12.04.2026, 22:18 ✶
- No w sumie jak tak o tym mówisz, to jeszcze mądrzej brzmi - zastanowiła się nad tym. Pokraczne to było imię i w ogóle jakieś takie nieprzysiadalne. Nie wyobrażała sobie biegać po szkolnych korytarzach i próbować sobie język połamać przy wołaniu kolegów per Zbigniew. Brzmiało trochę, jakby się komuś przy tworzeniu tego miana, zwyczajnie odbiło od niestrawności. - Ale wiesz co w sumie jak tak teraz sobie myślę to taki Stanisław? Stanisław, Stanley... brzmi trochę podobnie. Ale mam nadzieje, że nie wypełniałeś ostatnio żadnych dokumentów?
W sumie to nie była pewna jak to działało na Podziemnych Ścieżkach. Na Nokturnie należało coś tam płacić, ale tunele? Nigdy nie interesowała się papierzyskami, które mogła mieć w gabinecie jej matka i dziadek, ale może zacząć powinna. Jeszcze się okaże że dużą kupę kasy można było pociągnąć na dzierżawieniu ziemi tam na dole.
- Ale co, faktycznie ukradł wam jakieś dziewczyny czy przyjechał, wyjebał się na eseju z puffków i papa do Cimciborka? - zainteresowała się, bo w sumie kradzież dziewcząt to chyba nie była aż taka słaba sprawa. W sumie to chyba była jedna z tych rzeczy, które przez lata pozostawały niezmienne, w sensie to kradzenie sobie dziewczyn i chłopaków. Ogólnie to była bardzo zaangażowana w to co Borgin jej mówił, popijając winko i kiwając głową co jakiś czas na to, co miał jej do powiedzenia. Na tyle, by nie zwrócić uwagi na pierwsze oznaki tragedii, która działa się w piekarniku. Pewnie równie dobrze to jej niedopatrzenie można było zrzucić na fakt, że zwykle nie piekła i to był taki trochę jednorazowy wyskok, który jak było widać, powoli zasmradzał im okolicę.
- O Matko, moje ciasto! - poniosło się po kuchni, sławetne użalanie gospodyń. McKinnon skoczyła na równe nogi, bo wcześniejszy zachęcający zapach posiadał już wyraźne nuty węglowe. I faktycznie, kiedy otworzyła piekarnik, buchnęła z niego czarna chmura dymu, drapiąca w gardło i wyciskająca łzy z oczu. Blondynka zakasłała, czując jak oczy natychmiastowo pieką, ale złapała za ścierkę i zaczęła tę chmurę wachlować, żeby ją rozgonić. - Okno, otwórz okno.
W sumie to nie była pewna jak to działało na Podziemnych Ścieżkach. Na Nokturnie należało coś tam płacić, ale tunele? Nigdy nie interesowała się papierzyskami, które mogła mieć w gabinecie jej matka i dziadek, ale może zacząć powinna. Jeszcze się okaże że dużą kupę kasy można było pociągnąć na dzierżawieniu ziemi tam na dole.
- Ale co, faktycznie ukradł wam jakieś dziewczyny czy przyjechał, wyjebał się na eseju z puffków i papa do Cimciborka? - zainteresowała się, bo w sumie kradzież dziewcząt to chyba nie była aż taka słaba sprawa. W sumie to chyba była jedna z tych rzeczy, które przez lata pozostawały niezmienne, w sensie to kradzenie sobie dziewczyn i chłopaków. Ogólnie to była bardzo zaangażowana w to co Borgin jej mówił, popijając winko i kiwając głową co jakiś czas na to, co miał jej do powiedzenia. Na tyle, by nie zwrócić uwagi na pierwsze oznaki tragedii, która działa się w piekarniku. Pewnie równie dobrze to jej niedopatrzenie można było zrzucić na fakt, że zwykle nie piekła i to był taki trochę jednorazowy wyskok, który jak było widać, powoli zasmradzał im okolicę.
- O Matko, moje ciasto! - poniosło się po kuchni, sławetne użalanie gospodyń. McKinnon skoczyła na równe nogi, bo wcześniejszy zachęcający zapach posiadał już wyraźne nuty węglowe. I faktycznie, kiedy otworzyła piekarnik, buchnęła z niego czarna chmura dymu, drapiąca w gardło i wyciskająca łzy z oczu. Blondynka zakasłała, czując jak oczy natychmiastowo pieką, ale złapała za ścierkę i zaczęła tę chmurę wachlować, żeby ją rozgonić. - Okno, otwórz okno.
she was a gentle
sort of horror
sort of horror