14.03.2023, 11:08 ✶
Porankom w dniu Beltane zawsze towarzyszyło przyjemne uczucie błogości i stopniowo rosnąca ekscytacja, czym w tym roku zostaną zaskoczeni przez organizatorów. Ten dzień od lat nieodłącznie kojarzył się jej z krzątaniną w części wspólnej posiadłości, rodzinnym śniadaniem i rozmowami na temat zbliżających się obchodów. W tym roku jednak od samego początku czuła drapiący uścisk w gardle, spowodowany oczekiwaniem na nieznane. Takie czekanie było najgorsze - wiesz, że coś może się wydarzyć, ale nie masz pojęcia co, kiedy i czy w ogóle się wydarzy. Od rozmowy z Brenną, kiedy kuzynka uświadomiła ją, że tegoroczne święto może odbiegać znacząco od poprzednich sabatów, długo nad tym rozmyślała. Uznała, że poza czujnością, nie mogą pozwolić Śmierciożercom na zniszczenie tego, co budowali od lat - pewnej tradycji, którą rok w rok kultywowali, w bardziej czy też mniej odświętny sposób. To był jeden ze sposób osłabiania przeciwnika, odbierania mu morali- i choć na strategiach walki Danielle znała się tak, jak koza na lataniu w przestworzach, wiedziała że nadziei i motywacji potrzeba im teraz jak nigdy.
Dla niej tradycją było chodzenie od straganu do straganu w towarzystwie przyjaciół lub znajomych - z tego też powodu potwierdziła spotkanie z pewnym Carrowem. Pojawiła się również w kuchni, witając ze wszystkimi obecnymi; choć była cichsza niż zwykle, starała się rozmawiać i zagadywać, nawet na najbardziej bzdurne tematy które tylko wpadły jej do głowy, by atmosfera była choć trochę mniej grobowa.
Czy w świecie, gdzie każdy posiada kawałek magicznego drewna, bez którego czuje się jak dziecko we mgle można było być wariatem? Nie zadawała pytań, gdy Brenna przekazała jej świecę. Ufała krewniaczce i wiedziała, że czegokolwiek nie robi, widzi w tym jakiś głębszy sens. Nakropiła czoło woskiem trzykrotnie - przygryzła wargę, gdy na skórze przez chwilę odczuła rozchodzące się ciepło.
- Nie ma takiej potrzeby.- odpowiedziała krótko, nie chcąc żeby starsza Longbottom zaprzątała sobie tym głowę - zdecydowanie miała teraz inne zmartwienia, którym musiała poświęcić uwagę. Świecę podała Rookwoodowi, by i on mógł wykonać ten dziwny rytuał.
Dla niej tradycją było chodzenie od straganu do straganu w towarzystwie przyjaciół lub znajomych - z tego też powodu potwierdziła spotkanie z pewnym Carrowem. Pojawiła się również w kuchni, witając ze wszystkimi obecnymi; choć była cichsza niż zwykle, starała się rozmawiać i zagadywać, nawet na najbardziej bzdurne tematy które tylko wpadły jej do głowy, by atmosfera była choć trochę mniej grobowa.
Czy w świecie, gdzie każdy posiada kawałek magicznego drewna, bez którego czuje się jak dziecko we mgle można było być wariatem? Nie zadawała pytań, gdy Brenna przekazała jej świecę. Ufała krewniaczce i wiedziała, że czegokolwiek nie robi, widzi w tym jakiś głębszy sens. Nakropiła czoło woskiem trzykrotnie - przygryzła wargę, gdy na skórze przez chwilę odczuła rozchodzące się ciepło.
- Nie ma takiej potrzeby.- odpowiedziała krótko, nie chcąc żeby starsza Longbottom zaprzątała sobie tym głowę - zdecydowanie miała teraz inne zmartwienia, którym musiała poświęcić uwagę. Świecę podała Rookwoodowi, by i on mógł wykonać ten dziwny rytuał.