– Pisałam do Harper Moody, a ona przekazała prośbę do Departamentu Tajemnic. Rozmawiałam z nią o tym ósmego, kilka godzin przed atakiem… – więc… równo dwa tygodnie temu, ale dlatego Victoria nie zastanawiała się nad tym wszystkim aż tak bardzo, bo to były bardzo intensywne dwa tygodnie chyba dla wszystkich. Tak na dobrą sprawę to dzisiaj miała pierwszy taki w pełni wolniejszy dzień, gdzie nawet na chwilę nie siedziała w pracy, albo nie była w terenie. Czarne róże pojawiły się szóstego, a więc dwa dni wcześniej – to wszystko to było za mało czasu, by jakaś sprawa mogła się tutaj intensywnie toczyć, biorąc pod uwagę Spaloną Noc i wszystkie jej konsekwencje, z którymi się teraz mierzyli.
– Nie wiem… nie mam pojęcia – na pewno zajmowała się alchemią, więc pewnie w jakimś stopniu znała się na roślinach, kwiatach, ale czy zajmowała się ogrodem… Tego Victoria nie wiedziała, ale na tym etapie nie mogła niczego wykluczyć. Mogła się nimi zajmować. A może objawiła się tutaj zupełnie przypadkowo jako jakaś zagubiona energia krążąca po Anglii…?
Mieli tutaj kilka różnych tropów, a każda kolejna część układanki wcale nie rozjaśniała obrazu, tylko powodowała, że powstawało coraz więcej pytań, a przynajmniej to się działo w głowie Victorii.
– Tak, to też jest mój trop w tym… Bo inaczej dlaczego ten statek? To wszystko to takie strzępki informacji, martwią mnie jeszcze te fiolki z dziwnym, znikającym eliksirem z rozarium i ten zapach popiołu – co to mogło oznaczać? Po co ktoś zakopał jakieś fiolki w ziemi? Fiolki, których próżno było szukać, gdyby nie dziwne błyszczenie, tak łatwe do przegapienia. – Mam wrażenie, ze wszystko co mamy, to zupełnie się ze sobą nie łączy. Nie wiem jak to wszystko jakoś, wiesz, powiązać – to, że dawno temu ktoś te róże tutaj sprowadził, wydawało się najbardziej sensowne. Powód mógł być równie prozaiczny. Ale już jak one wpływają na całą resztę ogrodu, na inne rośliny, czemu pojawiły się akurat teraz i co chciała im przekazać Elisabeth… tego już nie wiedziała.