26.04.2026, 14:20 ✶
- Wiem, po prostu... mam mętlik w głowie - westchnęła, niechętnie się do tego przyznając. Na razie temat był zbyt świeży. Nie czytała gazet, ledwo wychodziła z łóżka. Widziała uciekającego śmierciożercę, któremu zresztą pomogła, co było dla niej wystarczającym dowodem, że to oni spowodowali tę tragedię. Z drugiej strony była świadkiem, a nawet ofiarą działań mugolaków, stąd podejrzewała, że zniszczenia nie są jednostronne i całkiem możliwe, że w odwecie targetowali mieszkania czarodziejów czystej krwi. - Myślę, że obie strony są winne. Śmierciożercy działali na swoje konto, mugolaki na swoje. - a pozostali stali się kozłami ofiarnymi tej wojenki. Na tym etapie ciężko było jej odnieść się do tego z dystnasu. Świeża trauma odbijała się w niej nieustannie, miała żal i była zła na wszystkich, także na siebie. Wiele mogła tamtej nocy zrobić inaczej, była współodpowiedzialna za swoje nieszczęścia. Gdy jej umysł odrobinę się przejaśni i będzie w stanie przemyśleć na spokojnie to wszystko, może dojdzie do głębszych wniosków. Na razie w jej oczach każdy był winny.
Matka, mimo zmęczenia, wypełniła przestrzeń swoją obecnością w sposób, który przytłaczał - jej przenikliwe spojrzenia, jakby widziała więcej i rozumiała coś, czego oni nie są w stanie. Uparcie wierzyła w jakieś magiczne połączenie i nie dała sobie przemówić do rozsądku. Astoria opuściła na moment wzrok, jakby skupiając się na czymś zupełnie błahym, by ukryć zmieszanie. Niemal czuła to spojrzenie na sobie, jak delikatny nacisk, który nie znika, dopóki sytuacja nie zostanie odpowiednio "rozwiązana". Nie zamierzała jednak pozwolić, by to napięcie się pogłębiało.
Przyjaciele. Kiwnęła głową ledwie zauważalnie z czystym spojrzeniem, pozbawionym cienia urazu. Wiedziała, że odpowiedział dokładnie tak, jak należało. Że w tym domu, przy tym stole, pod czujnym spojrzeniem kobiety, która potrafiła zbudować całe przyszłości na jednym zdaniu, nie było miejsca na półcienie ani niedopowiedzenia, które mogłyby zostać odczytane na opak.
- Oczywiście, mój drogi. Ja tylko głośno myślę - starsza kobieta uśmiechnęła się do niego, ale było widać, że nie została przekonana, a jej zdanie pozostanie niezmienne. - Nie będę wam przeszkadzać, ale pamiętaj, że zawsze jesteś tu mile widziany.
Po wyjściu kobiety, Astoria odetchnęła z ulgą, która nie trwała zbyt długo, bo po chwili znów zaczęła niekontrolowanie kaszleć. Minęło kilka minut, gdy jej oddech się wyrównał, wtedy spojrzała na niego przepraszająco.
- Wybacz. Nie sądziłam, że będzie tak bezpośrednia. Najwyraźniej ostatnie wydarzenia popychają ją do desperackich prób znalezienia mi męża - nie do końca rozumiała, co się dzieje w głowie matki. Wiedziała, że martwi się o swoje dzieci i może w tej pokrętnej logice, próbowała znaleźć swojej córce kogoś, kto będzie się nią opiekował w tych niespokojnych czasach?
Resztę wieczoru spędzili już sami - na rozmowach, na milczeniu, na zwyczajnym odpoczywaniu w swoim towarzystwie; a na końcu grzecznie się pożegnali.
Matka, mimo zmęczenia, wypełniła przestrzeń swoją obecnością w sposób, który przytłaczał - jej przenikliwe spojrzenia, jakby widziała więcej i rozumiała coś, czego oni nie są w stanie. Uparcie wierzyła w jakieś magiczne połączenie i nie dała sobie przemówić do rozsądku. Astoria opuściła na moment wzrok, jakby skupiając się na czymś zupełnie błahym, by ukryć zmieszanie. Niemal czuła to spojrzenie na sobie, jak delikatny nacisk, który nie znika, dopóki sytuacja nie zostanie odpowiednio "rozwiązana". Nie zamierzała jednak pozwolić, by to napięcie się pogłębiało.
Przyjaciele. Kiwnęła głową ledwie zauważalnie z czystym spojrzeniem, pozbawionym cienia urazu. Wiedziała, że odpowiedział dokładnie tak, jak należało. Że w tym domu, przy tym stole, pod czujnym spojrzeniem kobiety, która potrafiła zbudować całe przyszłości na jednym zdaniu, nie było miejsca na półcienie ani niedopowiedzenia, które mogłyby zostać odczytane na opak.
- Oczywiście, mój drogi. Ja tylko głośno myślę - starsza kobieta uśmiechnęła się do niego, ale było widać, że nie została przekonana, a jej zdanie pozostanie niezmienne. - Nie będę wam przeszkadzać, ale pamiętaj, że zawsze jesteś tu mile widziany.
Po wyjściu kobiety, Astoria odetchnęła z ulgą, która nie trwała zbyt długo, bo po chwili znów zaczęła niekontrolowanie kaszleć. Minęło kilka minut, gdy jej oddech się wyrównał, wtedy spojrzała na niego przepraszająco.
- Wybacz. Nie sądziłam, że będzie tak bezpośrednia. Najwyraźniej ostatnie wydarzenia popychają ją do desperackich prób znalezienia mi męża - nie do końca rozumiała, co się dzieje w głowie matki. Wiedziała, że martwi się o swoje dzieci i może w tej pokrętnej logice, próbowała znaleźć swojej córce kogoś, kto będzie się nią opiekował w tych niespokojnych czasach?
Resztę wieczoru spędzili już sami - na rozmowach, na milczeniu, na zwyczajnym odpoczywaniu w swoim towarzystwie; a na końcu grzecznie się pożegnali.
Koniec sesji
learn the rules
then break some
then break some