11.04.2026, 20:46 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.04.2026, 20:50 przez Brenna Longbottom.)
– To już zaliczyłam. Przykułam się wtedy kajdankami do Millie Moody, bo bałam się, jak ta zamiana się skończy, jeżeli się rozdzielimy – parsknęła Brenna, teraz już traktując to jako żart, ale prawda była taka, że gdyby zły duch zamienił ją ciałem z kimś innym, spanikowałaby naprawdę potężnie. I znów odnotowała sobie, że powinna ustalić z paroma osobami, w tym z bratem, jakieś hasła, bo tu wielosokowy na Lammas, tu metamorfomagia, tu złośliwy poltergeist, mogący podmienić ciało i potem za wiele się dowiedzieć… – Nie mam pojęcia, ale muszę go znaleźć i ostrzec, bo cholera wie, jak to dokładnie działa i ile potrwa – przyznała, bo Dan w końcu trochę znał się na łamaniu klątw, ale nie był jakiś tam absolutnie wspaniałym klątwołamaczem, co skupiał się konkretnie na tej zdolności. I obejrzał tylko ją, nie Atreusa, ale patrząc po tym, co ten odpowiedział na pytanie o zazdrość... to pewnie go trzasnęło.
– Tak szczerze, zakładałam, że mieli jakieś konflikty wcześniej. W rodzaju pobili się w Hogwarcie o wygraną w meczu i od tamtej pory są śmiertelnymi wrogami czy coś takiego – przyznała, bo brała pod uwagę, że quidditch był tylko częścią problemu, ot nie przyszło jej do głowy, że głównym powodem była jednak ona, a cały quidditch stał się swojego rodzaju pretekstem. Ach i nazwisko, Nottowie najwyraźniej działali na Atreusa jak płachta na byka. Złożyło się to razem w wybuchową mieszankę, o której nie do końca wciąż wiedziała, co myśleć. – Proszę, nie mów, że mówisz o Anthonym – jęknęła, cicho, przysłaniając na moment oczy dłonią, bo tylko on przychodził jej do głowy. Trochę długo nie widziała, potem po prostu widzieć nie chciała, a z tego, co się orientowała, był jedynym takim przypadkiem. Trudnym, ze względu na jego rodzinę, na to, że nawet nie próbował zaprzeczać, po której stronie stoi, i na jego przyjaźń z Atreusem.
Rozcapierzyła palce, spoglądając na Victorię pomiędzy nimi, zanim opuściła rękę.
– Bo cię to dotknęło – powiedziała wprost, nie z powodu żadnego poltergeista. – Bo powinnam była poczekać z pytaniami, aż będziemy sami, żeby nie stawiać cię w takiej sytuacji. I bo znając odpowiedź trochę rozumiem, że bardzo nie chciał odpowiadać przy kimś, i zrobił to bez namysłu, ale wciąż głupio wyszło. Bo nie chcę, żebyś czuła się z tym źle. Bo mi na tobie zależy.
– Tak szczerze, zakładałam, że mieli jakieś konflikty wcześniej. W rodzaju pobili się w Hogwarcie o wygraną w meczu i od tamtej pory są śmiertelnymi wrogami czy coś takiego – przyznała, bo brała pod uwagę, że quidditch był tylko częścią problemu, ot nie przyszło jej do głowy, że głównym powodem była jednak ona, a cały quidditch stał się swojego rodzaju pretekstem. Ach i nazwisko, Nottowie najwyraźniej działali na Atreusa jak płachta na byka. Złożyło się to razem w wybuchową mieszankę, o której nie do końca wciąż wiedziała, co myśleć. – Proszę, nie mów, że mówisz o Anthonym – jęknęła, cicho, przysłaniając na moment oczy dłonią, bo tylko on przychodził jej do głowy. Trochę długo nie widziała, potem po prostu widzieć nie chciała, a z tego, co się orientowała, był jedynym takim przypadkiem. Trudnym, ze względu na jego rodzinę, na to, że nawet nie próbował zaprzeczać, po której stronie stoi, i na jego przyjaźń z Atreusem.
Rozcapierzyła palce, spoglądając na Victorię pomiędzy nimi, zanim opuściła rękę.
– Bo cię to dotknęło – powiedziała wprost, nie z powodu żadnego poltergeista. – Bo powinnam była poczekać z pytaniami, aż będziemy sami, żeby nie stawiać cię w takiej sytuacji. I bo znając odpowiedź trochę rozumiem, że bardzo nie chciał odpowiadać przy kimś, i zrobił to bez namysłu, ale wciąż głupio wyszło. Bo nie chcę, żebyś czuła się z tym źle. Bo mi na tobie zależy.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.