15.04.2026, 21:50 ✶
Jaskrawy błysk pojawił się gwałtownie na jej kolanach szybko przemykając z końcówki różdżki w stronę kciuka. Siedziała swobodnie na miotle podtrzymując równowagę za pomocą prawej dłoni, której smukłe palce obejmowały wypolerowany trzonek eleganckiej miotły. Nie leciała szybko a delikatna bryza łaskotała skórę jej policzków.
Blask wzmógł się na ułamek sekundy a następnie szybko zgasł w akompaniamencie syku bólu jaki wyrwał się z ust czarownicy. Gwałtownie puściła trzonek miotły i odruchowo skuliła się, chwytając kciuk lewej dłoni i dociskając ją do brzucha. Niesione nawet niewielkim pędem niedawnego lotu nogi nie znalazły stabilnego oparcia. Podeszwa buta osunęła się na kamieniu, druga stopa zahaczyła o krawędź jakiegoś korzenia. Zataczając się do przodu Ceolsige desperacko pokonała kilka kroków zanim odzyskała równowagę. Miotła poleciała jeszcze kilka kroków do w przód nim z trzaskiem upadła na skalistą ziemię.
Z groźnym syknięciem rozmasowywała obolały kciuk a w jej oczach zamajaczyła niewielka wilgoć wywołana głównie zaskoczeniem z niespodziewanej skali niepowodzenia.
Westchnęła złowrogo puszczając powoli piekącą dłoń i oceniając skale uszkodzeń. Nie wyglądało to dobrze.
- Mój testral zrobił się narowisty. - odparła z szybko wracającym opanowaniem, przez które jednak przebijała się wyraźna adrenalina i dostrzegalna nuta irytacji. Jej dłonie nieznacznie, acz widocznie się trzęsły. - Widzisz może gdzie pokłusował? - zapytała towarzyszki odzyskując szybko poczucie kontroli i bardziej znajomą sobie swobodę działania.
Powoli metodycznie oglądała kciuk w blasku księżyca. Usta ściągnęła w wąską, niemal niewidoczna linię wyrażając całkowitą dezaprobatę dla zastanego widoku. Próba poruszenia palcem wywołała kolejne syknięcie i grymas bólu na twarzy.
- Nie masz może przypadkiem przy sobie kosmetyczki z balsamem na oparzenia? - Zapytała Hestie głosem, którego ton wskazywał, że nie spodziewa się pozytywnej odpowiedzi. Nie chciała mimo to przerywać wyprawy, gotowa wyruszyć jak tylko pozbierają uciekinierów.
Blask wzmógł się na ułamek sekundy a następnie szybko zgasł w akompaniamencie syku bólu jaki wyrwał się z ust czarownicy. Gwałtownie puściła trzonek miotły i odruchowo skuliła się, chwytając kciuk lewej dłoni i dociskając ją do brzucha. Niesione nawet niewielkim pędem niedawnego lotu nogi nie znalazły stabilnego oparcia. Podeszwa buta osunęła się na kamieniu, druga stopa zahaczyła o krawędź jakiegoś korzenia. Zataczając się do przodu Ceolsige desperacko pokonała kilka kroków zanim odzyskała równowagę. Miotła poleciała jeszcze kilka kroków do w przód nim z trzaskiem upadła na skalistą ziemię.
Z groźnym syknięciem rozmasowywała obolały kciuk a w jej oczach zamajaczyła niewielka wilgoć wywołana głównie zaskoczeniem z niespodziewanej skali niepowodzenia.
Westchnęła złowrogo puszczając powoli piekącą dłoń i oceniając skale uszkodzeń. Nie wyglądało to dobrze.
- Mój testral zrobił się narowisty. - odparła z szybko wracającym opanowaniem, przez które jednak przebijała się wyraźna adrenalina i dostrzegalna nuta irytacji. Jej dłonie nieznacznie, acz widocznie się trzęsły. - Widzisz może gdzie pokłusował? - zapytała towarzyszki odzyskując szybko poczucie kontroli i bardziej znajomą sobie swobodę działania.
Powoli metodycznie oglądała kciuk w blasku księżyca. Usta ściągnęła w wąską, niemal niewidoczna linię wyrażając całkowitą dezaprobatę dla zastanego widoku. Próba poruszenia palcem wywołała kolejne syknięcie i grymas bólu na twarzy.
- Nie masz może przypadkiem przy sobie kosmetyczki z balsamem na oparzenia? - Zapytała Hestie głosem, którego ton wskazywał, że nie spodziewa się pozytywnej odpowiedzi. Nie chciała mimo to przerywać wyprawy, gotowa wyruszyć jak tylko pozbierają uciekinierów.