22.04.2026, 11:44 ✶
Gdyby powiedziała, że chce być sama, pewnie wzruszyłby ramionami i odszedł, obojętnie od tego, czy sądziłby, że mówiła szczerze, czy wręcz przeciwnie. Shafiq nie był najbardziej otwartym i towarzyskim człowiekiem na świecie, jednostki, na których mu faktycznie zależało, dałoby się policzyć na palcach – może nawet jednej ręki, jeśli przyjąć odpowiednio ostre kryteria. A i w ich przypadku przyjmował, że są dorośli, i jeżeli czegoś potrzebują, to powinni powiedzieć, nie czekać aż on zauważy.
Czekał więc po prostu na odpowiedź cierpliwie. Papierosa pozbył się już wcześniej, teraz więc wpatrywał się w nią przez moment, z dłońmi w kieszeniach, nim przeniósł spojrzenie z powrotem ku horyzontowi, tam, gdzie niebo stykało się z ziemią: z fioletem wrzosów.
– Ognista Ogdena. Dość mocna? – spytał. Ognista whisky Ogdena nie była może najdroższym z alkoholów, jakby ją porównać do ognistej Bishena, to zostawała w tyle, ale nie bez powodu cieszyła się sporą popularnością. W gardło na pewno paliła i niektórych ponoć czyniła śmielszymi, chociaż Cathal akurat nigdy tego nie odczuł. Może dlatego, że był dość śmiały i bez alkoholu, po który zresztą sięgał okazyjnie – często by spróbować czy wybierając rzeczy takie jak grzanie miody i wina nad paskudne piwa albo wódki. Upijanie się przestawało być zabawne, gdy zwykle wciąż pamiętałeś, co dokładnie się po tym alkoholu działo, a umysł, i tak miewający skłonność do przeciążeń, mieszał się pod wpływem trunku.
Dziś jednak zdecydowanie nie mieli pić dla zabawy.
Ruszył powoli do kamieni, wyrastających w pobliżu spomiędzy wrzosów, strząsając po drodze fioletowe, drobne kwiaty, gdy deptał rośliny. Przysiadł na skale i wyciągnął z kieszeni woreczek ze skóry wsiąkiewki i grzebał w nim przez chwilę, zanim zdołał znaleźć butelkę. Drobny gadżet, wygrany w jakiejś dziwacznej loterii na Lammas, okazał się całkiem przydatny.
– Chodzi o ten list? – rzucił niezobowiązująco, podając jej alkohol, ale i nie zamierzał naciskać. Czy mógłby zrozumieć ten ból? Pewnie byłoby mu trudno. Nie był człowiekiem rodzinnym, a śmierć i ojczyma, i matki napełniły go uczuciami ambiwalentnymi, zaś z takimi krewnymi jak pradziadkowie nigdy nie był związany, i wiadomość o śmierci pradziada, gdy miał kilkanaście lat, niezbyt go poruszyła.
Czekał więc po prostu na odpowiedź cierpliwie. Papierosa pozbył się już wcześniej, teraz więc wpatrywał się w nią przez moment, z dłońmi w kieszeniach, nim przeniósł spojrzenie z powrotem ku horyzontowi, tam, gdzie niebo stykało się z ziemią: z fioletem wrzosów.
– Ognista Ogdena. Dość mocna? – spytał. Ognista whisky Ogdena nie była może najdroższym z alkoholów, jakby ją porównać do ognistej Bishena, to zostawała w tyle, ale nie bez powodu cieszyła się sporą popularnością. W gardło na pewno paliła i niektórych ponoć czyniła śmielszymi, chociaż Cathal akurat nigdy tego nie odczuł. Może dlatego, że był dość śmiały i bez alkoholu, po który zresztą sięgał okazyjnie – często by spróbować czy wybierając rzeczy takie jak grzanie miody i wina nad paskudne piwa albo wódki. Upijanie się przestawało być zabawne, gdy zwykle wciąż pamiętałeś, co dokładnie się po tym alkoholu działo, a umysł, i tak miewający skłonność do przeciążeń, mieszał się pod wpływem trunku.
Dziś jednak zdecydowanie nie mieli pić dla zabawy.
Ruszył powoli do kamieni, wyrastających w pobliżu spomiędzy wrzosów, strząsając po drodze fioletowe, drobne kwiaty, gdy deptał rośliny. Przysiadł na skale i wyciągnął z kieszeni woreczek ze skóry wsiąkiewki i grzebał w nim przez chwilę, zanim zdołał znaleźć butelkę. Drobny gadżet, wygrany w jakiejś dziwacznej loterii na Lammas, okazał się całkiem przydatny.
– Chodzi o ten list? – rzucił niezobowiązująco, podając jej alkohol, ale i nie zamierzał naciskać. Czy mógłby zrozumieć ten ból? Pewnie byłoby mu trudno. Nie był człowiekiem rodzinnym, a śmierć i ojczyma, i matki napełniły go uczuciami ambiwalentnymi, zaś z takimi krewnymi jak pradziadkowie nigdy nie był związany, i wiadomość o śmierci pradziada, gdy miał kilkanaście lat, niezbyt go poruszyła.