8 godzin(y) temu ✶
Słuchał słów Roberta, oddając im pół uwagi i ćwierć błąkającej się po twarzy życzliwości.
Lets agree, we disagree – unosiło się w powietrzu, podczas tej nie pierwszej i zapewne nie ostatniej wymiany zdań między nimi. Z jednym musiał się zgodzić i to w sposób zdecydowany i ostateczny.
– Owszem Robercie, boję się demokracji, bo ta nigdy nie była pomyślana jako produkt masowy. W swoim pierwotnym zamyśle, to obywatele decydują, nie zaś każdy kto nawinie się w okolice urny. Tłuszcza, nie jest zbyt rozsądna, zbyt zmęczona codziennością i problemami utrzymania się z urzędniczej pensji, a w czasach kryzysu tym bardziej skłaniająca się ku utartym sprawdzonym ścieżkom autorytarnej władzy, która za nich będzie decydować jak żyć. Nie jesteś zadowolony z miłościwie nam panującej, to jednak wybory ofiarowały jej stołek, tak samo jak wcześniej Malfoyowi. Możesz więcej spraw oddać masie, a potem dziwić się wynikom, które na ten przykład prowadziłyby do większego izolacjonizmu. Albo... co z resztą próbuje forsować Voldemort, do złamania kodeksu tajności i przejęcia kontroli nad mugolami. – wetchnął, uciekając znów wzrokiem w stronę biurka Jonathana. Proces był złożony, decyzje podejmowane impulsywnie. A ludzie... ludzie tak banalni do zmanipulowania, nie ważne czy magią czy samym słowem. – Nie zrozum mnie źle, też jestem za reformą. Mam poczucie, że zwyczajnie rozmijamy się tempem i rozmachem zmian, które chcielibyśmy widzieć. I serdecznie nam życzę tego, abyśmy zdołali dożyć tych czasów. Abyśmy obaj mieli przywilej wspominać z pewną nostalgią czasy, których młodzież przyszłości nie będzie rozumieć. – Odwrócił znów głowę do swojego rozmówcy, uśmiechając się bardziej dobrodusznie. Był nawet nieco rozbawiony.
– Są powody, dla których proszę o wgląd do tego raportu Ciebie. Nie chciałbym, aby zbyt wiele osób wiedziało, że kręcę się wokół tematu Doliny, teoretycznie mógłbym i poprosić Cattermole'a o to, ale... wydaje mi się, że wypadłem z łask. Szkoda strzępić języka na moje niedoszłe przeniesienie, wystarczy Ci wiedzieć, że jestem persona non grata w okolicach Jenkins. Trochę to jest powód mojej powolnej przeprowadzki i planu przedwczesnej emerytury w okolicach fundacji i Doliny. Ale cyt... to tylko między nami. – Czując że rozmowa dojrzała i nadaję się już tylko do zerwania z drzewa, podniósł się by uścisnąć dłoń sędziego. – Masz moje wsparcie, jeśli czegokolwiek będziesz potrzebował do Komisji, dołożę starań aby rozsiewać dobre słowo na temat jej pracy, w razie czego pisz i... widzimy się drugiego października w Dziurawym Kotle. Mam nadzieję, żę pod umową fundatorską podpiszesz się swoim ulubionym piórem, tym które dostałeś ode mnie z okazji nominacji na sędziego. – Trochę się droczył, trochę mówił całkiem poważnie, nie chciał jednak Croucha zatrzymywać od pracy. Siebie również, bo nagle okazywało jej się wystarczająco dużo, by jego obecność w biurze była absolutnie zasadna. Na drodze wyjątku.
Lets agree, we disagree – unosiło się w powietrzu, podczas tej nie pierwszej i zapewne nie ostatniej wymiany zdań między nimi. Z jednym musiał się zgodzić i to w sposób zdecydowany i ostateczny.
– Owszem Robercie, boję się demokracji, bo ta nigdy nie była pomyślana jako produkt masowy. W swoim pierwotnym zamyśle, to obywatele decydują, nie zaś każdy kto nawinie się w okolice urny. Tłuszcza, nie jest zbyt rozsądna, zbyt zmęczona codziennością i problemami utrzymania się z urzędniczej pensji, a w czasach kryzysu tym bardziej skłaniająca się ku utartym sprawdzonym ścieżkom autorytarnej władzy, która za nich będzie decydować jak żyć. Nie jesteś zadowolony z miłościwie nam panującej, to jednak wybory ofiarowały jej stołek, tak samo jak wcześniej Malfoyowi. Możesz więcej spraw oddać masie, a potem dziwić się wynikom, które na ten przykład prowadziłyby do większego izolacjonizmu. Albo... co z resztą próbuje forsować Voldemort, do złamania kodeksu tajności i przejęcia kontroli nad mugolami. – wetchnął, uciekając znów wzrokiem w stronę biurka Jonathana. Proces był złożony, decyzje podejmowane impulsywnie. A ludzie... ludzie tak banalni do zmanipulowania, nie ważne czy magią czy samym słowem. – Nie zrozum mnie źle, też jestem za reformą. Mam poczucie, że zwyczajnie rozmijamy się tempem i rozmachem zmian, które chcielibyśmy widzieć. I serdecznie nam życzę tego, abyśmy zdołali dożyć tych czasów. Abyśmy obaj mieli przywilej wspominać z pewną nostalgią czasy, których młodzież przyszłości nie będzie rozumieć. – Odwrócił znów głowę do swojego rozmówcy, uśmiechając się bardziej dobrodusznie. Był nawet nieco rozbawiony.
– Są powody, dla których proszę o wgląd do tego raportu Ciebie. Nie chciałbym, aby zbyt wiele osób wiedziało, że kręcę się wokół tematu Doliny, teoretycznie mógłbym i poprosić Cattermole'a o to, ale... wydaje mi się, że wypadłem z łask. Szkoda strzępić języka na moje niedoszłe przeniesienie, wystarczy Ci wiedzieć, że jestem persona non grata w okolicach Jenkins. Trochę to jest powód mojej powolnej przeprowadzki i planu przedwczesnej emerytury w okolicach fundacji i Doliny. Ale cyt... to tylko między nami. – Czując że rozmowa dojrzała i nadaję się już tylko do zerwania z drzewa, podniósł się by uścisnąć dłoń sędziego. – Masz moje wsparcie, jeśli czegokolwiek będziesz potrzebował do Komisji, dołożę starań aby rozsiewać dobre słowo na temat jej pracy, w razie czego pisz i... widzimy się drugiego października w Dziurawym Kotle. Mam nadzieję, żę pod umową fundatorską podpiszesz się swoim ulubionym piórem, tym które dostałeś ode mnie z okazji nominacji na sędziego. – Trochę się droczył, trochę mówił całkiem poważnie, nie chciał jednak Croucha zatrzymywać od pracy. Siebie również, bo nagle okazywało jej się wystarczająco dużo, by jego obecność w biurze była absolutnie zasadna. Na drodze wyjątku.
Koniec sesji