13.04.2026, 19:46 ✶
– Raczej odesłała nas do kąta. Zdejmowanie tego jest ponoć niebezpieczne i lepiej przeczekać – sprostowała Brenna, która niechętnie, ale pewnie by w takiej sytuacji odpuściła, ale niestety Nora twierdziła, że zdejmowanie tej klątwy nie było najlepszą drogą, podobnie mówił i Basilius, kiedy ona i Millie zamieniły się ciałami… – Czy to jakiś tajny kod? W sensie że czekoladowa żaba od dziewczyny dana facetowi to jakaś propozycja? Czy ja niechcący zadeklarowałam zainteresowanie połowie Hogwartu, a potem Ministerstwu Magii, ale na szczęście nikt go nie odwzajemniał? – zastanowiła się, trochę na żarty, a trochę jednak próbowała zrozumieć, o co Saurielowi chodziło i czy w jakichś kręgach te całe czekoladowe żaby jednak coś oznaczały…? Czy ktoś jej kiedyś nie mówił, że dziewczyny gdzieś w Azji dawały czekoladki chłopcom, którymi były zainteresowane…?
– Och, jasne. Powinnam była zapytać, to na pewno, po prostu mogłam zrobić to parę minut później.
I po prawdzie tym, że wkurzał się na siebie ją rozbroił, a i nie mogła niechętnie nie przyznać racji, że jeżeli nie mylił się co do Theo, a ona tego zupełnie nie zauważyła, to trochę dawała mu powody do irytowania się. Nie żeby nie należało tego wyjaśnić. A w jej głowie gdzieś postała wreszcie myśl, że może powinna być trochę ostrożniejsza przy tym, jak zachowuje się wobec niektórych mężczyzn, chociaż konfrontowało się to jednocześnie z jej przekonaniem, że to tylko przyjaciele/kumple (niepotrzebne skreślić), i żaden z nich tak na nią nie patrzył. Ale nawet jak nie, to czy ktoś, z kim się spotykała, musiał się czuć z tym komfortowo? Oby chociaż z tej listy byli wyłączeni ci, których traktowała naprawdę jak braci i co do których była absolutnie i totalnie pewna, że traktowali ją tak samo. Jak siostrę znaczy się. A czasem to nawet jak brata.
– Chyba tak. Zwykle bardzo się staram… wiesz, nie kazać się domyślać – stwierdziła, wciąż bujając się na krześle. Pewne rzeczy ukrywała całkowicie celowo, ale wtedy chciała przecież, żeby nikt się nie domyślił. – Naprawdę? Dobrze wiedzieć. Powinnam sobie sprawić jakiś poradnik dziennikarki Czarownicy, jak zrozumieć facetów albo coś?
Pozwoliła wreszcie, by wszystkie nogi krzesła opadły na podłogę, sama niepewna, co powinna odpowiedzieć, nie dlatego, że czegoś mówić nie chciała a raczej bo ciężko było jej znaleźć właściwe słowa.
– O ciebie, chyba. Że jest ci z tym źle. Żeby nie było, wiem, że nie będziesz siedziała i się przejmowała jak jakaś bohaterka książek romantycznych z powodu czegoś, co zrobił albo nie zrobił Atreus, ale po prostu masz wystarczająco dużo na głowie po Spalonej.
I Saurielu Rookwoodzie, oczywiście. Drobiazgi czasem w chwilach stresu i zmęczenia miały tendencje do kumulowania się i rośnięcia.
– Och, jasne. Powinnam była zapytać, to na pewno, po prostu mogłam zrobić to parę minut później.
I po prawdzie tym, że wkurzał się na siebie ją rozbroił, a i nie mogła niechętnie nie przyznać racji, że jeżeli nie mylił się co do Theo, a ona tego zupełnie nie zauważyła, to trochę dawała mu powody do irytowania się. Nie żeby nie należało tego wyjaśnić. A w jej głowie gdzieś postała wreszcie myśl, że może powinna być trochę ostrożniejsza przy tym, jak zachowuje się wobec niektórych mężczyzn, chociaż konfrontowało się to jednocześnie z jej przekonaniem, że to tylko przyjaciele/kumple (niepotrzebne skreślić), i żaden z nich tak na nią nie patrzył. Ale nawet jak nie, to czy ktoś, z kim się spotykała, musiał się czuć z tym komfortowo? Oby chociaż z tej listy byli wyłączeni ci, których traktowała naprawdę jak braci i co do których była absolutnie i totalnie pewna, że traktowali ją tak samo. Jak siostrę znaczy się. A czasem to nawet jak brata.
– Chyba tak. Zwykle bardzo się staram… wiesz, nie kazać się domyślać – stwierdziła, wciąż bujając się na krześle. Pewne rzeczy ukrywała całkowicie celowo, ale wtedy chciała przecież, żeby nikt się nie domyślił. – Naprawdę? Dobrze wiedzieć. Powinnam sobie sprawić jakiś poradnik dziennikarki Czarownicy, jak zrozumieć facetów albo coś?
Pozwoliła wreszcie, by wszystkie nogi krzesła opadły na podłogę, sama niepewna, co powinna odpowiedzieć, nie dlatego, że czegoś mówić nie chciała a raczej bo ciężko było jej znaleźć właściwe słowa.
– O ciebie, chyba. Że jest ci z tym źle. Żeby nie było, wiem, że nie będziesz siedziała i się przejmowała jak jakaś bohaterka książek romantycznych z powodu czegoś, co zrobił albo nie zrobił Atreus, ale po prostu masz wystarczająco dużo na głowie po Spalonej.
I Saurielu Rookwoodzie, oczywiście. Drobiazgi czasem w chwilach stresu i zmęczenia miały tendencje do kumulowania się i rośnięcia.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.