15.04.2026, 20:08 ✶
Był to nawyk, przyzwyczajenie z pracy — stąd pytanie Borgina. Nauczył się, że diabeł tkwił w szczegółach i naprawdę za drobne niedopatrzenia można było narobić sobie kłopotów, zwłaszcza w czasach nieufności i terroru, który wprowadzali. Ministerstwo starało się z tym walczyć, ale nie miało to najlepszych rezultatów, czego przykładem był spalony Londyn i ofiary, które za sobą niósł.
- Rozumiem. - odparł krótko, posyłając mu jeden ze swoich charakterystycznych uśmieszków, nie ciągnąc dalej tematu. Nicholas na pewno był przygotowany, zawsze wydawał mu się nie tylko poważną, ale również odpowiedzialną osobą. Zresztą, gdyby coś było nie tak, to Borgin zapewne by mu pomógł. Nawet on powinien pomyśleć o miejscu, które byłoby jego, ale nie byłoby na niego, pomijając już oficjalne mieszkanie czy rezydencję rodową. To pierwsze wymagało remontu, a przypomnienie tego sprawiło, że westchnął ciężko i skrzywił się pod nosem. Był wybredny, wymagający i trochę księżniczkowaty, potrzebował luksusów, a w tym smrodzie było to nieosiągalne. - Podasz mi więcej danych, to zrobię papier tak, jakby przebywali za granicą, a dom stał, czekając na ich powrót. Tak, żeby ich nie szukali krewni lub rodzina, jeśli mieli jakąś w stolicy.
Dodał jeszcze, bo przypomniało mu się, jak ludzie szukali krewnych, u których mogliby się zatrzymać po utracie domu. Przytaknął też jeszcze na wzmiankę o iście ślizgońskim salonie.
Usiadł wygodnie, nie poganiając go zupełnie. Nie wątpił też w jego gust do alkoholu, więc na pewno trunek będzie dobry. Byle nie lura.
- Dzięki. - rzucił, biorąc szklankę, a potem przyglądał się temu, co Nick robił. Jego oczy z zainteresowaniem śledziły ruchy jego dłoni, przyglądając się teczce. Ah, więc kwestie domów i nieruchomości, spadki, krewni, całe to bagno, które odpowiednio poprowadzone, mogło być niesamowicie przydatne w swoim chaosie, niemożliwe do odkręcenia. Wziął papiery i zaczął czytać w milczeniu, tkwiąc tak przez minutę lub dwie. Jedną z jego największych zalet było szybkie pokonywanie tekstów, było to obowiązkowe, jeśli chciał nadążyć z pracą i nie tonąć w papierach, co i tak zdarzało się dość często, bo brał więcej, niż powinien. Łaknął awansu i kariery.
- Jacyś krewni? Istnieje jakiś testament lub wzór charakteru pism osób, do których należał? - zapytał, podnosząc na niego na chwilę spojrzenie. - Wykorzystałbym testament na przepisanie go na krewnego, którym byłbyś Ty — jeśli chcesz to zrobić oficjalnie. Pismo z odpowiednimi pieczątkami i treścią będzie nie do podważenia. Nie musisz być kuzynem bliskim, bezpośrednie wskazanie teoretycznie wymaga tylko przedstawienia dowodów istniejących relacji, nie wiem listu — to też da się załatwić. Jeśli jednak chciałbyś go nabyć nielegalnie, pomyślimy nad czymś innym. - zaproponował najpierw, chcąc się dowiedzieć więcej na temat. - Właściciele mogliby mieć czarodziejskie dziecko oczywiście lub dom mógłby należeć do ich rodziców, gdzie jedno było czarodziejem.
- Rozumiem. - odparł krótko, posyłając mu jeden ze swoich charakterystycznych uśmieszków, nie ciągnąc dalej tematu. Nicholas na pewno był przygotowany, zawsze wydawał mu się nie tylko poważną, ale również odpowiedzialną osobą. Zresztą, gdyby coś było nie tak, to Borgin zapewne by mu pomógł. Nawet on powinien pomyśleć o miejscu, które byłoby jego, ale nie byłoby na niego, pomijając już oficjalne mieszkanie czy rezydencję rodową. To pierwsze wymagało remontu, a przypomnienie tego sprawiło, że westchnął ciężko i skrzywił się pod nosem. Był wybredny, wymagający i trochę księżniczkowaty, potrzebował luksusów, a w tym smrodzie było to nieosiągalne. - Podasz mi więcej danych, to zrobię papier tak, jakby przebywali za granicą, a dom stał, czekając na ich powrót. Tak, żeby ich nie szukali krewni lub rodzina, jeśli mieli jakąś w stolicy.
Dodał jeszcze, bo przypomniało mu się, jak ludzie szukali krewnych, u których mogliby się zatrzymać po utracie domu. Przytaknął też jeszcze na wzmiankę o iście ślizgońskim salonie.
Usiadł wygodnie, nie poganiając go zupełnie. Nie wątpił też w jego gust do alkoholu, więc na pewno trunek będzie dobry. Byle nie lura.
- Dzięki. - rzucił, biorąc szklankę, a potem przyglądał się temu, co Nick robił. Jego oczy z zainteresowaniem śledziły ruchy jego dłoni, przyglądając się teczce. Ah, więc kwestie domów i nieruchomości, spadki, krewni, całe to bagno, które odpowiednio poprowadzone, mogło być niesamowicie przydatne w swoim chaosie, niemożliwe do odkręcenia. Wziął papiery i zaczął czytać w milczeniu, tkwiąc tak przez minutę lub dwie. Jedną z jego największych zalet było szybkie pokonywanie tekstów, było to obowiązkowe, jeśli chciał nadążyć z pracą i nie tonąć w papierach, co i tak zdarzało się dość często, bo brał więcej, niż powinien. Łaknął awansu i kariery.
- Jacyś krewni? Istnieje jakiś testament lub wzór charakteru pism osób, do których należał? - zapytał, podnosząc na niego na chwilę spojrzenie. - Wykorzystałbym testament na przepisanie go na krewnego, którym byłbyś Ty — jeśli chcesz to zrobić oficjalnie. Pismo z odpowiednimi pieczątkami i treścią będzie nie do podważenia. Nie musisz być kuzynem bliskim, bezpośrednie wskazanie teoretycznie wymaga tylko przedstawienia dowodów istniejących relacji, nie wiem listu — to też da się załatwić. Jeśli jednak chciałbyś go nabyć nielegalnie, pomyślimy nad czymś innym. - zaproponował najpierw, chcąc się dowiedzieć więcej na temat. - Właściciele mogliby mieć czarodziejskie dziecko oczywiście lub dom mógłby należeć do ich rodziców, gdzie jedno było czarodziejem.