13.04.2026, 11:22 ✶
W przeciwieństwie do Jonathana, w Anthonym było wiele obaw, które płynnie mieszały się z ekscytacją. Shafiq nie znał się ani na rzemiośle, ani na świecie przyrodniczym - on obracał dobrami, wymagając ekspertyzy od ludzi, którzy go otaczali. Tymczasem teraz tych ludzi brakło. Jonathan w końcu był mężczyzną wielu talentów, ale wiedza florystyczno-alchemiczna nie była jednym z nich. Ceolsige zaś? Wciąż pozostawała dla niego tajemniczą księgą. Piękną z zewnątrz, ale jaka była jej treść? Interesy z jej ojcem rzadko kiedy obejmowały specyfiki, z resztą teraz, na balu, nie miało to większego znaczenia. Z drugiej strony był świadom, że jeśli tylko panna Burke nie odziedziczyła po swojej rodzinie tylko nazwiska i zakładu... cała sytuacja mogła stać się nagle bardzo ciekawa. Czy starczy jej na to brawury?
Dlatego też patrzył w rosnącym napięciu na poczynania swojej partnerki.
– Czerne róże pojawiły się tu nagle, a ogrodnicy mają zakaz zajmowania się nimi – powiedział nieco ciszej niż zamierzał, w tonie, który z powodzeniem sprawdzałby się listopadowymi wieczorami do opowiadania straszliwych historii. Aura tego miejsca bardzo pasowała. – Ta fiolka nie pochodzi od rodziny, a przynajmniej nic na to nie wiadomo komuś kto z tym ogrodem jest związany. Dla Lestrangów to też tajemnica. Wydaje mi się, że wciąż nie ustalono składu tego specyfiku. – Inaczej nie byłby to dziwny eliksir tylko całkowicie przebadany eliksir. Ktoś. Jak taka sprawa mogła się wymknąć Lestrengom spod kontroli? Czy wpuścili gości licząc na to, że ktoś inny odkryje to za nich? – Ale też nie da się ukryć, że to znalezisko wzbudza we mnie więcej ekscytacji niż licytacja. – Nie mógł oderwać oczu od dłoni swojej partnerki. Jakby zaraz, za moment mieli szansę dotknąć tajemnicy, która z korzeniami wyrwała ich z biurokratycznej machiny.
Dlatego też patrzył w rosnącym napięciu na poczynania swojej partnerki.
– Czerne róże pojawiły się tu nagle, a ogrodnicy mają zakaz zajmowania się nimi – powiedział nieco ciszej niż zamierzał, w tonie, który z powodzeniem sprawdzałby się listopadowymi wieczorami do opowiadania straszliwych historii. Aura tego miejsca bardzo pasowała. – Ta fiolka nie pochodzi od rodziny, a przynajmniej nic na to nie wiadomo komuś kto z tym ogrodem jest związany. Dla Lestrangów to też tajemnica. Wydaje mi się, że wciąż nie ustalono składu tego specyfiku. – Inaczej nie byłby to dziwny eliksir tylko całkowicie przebadany eliksir. Ktoś. Jak taka sprawa mogła się wymknąć Lestrengom spod kontroli? Czy wpuścili gości licząc na to, że ktoś inny odkryje to za nich? – Ale też nie da się ukryć, że to znalezisko wzbudza we mnie więcej ekscytacji niż licytacja. – Nie mógł oderwać oczu od dłoni swojej partnerki. Jakby zaraz, za moment mieli szansę dotknąć tajemnicy, która z korzeniami wyrwała ich z biurokratycznej machiny.