Było coś urokliwego w Muszelce, nawet jeśli na pierwszy rzut oka wydawała się przesłodzoną landrynką. Wszystko tu było różowe, ale można było chyba stwierdzić, że jakimś dziwnym sposobem wszystko posiadało jakikolwiek smak i wyczucie. Lokal też zdawał się posiadać niesamowitą wręcz właściwość odstraszania tym samym mężczyzn. To akurat bardzo się Lyssie podobało, bo jakby nie patrzeć - mężczyźni mieli to do siebie, że w dziewięciu na dziesięć przypadków psuli atmosferę w pomieszczeniu do którego wchodzili. Głupie uśmiechy, niewybredne żarty i znaczące spojrzenia działały momentami jak najwieksze niszczyciele dobrej zabawy pod słońcem.
Co jeszcze pośród różu się jej podobało, to obecność obrazów, rzeźb czy innego rękodzieła. Cały lokal został stworzony po to, by celebrować relacje między kobietami, nie ważne czy chodziło o te rodzinne, przyjacielskie, czy te o wiele głębsze. Dolohov patrzyła na jeden z obrazków w zastanowieniu, oglądając na nim dwie kobiety, szepczące coś sobie na uszko.
- Nawet nie wiedziałam, że taki lokal ukryty jest gdzieś pomiędzy Londyńskimi uliczkami - podjęła, zerkając na Alice i uśmiechnęła się do niej lekko. O jej niewiedzę akurat trudno nie było, biorąc pod uwagę że siedziały właśnie w niemagicznym Londynie, a Dolohov raczej trzymała się magicznych dzielnic, nie mówiąc już o tym że mieszkała w Anglii dopiero jakiś rok. Mało czasu by znaleźć takie ukryte perełki. - Byłaś tu wcześniej? - zapytała grzecznie, chcąc najwyraźniej zapytać o coś co nie było związane z tematem dzisiejszego spotkania, zanim przejdą do sedna sprawy. Suzie wydawało się bardzo zależeć na tej rozmowie i fakt, że o Lyssie pomyślała, bardzo młodej dziewczynie schlebiało, ale Bletchley wydawała się zdolną aktorką. Na tyle że sama Dolohov nie podważałaby jej umiejętności wcielenia się w taką rolę.
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.