12.04.2026, 02:44 ✶
– Byleby w granicach prawa – przestrzegł wampira szukającego zemsty w tej leniwej, nieco pokpiewającrj manierze starego policjanta, który przemawia jednak bardziej z miejsca protekcjonalnej opiekuńczości instytucji "synku, nie podskakuj" aniżeli z konieczności przygany. A przynajmniej takie można było odnieść wrażenie, chociaż cholera wie z Moodym. Typ bywał niemożliwy pod tym względem. Wydawał się zresztą dosyć sceptycznie nastawiony wobec tłumaczeń Gabriela, ale nic na ten temat nie powiedział na głos. Nie musiał, bo jego twarz mówiła za niego, ściągnięte jak gdyby w lekkim niedowierzaniu brwi i zmarszczone czoło. No tak, nie ma co, dla byle znajomych remontowało się kuchnie. W imię tej samej, zwykłej znajomości nalewało się drani, a potem wracało się do zamieszkałego wspólnie domku po to tylko, żeby zmówić paciorek. Bujać to my, a nie nas.
No ale jednak się pobujał. W rytm usypiającego wahadełka, które wychylało się raz w prawo, raz w lewo, podobnie jak jedna z maszyn na strzelnicy. Mimowolnie wyprostował i rozluźnił plecy, jak gdyby przygotowywał się do przejścia przez tor przeszkód, którego była częścią. Liczył, aby nie popełnić falstartu, nie doliczył do końca, bo zapadł w hipnotyczny trans. Tym razem łatwiej poszło mu otworzyć umysł, zabrać Gabriela w miejsce, które uważał za punkt wyjścia dla klątwy. Ocknął się z nieco pobolewającą głową, nie był bowiem przyzwyczajony do podobnych machinacji na jego psyche, a jednak towarzyszył mu swego rodzaju spokój. Poinformowany został o tym, że dolegliwości mogą nawracać, i lepiej byłoby powtórzyć sesję terapeutyczną, ale o wiele łatwiej będzie mu teraz kontrolować napady, które z czasem kompletnie zanikną. Aaron machnął na to ręką, podziękowawszy wampirowi.
Jak mawiał jego świętej pamięci dziadek, nie ma tego złego, czego by szklaneczka brandy nie zdołała naprawić.
No ale jednak się pobujał. W rytm usypiającego wahadełka, które wychylało się raz w prawo, raz w lewo, podobnie jak jedna z maszyn na strzelnicy. Mimowolnie wyprostował i rozluźnił plecy, jak gdyby przygotowywał się do przejścia przez tor przeszkód, którego była częścią. Liczył, aby nie popełnić falstartu, nie doliczył do końca, bo zapadł w hipnotyczny trans. Tym razem łatwiej poszło mu otworzyć umysł, zabrać Gabriela w miejsce, które uważał za punkt wyjścia dla klątwy. Ocknął się z nieco pobolewającą głową, nie był bowiem przyzwyczajony do podobnych machinacji na jego psyche, a jednak towarzyszył mu swego rodzaju spokój. Poinformowany został o tym, że dolegliwości mogą nawracać, i lepiej byłoby powtórzyć sesję terapeutyczną, ale o wiele łatwiej będzie mu teraz kontrolować napady, które z czasem kompletnie zanikną. Aaron machnął na to ręką, podziękowawszy wampirowi.
Jak mawiał jego świętej pamięci dziadek, nie ma tego złego, czego by szklaneczka brandy nie zdołała naprawić.
Koniec sesji
– You're too difficult.
– The situation is difficult, not me.
– The situation is difficult, not me.