14.04.2026, 15:59 ✶
Prychnąłem cicho na jej odpowiedź, kręcąc głową z tym samym rozbawieniem, które pojawiało się u mnie zawsze wtedy, kiedy próbowała mnie złapać na słowa, jakbyśmy dalej siedzieli na korytarzu przy Wielkiej Sali i przerzucali się argumentami tylko po to, żeby wygrać. Może rzeczywiście, może faktycznie miałem czelność i może to było nawet lepsze, że oboje zdawaliśmy sobie z tego sprawę. Było w tym coś rozbrajającego, nawet jeśli próbowała to obrócić przeciwko mnie.
- Fakt. Poza mną, widzę tylko jedną osobę. Taką, któla plóbuje mnie pszekonaś, sze ma wszystko pod kontlolą. - Odparłem spokojnie, z lekkim rozbawieniem w głosie. - I nie jestem pewien, czy jej wieszę. - Uśmiech, który pojawił się na mojej twarzy, był wolniejszy, bardziej świadomy. - Więc tak, chyba jednak ja… - Kiwnąłem głową, bez cienia skruchy, nawet nie próbowałem udawać, że jestem niewinny. Pod stołem torba była już praktycznie moja, czułem ją przy nodze, wystarczyło sięgnąć, przechylić się minimalnie i… Sprawdzić, co tak uparcie przede mną ukrywała. Jeszcze chwila, jeszcze jeden moment nieuwagi i—
Charakterystyczny uśmieszek nie zniknął mi z twarzy ani na moment, wręcz przeciwnie, pogłębił się odrobinę, kiedy Prue spojrzała na mnie tak uważnie, jakby próbowała mnie rozłożyć na czynniki pierwsze, by złapać moment, w którym coś się wysypie. Znałem to spojrzenie, towarzyszyło mi przez całkiem wiele lat, nawet jeśli w wydaniach różniących się od tego tu i teraz, same intencje żony były dla mnie stosunkowo jasne, i właśnie dlatego nie przestawałem grać. Nie odrywałem od niej wzroku, nawet kiedy pod stołem torba była już praktycznie przy mnie, nachyliłem się wręcz odrobinę bliżej, opierając przedramiona o stół, jak gdyby w tej chwili cała moja uwaga skupiała się wyłącznie na niej - na tym, co mówiła, jak mówiła. Cała ta rozmowa, te słowa, to było jednak tylko tło dla czegoś głębszego, dla rozgrywki na zupełnie innym poziomie, w rzeczywistości liczyło się bowiem to, co działo się między ruchami, między sekundami, których nikt poza nami nie zauważał. Papier torby zaszeleścił, ale i tym razem było to tylko tło dla czyjegoś głośnego śmiechu z drugiego końca sali - idealnie.
- Jest tylko jeden ploblem… - Zacząłem, przechylając lekko głowę, jakbym naprawdę rozważał jej słowa. - Ja nie jestem „większością”.
Pod stołem przesunąłem stopę jeszcze odrobinę, czując, że torba była już prawie dokładnie tam, gdzie chciałem, nie zmieniłem jednak pozycji od razu po uświadomieniu sobie tego, nie cofnąłem nogi do siebie, nie przyspieszyłem, wręcz przeciwnie - zwolniłem jeszcze bardziej, jakby nic się nie wydarzyło, jakby ten ruch w ogóle nie miał znaczenia. Jeszcze chwila… Jeszcze jeden ruch i miałem mieć ją…
I wtedy—
Coś.
