09.1972] Chcę, by mi natychmiast, w tej chwili, zwrócono mego ukochanego Mistrza - przez Pan Losu - 11.04.2026, 06:01
RE: [18.09.1972] Chcę, by mi natychmiast, w tej chwili, zwrócono mego ukochanego Mistrza - przez Aaron Andrew Moody - 11.04.2026, 06:14
RE: [18.09.1972] Chcę, by mi natychmiast, w tej chwili, zwrócono mego ukochanego Mistrza - przez Lorien Mulciber - 11.04.2026, 17:07

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa