25.04.2026, 16:33 ✶
Anthony potrafił w doskonały sposób nie dawać po sobie rozczarowania, przez aktywność w stronnictwie Jenkins miał w tym doskonałą wprawę.
- Przyznm, że osiągnąłem już wiek, w którym gusta ugruntowały mi się w przestrzeni win wytrawnych. Baza… jest mocno siarkowa i choć zgrabnie próbują to pokryć przyprawami… - niewidocznie przejechał językiem po podniebieniu, próbując rozsmarować degustowane wino, po czym pokręcił przepraszająco głową. - Śmiem wysnuć tezę, że w pańskiej restauracji, jeśli w okresie zimowym będzie podawany podobny napitek, to zdecydowanie przyćmi lokalne próby - zapewnił, prędkim ruchem ścierając resztę czerwieni z kącika ust.
- Ale, ale… nie po to przecież się spotkaliśmy. Lada moment powinni pojawić się pozostali. Nie jestem pewien czy pannie Lestrange się uda do nas dotrzeć, niemniej zaraz popieracie z Hiszpanii będę ją łapać, żeby dopełnić formalności. Ach i proszę się nie przejmować prawnikiem obsługującym sprawę. Przejawia on pewne symptomy bycia martwym od… dłuższego czasu, jest niemniej specjalistą w swoim fachu. Lata praktyki z pełnym zaangażowaniem. Mam wrażenie, że wypalić go mogą tylko poranne sprawy na wokandzie. - zachował kamienną twarz do swojego jakże mało wytrawnego żartu, ale było późno, on był zmęczony, a przed nim szykowała się kolejna nieprzespana noc, szczególnie, że następnego dnia ze swoim zastępcą miał wyruszać w służbową delegację, mimo że coraz trudniej przychodziło mu udawać, że jakkolwiek pozostaje między nimi chociaż cień dawnej przyjaźni. Takie rozmyślania pewnie nie byłyby trudne do odsunięcia od siebie, gdyby nie fakt, że… cóż, Jonathana lada moment też miał pojawić się u okrągłego stołu i złżyć swój autograf na kilku kluczowych pergaminach.
- Och, o wilkach mowa - rzucił do Bertiego Botta, gdy drzwi wejściowe od strony Pokątnej rozchyliły się, a do środka weszła kolejna grupa gości, dla której stolik był jak najbardziej zarezerwowany, a pióro i lazurowy atrament czekały.
- Przyznm, że osiągnąłem już wiek, w którym gusta ugruntowały mi się w przestrzeni win wytrawnych. Baza… jest mocno siarkowa i choć zgrabnie próbują to pokryć przyprawami… - niewidocznie przejechał językiem po podniebieniu, próbując rozsmarować degustowane wino, po czym pokręcił przepraszająco głową. - Śmiem wysnuć tezę, że w pańskiej restauracji, jeśli w okresie zimowym będzie podawany podobny napitek, to zdecydowanie przyćmi lokalne próby - zapewnił, prędkim ruchem ścierając resztę czerwieni z kącika ust.
- Ale, ale… nie po to przecież się spotkaliśmy. Lada moment powinni pojawić się pozostali. Nie jestem pewien czy pannie Lestrange się uda do nas dotrzeć, niemniej zaraz popieracie z Hiszpanii będę ją łapać, żeby dopełnić formalności. Ach i proszę się nie przejmować prawnikiem obsługującym sprawę. Przejawia on pewne symptomy bycia martwym od… dłuższego czasu, jest niemniej specjalistą w swoim fachu. Lata praktyki z pełnym zaangażowaniem. Mam wrażenie, że wypalić go mogą tylko poranne sprawy na wokandzie. - zachował kamienną twarz do swojego jakże mało wytrawnego żartu, ale było późno, on był zmęczony, a przed nim szykowała się kolejna nieprzespana noc, szczególnie, że następnego dnia ze swoim zastępcą miał wyruszać w służbową delegację, mimo że coraz trudniej przychodziło mu udawać, że jakkolwiek pozostaje między nimi chociaż cień dawnej przyjaźni. Takie rozmyślania pewnie nie byłyby trudne do odsunięcia od siebie, gdyby nie fakt, że… cóż, Jonathana lada moment też miał pojawić się u okrągłego stołu i złżyć swój autograf na kilku kluczowych pergaminach.
- Och, o wilkach mowa - rzucił do Bertiego Botta, gdy drzwi wejściowe od strony Pokątnej rozchyliły się, a do środka weszła kolejna grupa gości, dla której stolik był jak najbardziej zarezerwowany, a pióro i lazurowy atrament czekały.