12.04.2026, 21:13 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.04.2026, 21:16 przez Brenna Longbottom.)
Rzut, że się nie wyjebięXD
– To już moja słodka tajemnica – stwierdziła Brenna żartobliwie, mrużąc lekko oczy. – Mogę ci zdradzić, że poltergeist potrafi też zamienić ludzi w dzieci, więc cudem uniknęłaś dokonywania włamu z dwójką dziesięciolatków. To by chyba podpadało pod deprawację młodzieży?
Tego nie doświadczyła osobiście, ale spotkała Norę w dziecięcej postaci, tak odmłodzoną, że w pierwszej chwili wzięła ją za Mabel.
– Urocza? Ja? – parsknęła, ale zaraz zaskoczono ją jeszcze bardziej. - O czekoladową żabę? – powtórzyła, z pewnym zaskoczeniem. Nie przyszłoby jej do głowy, że ktoś mógłby być zazdrosny o coś takiego i gdyby Bulstrodowi przyszło to do głowy, to dopiero mieliby problem, bo Brenna zazwyczaj jakieś żaby miała przy sobie i dość chętnie je rozdawała. – A miałam ci właśnie jedną sprezentować i teraz zaczynam się zastanawiać, czy to oznaczałoby propozycję.
Już nie kontynuowała tematu Anthony’ego, skrzywiła się tylko, i nie odważyła się nawet dopytywać, kogo jeszcze Victoria miała na myśli, bo jeszcze okazałoby się, że przyszły jej do głowy jakieś rzeczy szaleńcze, na przykład że Brennę jak nic łączyła specjalna więź ze Stanleyem Borginem albo coś równie absurdalnego i strasznego.
– Przepraszam za sytuację, bo przez nią źle się poczułaś, bo do niej nie powinno dojść i bo za tę jestem współodpowiedzialna. Powinna była ogarnąć to i owo wcześniej. I wstrzymać się potem z wypytywaniem parę minut. Albo w ogóle inaczej to rozegrać, chociaż nie miała pojęcia jak: nie do końca z pewnymi rzeczami sobie radziła. - Nie konkretnie za zamknięte drzwi, bo ich nie zamknęłam i w sumie… no samo ich zamknięcie mnie nie wydaje się takie straszne, ale ja nie powinnam cię stawiać w niezręcznym położeniu, a wiem, że takie było. A za to co powiedział, też nie przepraszam, bo wiem, że to sprawa między wami – Nie powinni w ogóle się między sobą przepychać przy Victorii, w tym brała udział i za to czuła się w obowiązku przeprosić. Cała reszta… nie sądziła, żeby faktycznie Bulstrode uznał Victorię za nie rozumiejącą czegoś gówniarę, ale nie zamierzała udowadniać tu Victorii, że sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. Zwłaszcza że pewnie ona sama w takiej po prostu oparłaby się o te drzwi i jeszcze nie pozwoliła ich otworzyć, póki nie zapewniono by jej, że wszystko dogadane, bo zwyczajnie bardzo rzadko brała coś do siebie, zamkniecie zresztą odbierała po prostu jak próbę upewnienia się, że tylko ona usłyszy odpowiedź. A rzucone potem słowa? Tu następował pewien konflikt charakterów. Atreus lubił rzeczy obracać w żart, Victoria nie reagowała na to dobrze, i tutaj Brenna niezbyt się dziwiła, że szły iskry, bo doskonale rozumiała, że taka uwaga mogła zostać odebrana jako obraźliwa: i nie zamierzała zdecydowanie w tę część z końcowym dialogiem się wtrącać, i ani zapewniać, że to tylko żart, ani też przepraszać, że to chamskie. To już było coś, w czym akurat nie wzięła udziału, a oni byli dorośli. A to że jej coś by nie uraziło, nie znaczyło, że miała prawo odmawiać poczucia się źle komuś innemu. - Nie mam zamiaru między wami mediować, spokojnie. Po prostu...
Zabujała się nieco na krześle, ale utrzymała równowagę na tyle sprawnie, że nie poleciała na biurko Victorii.
