25.04.2026, 23:34 ✶
- Myślę, że łatwiej cię przekupić kwiatami, niż krzakiem poziomek - odpowiedział chociaż sam nie wiedział, skąd mu się wzięły te poziomki. Szczególnie że nie był ekspertem, jeżeli chodziło o jakiekolwiek rośliny, czy to róże, czy to stokrotki czy truskawki albo maliny. Wszystko to dla niego była jedna wielka czarna magia. Nie przejął się też jej zmniejszeniem dystansu. W jego oku jednak pojawił się błysk, który mówił, by nie próbowała tego więcej. Dlaczego? At, tajemnica... Gdy powiedziała że nie wie w co się pakuje, tylko błysnął zębami w uśmiechu. Nie odpowiedział, lecz jego wzrok mówił wyraźnie: wiem. Wiem, co zamierzasz. Zamierzasz sprawdzić, jak bardzo można mi ufać. Jak wiele mogę znieść, jak wiele ci zdradzę. Jak wiele nas łączy i jak wiele nas dzieli. Jak bardzo ten pocałunek, o którym chcieliśmy zapomnieć, nas zbliżył.
A potem mrugnął do niej, a wszystko rozwiało się jak sen.
- Chciałbym, żeby to wybrzmiało - powiedział, potrząsając głową. Jedno niesforne pasmo włosów opadło mu na czoło. Zawsze miał z nim problem - obojętnie ile ulizanny by nie użył, ono zawsze zdawało się żyć swoim życiem. Opadało mu na czoło, wchodziło w oko, drażniło go. Igrało z ogniem, kusiło los. Aż prosiło się o ścięcie. - Nigdy nie marnujesz mojego czasu.
Uciął temat. Prosto, krótko i pewnie. Nawet jeżeli była to zbędna grzeczność, nie chciał, żeby Avery tak kiedykolwiek myślała. Nigdy. Mówił twardo, ostro niemalże. Tonem nieznoszącym sprzeciwu. Złagodził go niemalże od razu uśmiechem, lecz wibrował on w czaszce przez kilka chwil. Nigdy.
Szedł za nią, nieświadom tego, jak panoszy się w jej harmonogramie i jestestwie. Milczał, starając się być obok, lecz jednak trochę z tyłu. Gdy ona rozmyślała o powtarzalności spotkań, on rozmyślał o kolejnych zadaniach, które rzucił mu Czarny Pan, Los oraz fakt, że wybrał taką a nie inną ścieżkę. Jego umysł był nieprzenikniony dla osób z zewnątrz, lecz dla niego samego stanowił istną zupę informacji. Trochę ziemniaków (zła), trochę bulionu (sadyzm), trochę marchwi (udawana empatia) oraz selera (to była codzienność). Czym jednak było mięso na ten rosół?
- Mówiłem ci już, nigdy... - zaczął, gdy potężna siła wciągnęła go do środka. Oto on, wielki śmierciożerca, władca umysłów został pokonany przez starowinkę, która wciągnęła go do środka domu razem z Astorią. Korzystając z faktu, że kobieta go puściła i uczepiła się Astorii, Lestrange zwiększył dystans. Przestąpił z nogi na nogę, odruchowo obrzucając wnętrze spojrzeniem. - Pomożemy.
No no. Tylko jak?
A potem mrugnął do niej, a wszystko rozwiało się jak sen.
- Chciałbym, żeby to wybrzmiało - powiedział, potrząsając głową. Jedno niesforne pasmo włosów opadło mu na czoło. Zawsze miał z nim problem - obojętnie ile ulizanny by nie użył, ono zawsze zdawało się żyć swoim życiem. Opadało mu na czoło, wchodziło w oko, drażniło go. Igrało z ogniem, kusiło los. Aż prosiło się o ścięcie. - Nigdy nie marnujesz mojego czasu.
Uciął temat. Prosto, krótko i pewnie. Nawet jeżeli była to zbędna grzeczność, nie chciał, żeby Avery tak kiedykolwiek myślała. Nigdy. Mówił twardo, ostro niemalże. Tonem nieznoszącym sprzeciwu. Złagodził go niemalże od razu uśmiechem, lecz wibrował on w czaszce przez kilka chwil. Nigdy.
Szedł za nią, nieświadom tego, jak panoszy się w jej harmonogramie i jestestwie. Milczał, starając się być obok, lecz jednak trochę z tyłu. Gdy ona rozmyślała o powtarzalności spotkań, on rozmyślał o kolejnych zadaniach, które rzucił mu Czarny Pan, Los oraz fakt, że wybrał taką a nie inną ścieżkę. Jego umysł był nieprzenikniony dla osób z zewnątrz, lecz dla niego samego stanowił istną zupę informacji. Trochę ziemniaków (zła), trochę bulionu (sadyzm), trochę marchwi (udawana empatia) oraz selera (to była codzienność). Czym jednak było mięso na ten rosół?
- Mówiłem ci już, nigdy... - zaczął, gdy potężna siła wciągnęła go do środka. Oto on, wielki śmierciożerca, władca umysłów został pokonany przez starowinkę, która wciągnęła go do środka domu razem z Astorią. Korzystając z faktu, że kobieta go puściła i uczepiła się Astorii, Lestrange zwiększył dystans. Przestąpił z nogi na nogę, odruchowo obrzucając wnętrze spojrzeniem. - Pomożemy.
No no. Tylko jak?