14.04.2026, 13:25 ✶
Czas mijał szybciej niż powinien - gdzieś za drewnianymi drzwiami z ciężkich, wysłużonych desek, popołudnie przeszło we wczesnym wieczór, o czym świadczyły bardziej mętne, poszarzałe smugi światła wpadające do środka wraz z charakterystyczną londyńską mżawką, docierającą nawet do odległych części pomieszczenia, gdy większa liczba klientów zaczęła gęstymi falami wlewać się do lokalu - w Wiwernie zawsze tak było, minuty rozciągały się i skracały jednocześnie, zależnie od tego, ile już miałeś w sobie i z kim siedziałeś przy stole. U mnie to drugie miało dziś znacznie większe znaczenie i nawet nie próbowałem tego ukrywać. Siedziałem rozluźniony bardziej niż wcześniej, jedno ramię mając oparte o oparcie krzesła, moje palce leniwie obracały szklankę, chociaż dawno przestałem zwracać uwagę na to, co w niej było. Gdzieś za nami ktoś faktycznie zaczął śpiewać i, zgodnie z przewidywaniami, nie było to nic, co warto byłoby zapamiętać, kilka innych osób próbowało mu przy tym wtórować, a całość przypominała bardziej wycie niż cokolwiek, co można by nazwać muzyką. Powietrze zrobiło się cięższe, gęstsze od alkoholu i głosów, ale przy naszym stoliku wciąż panował ten sam, dziwnie spokojny rytm, jakbyśmy siedzieli trochę obok tego wszystkiego, nie do końca będąc częścią reszty sali.
Alkohol zrobił swoje - nie na tyle, żeby zamglić myślenie, raczej rozluźnił to napięcie w mięśniach, które trzymałem pod kontrolą, odkąd wilkołak próbował zrobić ze mnie siekankę - sprawiał, że łatwiej było mi wrócić do starych nawyków, do starych odruchów… A jednym z nich było dokładnie to, co zrobiłem chwilę później…
Zerknąłem na nią, upewniając się, że uwaga Pruey jest zajęta czymś innym, chociaż tak naprawdę nie miało to większego znaczenia - bardziej chodziło o samą zasadę gry niż o faktyczne ukrycie ruchu - bez pośpiechu przesunąłem nogą pod stołem, zahaczając lekko o papierową torbę przy jej stopach, jakby to był przypadek, jakbym po prostu zmieniał pozycję. Potem zrobiłem to drugi raz, już mniej przypadkowo, kącik ust drgnął mi w ledwie zauważalnym uśmiechu, kiedy stopniowo, centymetr po centymetrze, przesuwałem torbę bliżej swojej strony, wykorzystując momenty, w których ktoś głośniej uderzył w stół obok albo podniósł głos - chaos był idealnym przykryciem.
- Wiesz - rzuciłem, niby od niechcenia, unosząc spojrzenie na żonę, jakby nic się nie działo - zaczynam myśleś, sze blefujesz. - Mówiłem spokojnie, leniwie wręcz, ale pod stołem moja stopa zrobiła kolejny ruch, przyciągając torbę jeszcze bliżej. Jeszcze chwila, wystarczyłby jeden ruch…
Alkohol zrobił swoje - nie na tyle, żeby zamglić myślenie, raczej rozluźnił to napięcie w mięśniach, które trzymałem pod kontrolą, odkąd wilkołak próbował zrobić ze mnie siekankę - sprawiał, że łatwiej było mi wrócić do starych nawyków, do starych odruchów… A jednym z nich było dokładnie to, co zrobiłem chwilę później…
Zerknąłem na nią, upewniając się, że uwaga Pruey jest zajęta czymś innym, chociaż tak naprawdę nie miało to większego znaczenia - bardziej chodziło o samą zasadę gry niż o faktyczne ukrycie ruchu - bez pośpiechu przesunąłem nogą pod stołem, zahaczając lekko o papierową torbę przy jej stopach, jakby to był przypadek, jakbym po prostu zmieniał pozycję. Potem zrobiłem to drugi raz, już mniej przypadkowo, kącik ust drgnął mi w ledwie zauważalnym uśmiechu, kiedy stopniowo, centymetr po centymetrze, przesuwałem torbę bliżej swojej strony, wykorzystując momenty, w których ktoś głośniej uderzył w stół obok albo podniósł głos - chaos był idealnym przykryciem.
- Wiesz - rzuciłem, niby od niechcenia, unosząc spojrzenie na żonę, jakby nic się nie działo - zaczynam myśleś, sze blefujesz. - Mówiłem spokojnie, leniwie wręcz, ale pod stołem moja stopa zrobiła kolejny ruch, przyciągając torbę jeszcze bliżej. Jeszcze chwila, wystarczyłby jeden ruch…
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)