Wczoraj, 10:10 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: Wczoraj, 14:52 przez Hannibal Selwyn.)
Uff, a więc jednak kumpel nie utonął. Dobrze, bo chociaż Hannibal kiedyś (całkiem przypadkowo) wziął udział w jakimś szkoleniu z pierwszej pomocy, wcale nie wiedział, czy byłby w stanie odratować topielca z wanny.
Irytacja Selwyna nie sięgała głęboko. Henry zapewne nie miał na codzień możliwości zażywania luksusowych kąpieli. Hannibal wciąż pamiętał swoje zdziwienie, kiedy skorzystawszy z gościnności fotografa po Spalonej Nocy w połowie prysznica woda zrobiła się całkiem zimna. Pamiętał też słabo skrywane niezadowolenie gospodarza.
- Brawo, zużyłeś całą ciepłą wodę! - powiedział wtedy Henry, a brwi Hannibala powędrowały tak wysoko do góry, że gdyby dzieliły lęk wysokości z właścicielem, to pewnie drżałyby ze strachu. Jak to: “zużyłeś”? Przecież ciepła woda po prostu… jest? W rurach?
Drzwi łazienki otworzyły się i najpierw wypluły z siebie kłąb pary, niczym z sauny, a potem - zaróżowionego, ugrzanego i ewidentnie zadowolonego z życia Lockharta. Wzrok Selwyna prześlizgnął się po opatulonym szlafrokiem ciele chłopaka. Na jego twarz wypłynął uśmiech.
- Całkiem, jak w łazience prefektów w szkole, co? - zapytał, podchodząc bliżej - A lawenda jest? Albo nie, po lawendzie zasnę, pomarańcza jest?
Czy miał dostęp do podobnych zbytków w domu, zarówno własnym, jak i tymczasowym, użyczonym przez Jonathana? Owszem. Czy zamówił do swojego nowonabytego lokum na ostatnim piętrze wieżowców World’s End jeszcze większą wannę? No ba!
Czy zamierzał mimo to przetestować tutejszą kolorową wodę i pachnącą pianę? Jak najbardziej.
Machnięciem różdżki translokował swoją kosmetyczkę na marmurowy blat łazienki. Wylądowała niedbale, ukazując wnętrze pełne kolorowych buteleczek i specyfików. Hannibal zrobił ruch, jakby chciał złapać w palce koniuszek mokrego kosmyka henrykowych loków, ale powstrzymał się w ostatniej chwili.
- Jakbyś chciał spróbować czegoś mojego do włosów, to mam dobry eliksir nawilżający od Potterów, Jonathan mi polecił. Do twoich loczków może być w sam raz - powiedział, krytycznie przyglądając się fryzurze kolegi.
Wyminął go i ściągnął koszulkę, nie przejmując się drobiazgami w stylu zamknięcia za sobą drzwi łazienki albo chociażby poczekania, aż zostanie w niej sam. Był przyzwyczajony do przebierania się w towarzystwie, teatr i taneczna sala często nie zostawiały wiele miejsca na prywatność.
- We dwóch byśmy wleźli do tej wanny - mruknął, przeglądając kąpielowe propozycje kurortu. Znalazłszy kulę, która przypadła mu do gustu, odkręcił wodę - błękitną z opalizującymi bańkami - i sięgnął do paska od spodni.
Irytacja Selwyna nie sięgała głęboko. Henry zapewne nie miał na codzień możliwości zażywania luksusowych kąpieli. Hannibal wciąż pamiętał swoje zdziwienie, kiedy skorzystawszy z gościnności fotografa po Spalonej Nocy w połowie prysznica woda zrobiła się całkiem zimna. Pamiętał też słabo skrywane niezadowolenie gospodarza.
- Brawo, zużyłeś całą ciepłą wodę! - powiedział wtedy Henry, a brwi Hannibala powędrowały tak wysoko do góry, że gdyby dzieliły lęk wysokości z właścicielem, to pewnie drżałyby ze strachu. Jak to: “zużyłeś”? Przecież ciepła woda po prostu… jest? W rurach?
Drzwi łazienki otworzyły się i najpierw wypluły z siebie kłąb pary, niczym z sauny, a potem - zaróżowionego, ugrzanego i ewidentnie zadowolonego z życia Lockharta. Wzrok Selwyna prześlizgnął się po opatulonym szlafrokiem ciele chłopaka. Na jego twarz wypłynął uśmiech.
- Całkiem, jak w łazience prefektów w szkole, co? - zapytał, podchodząc bliżej - A lawenda jest? Albo nie, po lawendzie zasnę, pomarańcza jest?
Czy miał dostęp do podobnych zbytków w domu, zarówno własnym, jak i tymczasowym, użyczonym przez Jonathana? Owszem. Czy zamówił do swojego nowonabytego lokum na ostatnim piętrze wieżowców World’s End jeszcze większą wannę? No ba!
Czy zamierzał mimo to przetestować tutejszą kolorową wodę i pachnącą pianę? Jak najbardziej.
Machnięciem różdżki translokował swoją kosmetyczkę na marmurowy blat łazienki. Wylądowała niedbale, ukazując wnętrze pełne kolorowych buteleczek i specyfików. Hannibal zrobił ruch, jakby chciał złapać w palce koniuszek mokrego kosmyka henrykowych loków, ale powstrzymał się w ostatniej chwili.
- Jakbyś chciał spróbować czegoś mojego do włosów, to mam dobry eliksir nawilżający od Potterów, Jonathan mi polecił. Do twoich loczków może być w sam raz - powiedział, krytycznie przyglądając się fryzurze kolegi.
Wyminął go i ściągnął koszulkę, nie przejmując się drobiazgami w stylu zamknięcia za sobą drzwi łazienki albo chociażby poczekania, aż zostanie w niej sam. Był przyzwyczajony do przebierania się w towarzystwie, teatr i taneczna sala często nie zostawiały wiele miejsca na prywatność.
- We dwóch byśmy wleźli do tej wanny - mruknął, przeglądając kąpielowe propozycje kurortu. Znalazłszy kulę, która przypadła mu do gustu, odkręcił wodę - błękitną z opalizującymi bańkami - i sięgnął do paska od spodni.