25.04.2026, 18:07 ✶
Zaletą posiadania gęsto splecionej sieci kontaktów, był dostęp do wielu przydatnych umiejętności i zasobów, których samemu się nie posiadało. Anthony głęboko wierzył w synergię, w łączenie talentów i uzyskiwanie w tym dodawaniu o wiele, wiele więcej niż wynikałoby to z czystej matematyki.
Zasadniczym minusem był fakt, że doba składała się tylko z 24 godzin, a doglądanie wszystkich krańców wspomnianej sieci wymagało jednak słów i doskonałej pamięci co i w jakiej ilości komu się powiedziało. Dla niego projekt Złotego Jabłka był już w mocnym stadium zaawansowania i nie przyszło mu do głowy, że Ginny może jeszcze o tym nie wiedzieć. A przecież oczywistym było, że nie miała o tym pojęcia! Wszak przy ostatnim spotkaniu, jak i przy tym z resztą rozmawiali o sprawie o tajemniczej, bezimiennej organizacji podziemnej, która brała sprawy w swoje ręce, balansując na pograniczu prawa w służbie… dobra.
Złote jabłko miało być pod lupą prawników czyste jak łza i absolutnie oficjalne. Przynajmniej w tych 30% wystających nad poziomem ziemi. Ale korzenie, och… miał ambicje do tego, by korzenie fundacji sięgały możliwie daleko.
Teraz jednak, skoro jego przyjaciółka się zgodziła (nawet jeśli nie znała detali), on rozpromienił się, bo to dawało mu przecież cenne minuty przyjrzenia się nie tylko budowie i renowacji, ale też, a może i przede wszystkim nadszarpniętej czasem i odległością tkaninie ich relacji. Zaufany lekarz i archeolog, jasnowidz, który zdawał się nie oddawać swojej duszy prawidłom czasu, a przede wszystkim odmienność spojrzenia osoby, która mimo wszystko jest z zewnątrz i pryzmat jej percepowania rzeczywistości był bardziej niż cenny, wobec zastałości i przyzwyczajenia angielskich nawyków neurotycznego dyplomaty.
Wybornie.
Przyszedł czas i wykonawszy swoje zadanie pożegnali się z całą rodziną. Gdy byli już sami we troje, przekazał swoje plany i Selwynowi, ściskając mu na pożegnanie dłoń o te kilka sekund dłużej, jakby w sam prosty gest chciał złożyć obietnicę późniejszego spotkania, nawet jeśli nie była ona wypowiedziana na głos. Jeszcze będą musieli monitorować zadania i poczynania tej familii, ten etap mięli za sobą, ale tak na prawdę odetchnąć mogli dopiero za kilka dni, gdy mugolacy znajdą się w bezpiecznej dziupli daleko poza granicami stolicy i wysp jako tako. Anthony, nie przerywając swobodnej rozmowy z Ginny na tematy zupełnie niezwiązane z ich działaniami, wypytywał o Ostoję dla zwierząt, o to jakie wieści docierają też do jej rodziców na południu, szczególnie, że perspektywę swoich własnych znał wybornie po Mabon. W uszach dudnił im wciąż śmiech z powodu spalonej Doliny, rzecz zaciskająca jego szczękę bardziej niż gorące namowy na ponowny ożenek. Nie przeszkadzało mu to również w głowie równolegle kalkulować zagrożenia tego typu „misji”, jaką wykonywał dzisiaj, w przyszłości, gdyby go znów poproszono o translację i - przede wszystkim - kontakt bezpośredni. Zdecydowanie powinien zmieniać sobie na te eskapady twarz, był zbyt rozpoznawalną figurą, by pozwalać sobie na aż takie ryzyko. Ale to później, wszak dziś już misje dla zakonu były odhaczone w grafiku zadań.
Czy rzeczywiście?
Gdy tylko z McGonagallówną teleportowali się do Doliny Godryka okazało się, że lśniący płomieniem wzrok Feniksa spoczął na nich po raz wtóry…
Zasadniczym minusem był fakt, że doba składała się tylko z 24 godzin, a doglądanie wszystkich krańców wspomnianej sieci wymagało jednak słów i doskonałej pamięci co i w jakiej ilości komu się powiedziało. Dla niego projekt Złotego Jabłka był już w mocnym stadium zaawansowania i nie przyszło mu do głowy, że Ginny może jeszcze o tym nie wiedzieć. A przecież oczywistym było, że nie miała o tym pojęcia! Wszak przy ostatnim spotkaniu, jak i przy tym z resztą rozmawiali o sprawie o tajemniczej, bezimiennej organizacji podziemnej, która brała sprawy w swoje ręce, balansując na pograniczu prawa w służbie… dobra.
Złote jabłko miało być pod lupą prawników czyste jak łza i absolutnie oficjalne. Przynajmniej w tych 30% wystających nad poziomem ziemi. Ale korzenie, och… miał ambicje do tego, by korzenie fundacji sięgały możliwie daleko.
Teraz jednak, skoro jego przyjaciółka się zgodziła (nawet jeśli nie znała detali), on rozpromienił się, bo to dawało mu przecież cenne minuty przyjrzenia się nie tylko budowie i renowacji, ale też, a może i przede wszystkim nadszarpniętej czasem i odległością tkaninie ich relacji. Zaufany lekarz i archeolog, jasnowidz, który zdawał się nie oddawać swojej duszy prawidłom czasu, a przede wszystkim odmienność spojrzenia osoby, która mimo wszystko jest z zewnątrz i pryzmat jej percepowania rzeczywistości był bardziej niż cenny, wobec zastałości i przyzwyczajenia angielskich nawyków neurotycznego dyplomaty.
Wybornie.
Przyszedł czas i wykonawszy swoje zadanie pożegnali się z całą rodziną. Gdy byli już sami we troje, przekazał swoje plany i Selwynowi, ściskając mu na pożegnanie dłoń o te kilka sekund dłużej, jakby w sam prosty gest chciał złożyć obietnicę późniejszego spotkania, nawet jeśli nie była ona wypowiedziana na głos. Jeszcze będą musieli monitorować zadania i poczynania tej familii, ten etap mięli za sobą, ale tak na prawdę odetchnąć mogli dopiero za kilka dni, gdy mugolacy znajdą się w bezpiecznej dziupli daleko poza granicami stolicy i wysp jako tako. Anthony, nie przerywając swobodnej rozmowy z Ginny na tematy zupełnie niezwiązane z ich działaniami, wypytywał o Ostoję dla zwierząt, o to jakie wieści docierają też do jej rodziców na południu, szczególnie, że perspektywę swoich własnych znał wybornie po Mabon. W uszach dudnił im wciąż śmiech z powodu spalonej Doliny, rzecz zaciskająca jego szczękę bardziej niż gorące namowy na ponowny ożenek. Nie przeszkadzało mu to również w głowie równolegle kalkulować zagrożenia tego typu „misji”, jaką wykonywał dzisiaj, w przyszłości, gdyby go znów poproszono o translację i - przede wszystkim - kontakt bezpośredni. Zdecydowanie powinien zmieniać sobie na te eskapady twarz, był zbyt rozpoznawalną figurą, by pozwalać sobie na aż takie ryzyko. Ale to później, wszak dziś już misje dla zakonu były odhaczone w grafiku zadań.
Czy rzeczywiście?
Gdy tylko z McGonagallówną teleportowali się do Doliny Godryka okazało się, że lśniący płomieniem wzrok Feniksa spoczął na nich po raz wtóry…
Koniec sesji
!Zakon A4