10 godzin(y) temu ✶
Nie krzyczała, ale głos jej zdradzał coś nieco innego. Znając ją, mógł orientować się dlaczego była ż taka wzburzona aktualnym zamknięciem. Pewnie nawet poczułby ukłucie współczucia, może jakąś opiekuńcza potrzebą by czym prędzej ich stąd wypuścili, ale niestety, zanadto gotował się w swoim własnych zniechęceniu. Poczuł więc niewiele. Jej odpowiedź spotkała się z głębokim westchnięciem człowieka, który bardzo nie chciał by zaraz po tym nastąpiła jakaś seria uwag, wygłoszona oczywiście podniesionym głosem. Całe szczęście jednak, dla nich obojga w sumie, Helloise szukała... czegoś. Czegoś prawdziwego chyba w całej tej sytuacji, może bojąc się że wcale prawdziwy nie był. Nie mógł się jej dziwić, bo prawdopodobieństwo że pojawiliby się w Ministerstwie Magii w tym samym momencie i zostali obydwoje odesłani przez ochronę właśnie tutaj... była tak niewielka że nigdy nawet ten scenariusz nie przeszedł mu wcześniej przez głowę. A mimo tego byli właśnie, uwięzieni w ciemności i jak najbardziej prawdziwi.
Był. Był prawdziwy i był Leviathanem. Tym samym Leviathanem, który nawet jeśli wcześniej tego scenariusza nie podejrzewał, to teraz nie wysilał spojrzenia by przejrzeć ciemność. By odszukać w niej jakieś nieprawidłowości lub złamać umysł płatający figle. Mimo wszystko jednak podniósł nieco głowę, jakby ciało reagowało mechanicznie na rozmowę.
- Tak - rozgoryczenie na nowo się nasiliło. - Przyszedłem z dokumentami, ale jak widać oglądanie mnie co jakiś czas, nie wystarczy tym chałturnikom. Nawet sobie pomyślałem, że może to czas wrócić do pracy tutaj. Przynajmniej wejście nie wiązałoby się z wizytacjami w Biurze Bezpieczeństwa. Ale dlaczego ty tu jesteś, Helloise?
Bo powiedzieć, że się jej nie spodziewał, to mało. Nie miała powodu, by uganiać się po Ministerialnych korytarzach i zajmować czas urzędników. Oni byli jej wrogami. W sumie jego też, ale zawsze uważał, że Hela posiadała o wiele więcej antypatii do tych ludzi, właśnie dlatego że funkcjonowali w urzędzie, który robił całe i okrąglutkie nic, jeśli chodziło o jej ukochaną Knieję. Porzucił ją, zapomniał, a teraz jeszcze dodatkowo więził, jakby była zwierzątkiem które niepotrzebnie porzuciło swoją zieleń i próbowało zainteresować się cywilizacją.
Był. Był prawdziwy i był Leviathanem. Tym samym Leviathanem, który nawet jeśli wcześniej tego scenariusza nie podejrzewał, to teraz nie wysilał spojrzenia by przejrzeć ciemność. By odszukać w niej jakieś nieprawidłowości lub złamać umysł płatający figle. Mimo wszystko jednak podniósł nieco głowę, jakby ciało reagowało mechanicznie na rozmowę.
- Tak - rozgoryczenie na nowo się nasiliło. - Przyszedłem z dokumentami, ale jak widać oglądanie mnie co jakiś czas, nie wystarczy tym chałturnikom. Nawet sobie pomyślałem, że może to czas wrócić do pracy tutaj. Przynajmniej wejście nie wiązałoby się z wizytacjami w Biurze Bezpieczeństwa. Ale dlaczego ty tu jesteś, Helloise?
Bo powiedzieć, że się jej nie spodziewał, to mało. Nie miała powodu, by uganiać się po Ministerialnych korytarzach i zajmować czas urzędników. Oni byli jej wrogami. W sumie jego też, ale zawsze uważał, że Hela posiadała o wiele więcej antypatii do tych ludzi, właśnie dlatego że funkcjonowali w urzędzie, który robił całe i okrąglutkie nic, jeśli chodziło o jej ukochaną Knieję. Porzucił ją, zapomniał, a teraz jeszcze dodatkowo więził, jakby była zwierzątkiem które niepotrzebnie porzuciło swoją zieleń i próbowało zainteresować się cywilizacją.
We said we're going to conquer new frontiers
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast