Skinęła głową na jego słowa. Sytuacja była naprawdę zaskakująca. Nigdy nie sądziła, że zrobi coś tak szalonego w swoim życiu i wyląduje przez to w piwnicy obcej kamienicy. Czuła się kompletnie zawstydzona, ale nic nie mogła na to poradzić. Avelina nigdy nie należała do osób towarzyskich i nigdy nie potrafiła się zachować, gdy znajdowała się w takiej sytuacji. Słysząc jego śmiech poczuła delikatną ulgę. Nie przestawała się uśmiechać do momentu, gdy usłyszała kroki i wylądowała ponownie zbyt blisko Marqueza.
Poczuła dziwny chłód od jego ciała. Nie mogła też oderwać wzroku od jego twarzy, która wydawała się być naprawdę zbyt blada. Do pomieszczenia weszła starsza kobieta i dopiero wtedy Avelina odwróciła wzrok od partnera w zbrodni. Spuściła wzrok zawstydzona. Niby była to obca kobieta, ale nie chciała, aby ktokolwiek myślał o niej w ten sposób. Nie była osobą, która chodziła z ledwo poznanymi chłopakami do piwnic obcych budynków.
Gdy Ururu się ponownie roześmiał spięte mięśnie dziewczyny ponownie się rozluźniły. W końcu spróbowała się odsunąć od niego (jeśli na to pozowolił), bo nie przystoi tak przytulać się do obcego mężczyzny.
— Co za dzień… – szepnęła nadal mu się przyglądając. Był intrygujący i ciekawy. Chciałaby wiedzieć o nim więcej, ale nie wiedziała o co pytać w takich sytuacjach. Czuła się naprawdę dziwnie przy nim, ale polubiła to dziwne i nowe uczucie, które jej towarzyszyło, gdy próbował ją bronić przed każdym niebezpieczeństwem dzisiejszego dnia.