Wiatr miał w sobie coś uspokajającego, oczyszczającego podobnie jak deszcz. Ilu z nas spokojniej zasypiało przy szumie kropel za oknem…? Dzisiejszego, szybko kończącego się wieczoru nie było deszczu, ale wiatr lekko targał długie, proste włosy Guinevere, która nie zadała sobie trudu, by je spiąć, czy zapleść. Wydawała się nawet nieco nieobecna, kiedy wieczorem pojawiła się w obozie, po tym, jak rankiem otrzymała list, po którym poprosiła o pilne wolne.
Śmierć pradziadka uderzyła ją w zupełnie innym stopniu, niż mogłaby przypuszczać. Był dla niej ważny, oczywiście, ale nie była z nim tak związana jak na przykład z dziadkiem czy babcią. Był też w takim wieku, że jego odejście tak naprawdę nie było większym zdziwieniem, raczej westchnięciem, że to już. Tak nagle…
Ale dla niej to nie było tak do końca nagle. Ten sen z poprzedniej nocy… Jakby Robert McGonagall Senior próbował jej coś powiedzieć. Jakby chciał się pożegnać, bo wiedział, że już się więcej nie zobaczą… Było to smutne, było poruszające serce, ale dopiero list, który otrzymała, coś w niej poruszył. Bo sen okazał się być prawdziwy. Jakby coś kliknęło, wskoczyło na swoje miejsce, czekając na to od dawna. Nefret nie umiała tego wytłumaczyć. Nie miała nawet czasu się nad tym zastanowić, gdy resztę dnia spędziła ze swoją rodziną i jak zwykle nie przeszkadzali jej ludzie w większej ilości, tak dzisiaj miała już dość. Miała dość do tego stopnia, że wróciła do Walii i owinięta w dwa, naprędce wygrzebane swetry, niczym ta zjawa skierowała się na wrzosowisko.
Tego też nie potrafiła wytłumaczyć, tych ciągot do wrzosowiska. Objawiało się to od maja, odkąd dziwna przepowiednia Cassandry Blackwood „zagościła” w jej głowie, ale zwykle się tej pokusie nie poddawała. Dzisiaj jednak nie miała ochoty się stawiać. Dzisiaj po prostu poddała się tej pokusie, która nie do końca miała sens.
A może miała wręcz bardzo dużo sensu.
Bo wiatr przeczesywał kłosy wrzosów, tak jak czesał włosy Nef. Nef, tak zawsze mówił do niej Jamil. I pradziadek. Dzisiaj wrzosy nie były zielone, jak w maju. Dzisiaj malowały świat fioletem, tak jak to zapamiętała.