4 godzin(y) temu ✶
– Mam wrażenie, że nigdy tego nie ogarnę. Popatrz na mojego brata albo Alka ze stałą czujnością, przywykłam do innego podejścia – skwitowała, zdecydowanie niepewna, czy wie wszystko. Erik, Alastor, Patrick, Thomas Figg, nawet Castiel czy Vincent, czy oni też kazaliby się domyślać i złościli na dziewczynę bez powodu? Czy Victoria po prostu miała złe doświadczenia i to Sauriel odstawiał?
Spalona Noc pewne rzeczy bardziej… uwidoczniła. Dotknęła każdego i zdawało się, że po niej cały świat oszalał, a przynajmniej tak widziała to Brenna. Ale nie, nie była początkiem problemów. Nie było tym nawet Beltane, choć rozdarcie granicy pomiędzy światami i dziesiątki ludzi zagubionych w lesie, umierających tam od obrażeń i z powodu widm, przeniosło wszystko na wyższy poziom.
Dla Brenny zaczęło się jednak znacznie wcześniej. Nie była pewna w którym momencie. W tamtej chwili, w której avada dosięgła na jej oczach dziecka? Czy to też był tylko kolejny kamyczek, a po prostu wtedy miała wrażenie, że wszystko się rozdarło, i było już wyłącznie to wcześniej i to co później?
– Jeśli tak się czujesz, to właśnie jest to, co powinnaś powiedzieć i co chcę usłyszeć – przyznała, spoglądając na Victorię. Czy widziała, że coś jest nie tak? Oczywiście, że tak: nie była ślepa. Szukały odpowiedzi na zagadkę tego dziwnego chłodu, a potem rozmawiały na wyspie, ale… ale chociaż pewne rzeczy dzięki temu mogła zrozumieć, jak to że Lestrange dręczy ten chłód, przejścia w Beltane, że Sauriel nie tylko złamał jej serce, lecz także namieszał w głowie, to chyba nie domyślała się, jak mocno to i różne inne drobiazgi rozjechały jej pewność siebie. Wiedziała, że coś jest nie tak, ale ciężko było jej zgadnąć, co dokładnie, zwłaszcza że chodziło o więcej niż jedną rzecz. Dopiero jej reakcja na ten schowek spychała myśli ku konkretnym rzeczom, bo przecież nie mogło chodzić tylko o to.
Starała się zwykle na ludzi nie naciskać, bo czasem ktoś wolał zachować pewne rzeczy dla siebie: albo nie mówić ich akurat Brennie. Bo jej samej często łatwiej było milczeć czy raczej mówić o zupełnie innych sprawach, i pewnie upierałaby się, że tak jest lepiej. Może była w tym jakaś hipokryzja, bo wcale nie uważała, aby było lepiej, gdyby Victoria milczała.
– Nigdy się z tobą nie nudziłam i co do spędzania czasu… wiesz, to nie tak, że ktoś mnie pogonił tutaj batem? – powiedziała powoli, a potem znów – metodą majtnięcia się do przodu razem z krzesłem – przechyliła ku biurku i Victorii. – Chcesz iść do domu odpocząć czy masz ochotę gdzieś się przejść?
Pora była zaiste wybitnie późna, ale Fontanna powinna być czynna, a jak nie ona, to na pewno znajdzie się jakiś mugolski lokal, w którym będą miały spokój. Do diabła, była gotowa zaciągnąć Victorię nawet do the Loft, gdyby ta miała ochotę. Ale być może wolała tego wieczora zostać sama czy odpocząć po tym dniu.
Spalona Noc pewne rzeczy bardziej… uwidoczniła. Dotknęła każdego i zdawało się, że po niej cały świat oszalał, a przynajmniej tak widziała to Brenna. Ale nie, nie była początkiem problemów. Nie było tym nawet Beltane, choć rozdarcie granicy pomiędzy światami i dziesiątki ludzi zagubionych w lesie, umierających tam od obrażeń i z powodu widm, przeniosło wszystko na wyższy poziom.
Dla Brenny zaczęło się jednak znacznie wcześniej. Nie była pewna w którym momencie. W tamtej chwili, w której avada dosięgła na jej oczach dziecka? Czy to też był tylko kolejny kamyczek, a po prostu wtedy miała wrażenie, że wszystko się rozdarło, i było już wyłącznie to wcześniej i to co później?
– Jeśli tak się czujesz, to właśnie jest to, co powinnaś powiedzieć i co chcę usłyszeć – przyznała, spoglądając na Victorię. Czy widziała, że coś jest nie tak? Oczywiście, że tak: nie była ślepa. Szukały odpowiedzi na zagadkę tego dziwnego chłodu, a potem rozmawiały na wyspie, ale… ale chociaż pewne rzeczy dzięki temu mogła zrozumieć, jak to że Lestrange dręczy ten chłód, przejścia w Beltane, że Sauriel nie tylko złamał jej serce, lecz także namieszał w głowie, to chyba nie domyślała się, jak mocno to i różne inne drobiazgi rozjechały jej pewność siebie. Wiedziała, że coś jest nie tak, ale ciężko było jej zgadnąć, co dokładnie, zwłaszcza że chodziło o więcej niż jedną rzecz. Dopiero jej reakcja na ten schowek spychała myśli ku konkretnym rzeczom, bo przecież nie mogło chodzić tylko o to.
Starała się zwykle na ludzi nie naciskać, bo czasem ktoś wolał zachować pewne rzeczy dla siebie: albo nie mówić ich akurat Brennie. Bo jej samej często łatwiej było milczeć czy raczej mówić o zupełnie innych sprawach, i pewnie upierałaby się, że tak jest lepiej. Może była w tym jakaś hipokryzja, bo wcale nie uważała, aby było lepiej, gdyby Victoria milczała.
– Nigdy się z tobą nie nudziłam i co do spędzania czasu… wiesz, to nie tak, że ktoś mnie pogonił tutaj batem? – powiedziała powoli, a potem znów – metodą majtnięcia się do przodu razem z krzesłem – przechyliła ku biurku i Victorii. – Chcesz iść do domu odpocząć czy masz ochotę gdzieś się przejść?
Pora była zaiste wybitnie późna, ale Fontanna powinna być czynna, a jak nie ona, to na pewno znajdzie się jakiś mugolski lokal, w którym będą miały spokój. Do diabła, była gotowa zaciągnąć Victorię nawet do the Loft, gdyby ta miała ochotę. Ale być może wolała tego wieczora zostać sama czy odpocząć po tym dniu.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.