Ocenianie ludzi po ubiorze, bardzo często pokazywało ich klasę i majętność. Do tego dodać także jak ów odzież lezy na danej osobie. Czy kołnierz jest dobrze ułożony i równo. Czy krawat dobrze zawiązany. Czy spódnica się nie zawinęła na dole. Czy marynarka leży dobrze na barkach. I tak dalej. Najprostsze sposoby, aby oceniać człowieka, niezależnie od tego, czy jest żywy czy martwy.
Renigald zawsze dbał o siebie. Na tym punkcie miał powiedzmy, bzika. Tak wychowany mały książę w luksusie, który mógł i nadal pozwala sobie na kupno drogich szat, wyjściowych czy codziennych. Spalona garderoba bardzo zabolała jego ego. Póki pewna osoba nie zwróciła mu uwagi, że przecież mógł stracić coś bardziej ważnego, niż kawałek materiału, będący okryciem jego ciała.
Usłyszawszy kobiecy głos, nie od razu przypisując do szanownej kuzynki, trochę podskoczył a trzymana poduszka, zrobiła mu w dłoniach fikołki, upadając ostatecznie do wnętrza skrzyni. Wtedy spojrzał na Lorraine.
- Tak tylko spojrzałem. Kolor ładny.Wytłumaczył się i wyprostował od razu, poprawiając swoją część marynarki od szaty, popielatej ze złotymi, starannymi obszyciami. Nadająca się na noszenie codzienne. Prosto z butiku jego matki, szyta z drogich tkanin.
Odruch młodzieńca. Męskiej księżniczki. Uniósł zaraz dłoń do swoich blond włosów idealnie uczesanych, jakby chciał je poprawić z jednej strony. Upewnić się, że żaden kosmyk nie wymknął się spod kontroli.
"Miejsce wiecznego spoczynku." Te słowa dopiero po chwili do niego dotarły, ponownie spoglądając na trumnę, z której chwilę temu badał poduszkę. Wąskie to i ciasne. Mało wygodne zapewne do spania. Ale czy trup, którego ciało nie ruszało się, potrzebował więcej przestrzeni i wygody? Czy jego kuzynka znałaby odpowiedź na to pytanie?
Pytanie, którego nie zadał. Ale zgodził się udać z nią w inną część tego miejsca, aby zobaczyć inne trumny, godne ich pochówku. Ale czy powiedziała właśnie, że "głowy Malfoyów"?
Rzucił w odpowiedzi na jej zaproszenie do zwiedzania, uśmiechnąwszy się delikatnie, ale łagodnie. Być może rozumiejąc, że jej słowa były pewnego rodzaju metaforą czy czymś podobnym.
Podszedł bliżej, aby móc przywitać się z nią z bliższej odległości. Jeżeli pozwoliła, to nawet i małym, skromnym buziakiem w policzek.
- Dałaś mi do myślenia w listach… Więc postanowiłem pokazać się.Odpowiedział szczerze na jej słowa radości z jego przybycia.
- Mam nadzieję, że nie przeszkadzam? Wybacz, że tak bez zapowiedzi.
Nie pomyślał wcześniej, że mogła być zajęta pogrzebami. A możliwe, że miała kilka za sobą, sporo pewnie też przed. Pozwolił jej prowadzić w głąb pomieszczenia, gdziekolwiek chciała go zaprowadzić i pokazać swój świat. Czy on da radę przedstawić jej również swój?