Nie spojrzałem w dół, jeszcze nie - to byłoby obrzydliwe pozbawienie się momentu zaskoczenia i przewagi, jeżeli tylko mi się coś wydawało - ale coś mi nie pasowało, chodziło o delikatne przesunięcie powietrza, może minimalną zmianę, której nie potrafiłem od razu nazwać, ale ciało już ją wyłapało, zanim głowa zdążyła to przetworzyć. Zmrużyłem lekko oczy, wciąż patrząc na Pruey, próbując złapać coś w jej spojrzeniu, jakiś cień, jakąś wskazówkę…
percepcja ◉◉◉○○ uprzedzenie zamiarów Prue, dostrzeżenie, że chce przejąć kontrolę nad torbą
- Fakt. Poza mną, widzę tylko jedną osobę. Taką, któla plóbuje mnie pszekonaś, sze ma wszystko pod kontlolą. - Odparłem spokojnie, z lekkim rozbawieniem w głosie. - I nie jestem pewien, czy jej wieszę. - Uśmiech, który pojawił się na mojej twarzy, był wolniejszy, bardziej świadomy. - Więc tak, chyba jednak ja… - Kiwnąłem głową, bez cienia skruchy, nawet nie próbowałem udawać, że jestem niewinny. Pod stołem torba była już praktycznie moja, czułem ją przy nodze, wystarczyło sięgnąć, przechylić się minimalnie i… Sprawdzić, co tak uparcie przede mną ukrywała. Jeszcze chwila, jeszcze jeden moment nieuwagi i—
Charakterystyczny uśmieszek nie zniknął mi z twarzy ani na moment, wręcz przeciwnie, pogłębił się odrobinę, kiedy Prue spojrzała na mnie tak uważnie, jakby próbowała mnie rozłożyć na czynniki pierwsze, by złapać moment, w którym coś się wysypie. Znałem to spojrzenie, towarzyszyło mi przez całkiem wiele lat, nawet jeśli w wydaniach różniących się od tego tu i teraz, same intencje żony były dla mnie stosunkowo jasne, i właśnie dlatego nie przestawałem grać. Nie odrywałem od niej wzroku, nawet kiedy pod stołem torba była już praktycznie przy mnie, nachyliłem się wręcz odrobinę bliżej, opierając przedramiona o stół, jak gdyby w tej chwili cała moja uwaga skupiała się wyłącznie na niej - na tym, co mówiła, jak mówiła. Cała ta rozmowa, te słowa, to było jednak tylko tło dla czegoś głębszego, dla rozgrywki na zupełnie innym poziomie, w rzeczywistości liczyło się bowiem to, co działo się między ruchami, między sekundami, których nikt poza nami nie zauważał. Papier torby zaszeleścił, ale i tym razem było to tylko tło dla czyjegoś głośnego śmiechu z drugiego końca sali - idealnie.
- Jest tylko jeden ploblem… - Zacząłem, przechylając lekko głowę, jakbym naprawdę rozważał jej słowa. - Ja nie jestem „większością”.
Pod stołem przesunąłem stopę jeszcze odrobinę, czując, że torba była już prawie dokładnie tam, gdzie chciałem, nie zmieniłem jednak pozycji od razu po uświadomieniu sobie tego, nie cofnąłem nogi do siebie, nie przyspieszyłem, wręcz przeciwnie - zwolniłem jeszcze bardziej, jakby nic się nie wydarzyło, jakby ten ruch w ogóle nie miał znaczenia. Jeszcze chwila… Jeszcze jeden ruch i miałem mieć ją…
I wtedy—
Coś.
Nie spojrzałem w dół, jeszcze nie - to byłoby obrzydliwe pozbawienie się momentu zaskoczenia i przewagi, jeżeli tylko mi się coś wydawało - ale coś mi nie pasowało, chodziło o delikatne przesunięcie powietrza, może minimalną zmianę, której nie potrafiłem od razu nazwać, ale ciało już ją wyłapało, zanim głowa zdążyła to przetworzyć. Zmrużyłem lekko oczy, wciąż patrząc na Pruey, próbując złapać coś w jej spojrzeniu, jakiś cień, jakąś wskazówkę…
Rzut Z 1d100 - 80
Sukces!
Sukces!
percepcja ◉◉◉○○ uprzedzenie zamiarów Prue, dostrzeżenie, że chce przejąć kontrolę nad torbą
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)