- Nawet nie wiem, jak to ująć - westchnęła w końcu. - Martwię się?
– To już moja słodka tajemnica – stwierdziła Brenna żartobliwie, mrużąc lekko oczy. – Mogę ci zdradzić, że poltergeist potrafi też zamienić ludzi w dzieci, więc cudem uniknęłaś dokonywania włamu z dwójką dziesięciolatków. To by chyba podpadało pod deprawację młodzieży?
Tego nie doświadczyła osobiście, ale spotkała Norę w dziecięcej postaci, tak odmłodzoną, że w pierwszej chwili wzięła ją za Mabel.
– Urocza? Ja? – parsknęła, ale zaraz zaskoczono ją jeszcze bardziej. - O czekoladową żabę? – powtórzyła, z pewnym zaskoczeniem. Nie przyszłoby jej do głowy, że ktoś mógłby być zazdrosny o coś takiego i gdyby Bulstrodowi przyszło to do głowy, to dopiero mieliby problem, bo Brenna zazwyczaj jakieś żaby miała przy sobie i dość chętnie je rozdawała. – A miałam ci właśnie jedną sprezentować i teraz zaczynam się zastanawiać, czy to oznaczałoby propozycję.
Już nie kontynuowała tematu Anthony’ego, skrzywiła się tylko, i nie odważyła się nawet dopytywać, kogo jeszcze Victoria miała na myśli, bo jeszcze okazałoby się, że przyszły jej do głowy jakieś rzeczy szaleńcze, na przykład że Brennę jak nic łączyła specjalna więź ze Stanleyem Borginem albo coś równie absurdalnego i strasznego.
– Przepraszam za sytuację, bo przez nią źle się poczułaś, bo do niej nie powinno dojść i bo za tę jestem współodpowiedzialna. Powinna była ogarnąć to i owo wcześniej. I wstrzymać się potem z wypytywaniem parę minut. Albo w ogóle inaczej to rozegrać, chociaż nie miała pojęcia jak: nie do końca z pewnymi rzeczami sobie radziła. - Nie konkretnie za zamknięte drzwi, bo ich nie zamknęłam i w sumie… no samo ich zamknięcie mnie nie wydaje się takie straszne, ale ja nie powinnam cię stawiać w niezręcznym położeniu, a wiem, że takie było. A za to co powiedział, też nie przepraszam, bo wiem, że to sprawa między wami – Nie powinni w ogóle się między sobą przepychać przy Victorii, w tym brała udział i za to czuła się w obowiązku przeprosić. Cała reszta… nie sądziła, żeby faktycznie Bulstrode uznał Victorię za nie rozumiejącą czegoś gówniarę, ale nie zamierzała udowadniać tu Victorii, że sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. Zwłaszcza że pewnie ona sama w takiej po prostu oparłaby się o te drzwi i jeszcze nie pozwoliła ich otworzyć, póki nie zapewniono by jej, że wszystko dogadane, bo zwyczajnie bardzo rzadko brała coś do siebie, zamkniecie zresztą odbierała po prostu jak próbę upewnienia się, że tylko ona usłyszy odpowiedź. A rzucone potem słowa? Tu następował pewien konflikt charakterów. Atreus lubił rzeczy obracać w żart, Victoria nie reagowała na to dobrze, i tutaj Brenna niezbyt się dziwiła, że szły iskry, bo doskonale rozumiała, że taka uwaga mogła zostać odebrana jako obraźliwa: i nie zamierzała zdecydowanie w tę część z końcowym dialogiem się wtrącać, i ani zapewniać, że to tylko żart, ani też przepraszać, że to chamskie. To już było coś, w czym akurat nie wzięła udziału, a oni byli dorośli. A to że jej coś by nie uraziło, nie znaczyło, że miała prawo odmawiać poczucia się źle komuś innemu. - Nie mam zamiaru między wami mediować, spokojnie. Po prostu...
Zabujała się nieco na krześle, ale utrzymała równowagę na tyle sprawnie, że nie poleciała na biurko Victorii.
- Nawet nie wiem, jak to ująć - westchnęła w końcu. - Martwię się?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.