Norka nigdy nie uważała, że robiła coś nadzwyczajnego. To było dla niej raczej odruchem, tak po prostu miała. Dbała o każdego, kto znajdował się w zasięgu jej wzroku, cóż może nawet nie wzroku, a też pamięci. Lubiła od czasu do czasu wysłać swoim znajomym i przyjaciołom jakieś łakocie, które mogłyby chociaż na chwilę rozpogodzić ich dzień. Dla niej był to bardzo drobny gest, bo przecież tak, czy siak wypiekała masę słodkości każdego dnia.
Obserwowała uważnie swojego przybysza, kiedy sięgał po kubek, który przed nim postawiła. Starała się nie być nachalna, ale istotne dla niej było to, czy trafiła w jego kubki smakowe. Będzie mogła to zapamiętać na później, na ich kolejne spotkania, naprawdę lubiła znać gusta swoich znajomych. O słodkościach już jej nieco opowiedział, kiedy był w Norze wcześniej, co do napojów jednak nie miała pewności. Mogła zgadywać. Tak właściwie powątpiewała w to, że komuś mogłaby nie posmakować jej jesienna herbata, ale istniały wyjątki, co jeśli Benjy był jednym z nich? Odsunęła od siebie te myśli.
Wydawało jej się, że trafiła. Nie skrzywił się, kiedy zamoczył swoje usta w ciepłej herbacie, nie odsunął kubka od siebie, gdyby mu nie smakowało byłoby to widać, mogła więc wrócić do ogarniania blatu, na którym znajdowało się kilka filiżanek, jedna z nich wymsknęła jej się z ręki, gdy tylko jej dotknęła. Nie zdziwiło jej to jakoś szczególnie, dość często rzeczy leciały jej z rąk, zdarzało jej się przypadkiem przewracać, potykać o rzeczy, które była pewna, że stały w zupełnie innych miejscach. Przywykła do tego, że tak po prostu miała - taki był jej urok, czy coś.
- Podejrzewam, że wiele czynników postanawia psuć Twoje plany. - Rzuciła jeszcze lekko. Nie było to dla niej nowością, miała w rodzinie klątwołamacza była świadoma tego, że nigdy nie mogli mieć pewności, co czeka na nich danego dnia. Ich praca była bardzo zróżnicowana i nie ma się co oszukiwać, że też okropnie niebezpieczna. W końcu nie wiedzieli z czym mają do czynienia dopóki nie przyjrzą się temu bliżej, a takie przyglądanie się mogło się skończyć w najgorszy sposób. Bardzo doceniała to, co robili dla ludzi, miało kto miałby w sobie tyle odwagi.
- Nie przejmuj się tym, na szczęście mam dosyć sporo na głowie i rzadko kiedy mogłam się skupiać akurat na tym. - Zdarzało jej się to gdzieś między jednym zamówieniem, a planowaniem zakupów na kolejny dzień. Były to chwile, kiedy mogła uciec myślami od swojej pracy, nie było ich jednak zbyt wiele, bo panna Figg była ostatnio naprawdę mocno zapracowana. Poza cukiernią przygotowywała ogromne ilości świec, kadzideł i eliksirów, a zbliżające się Samhain tylko dokładało jej kolejnych zamówień. Ostatnio więc coraz mniej o tym myślała, z początku miała na to więcej czasu. Była ciekawa tego, co miał jej do powiedzenia Benjy i najwyraźniej dzisiaj miała się tego dowiedzieć. Wspaniale - na pewno będzie jej się lżej spało.
- Brzmi to bardzo poważnie. - To nieco zbiło ją z pantałyku, bo skoro najlepiej, aby nikt im nie przeszkadzał, to wychodziło na to, że to jednak było coś dyskretnego. Gdyby się paliło, to Benjy na pewno nie trzymałby jej jednak tak długo w niepewności, starała sobie układać w głowie te wytłumaczenia i podejść do tematu z rozsądkiem.
- Ach, jasne, rozumiem. Za chwilę powinniśmy mieć spokój. - Jej wzrok skierował się w stronę stolika, przy którym siedzieli ostatni klienci. Nie miała w zwyczaju w jakikolwiek sposób naciskać na to, aby ludzie stąd wychodzili, jednak teraz nie odrywała od nich wzroku sugerując, że czas na nich. Być może uda jej się ich wykurzyć - tak, bo przecież wyglądała bardzo groźnie.
W końcu wyszli. Figgówna wyszła wtedy zza lady, aby zamknąć drzwi. Zrobiła to wyjątkowo zwinnie i szybko jak na nią. nie daj Merlinie ktoś jeszcze postanowiłby teraz odwiedzić to miejsce. Normalnie nie martwiłoby jej to jakoś zbytnio, bo przecież nigdzie się nie spieszyła, ale dzisiaj było inaczej. Benjy miał jej coś do przekazania, nie chciał, aby ich ktoś podsłuchał. Zakluczyła drzwi - dzięki temu miała pewność, że nikt już nie znajdzie się w środku. Jednym ruchem różdżki zasłoniła też rolety, aby ominąć dobijanie się do drzwi. Teraz wszystko świadczyło o tym, że miejsce było zamknięte.
Wróciła do lady, tym razem jednak zajęła miejsce tuż obok swojego towarzysza, nie chowała się za nią, nie musiała już tego robić. - Dobrze, wydaje mi się, że możemy już przejść do konkretów. - Być może powinna nieco pociągnąć rozmowę o niczym, jednak w tej chwili wydawało jej się to zbyteczne, miał jej coś do przekazania, chciała się tego dowiedzieć, wolała więc przejść do konkretów.