27.04.2026, 09:27 ✶
– Ludzie rzadko narzekają na złe wpływy – odparł Cathal, chociaż nie było to stwierdzenie wypowiedziane całkiem na serio, nawet jeżeli głos miał raczej poważny i się nie uśmiechał. Shafiq był człowiekiem specyficznym pod tym względem, że daleko mu było do dobrego człowieka, jakim bez wątpienia była McGonagall, ale nie próbował ciągnąć innych ludzi na złą stronę mocy. Prędzej on i inni w szarej strefie lub już tonący w tej czerni napędzali się nawzajem, ale i to było w tej chwili przeszłością, gdy Ulysses Rookwood, o którego tatuażu nigdy nie rozmawiali, i Leta Crouch, która nie tylko łamała klątwy, ale też je rzucała, znaleźli się tysiące mil od niego.
– Nigdy niczego się nie marnuje, bo żyje się życiem, które samemu się wybrało, zamiast pozwalać, by dyktowali je inni – oświadczył Shafiq. Może nie było to do końca prawda, bo własne wybory potrafiły sprowadzić na manowce, ale Cathal zawsze był spragniony przede wszystkim wolności i nienawidził, gdy ktoś usiłował mu coś dyktować. A Guinevere? Zajmowała się medycyną i historią, i nawet jeśli byłaby najbardziej utalentowaną jasnowidzką pod słońcem, nigdy nie zgodziłby się, że cokolwiek zmarnowała. Nie chodziło tylko o jego sceptycyzm wobec siedzenia i rozkładania kart na związki, bo to przecież interesowało głównie ludzi przychodzących do jasnowidzów, ale zwyczajnie o to, że jego zdaniem to co robiła miało znaczenie. – To nie była przepowiednia, Gin. To było jej życzenie.
Nie samo przebudzenie może, to mogła i przewidzieć, ale przekonanie o marnowaniu?
– Może przebudzenie nie nadchodziło, bo tego nie chciałaś.
Wzruszył przy tym lekko ramionami: jeśli istniała jakaś dziedzina magii, o której wiedzę miał naprawdę żałosną, to tą na pewno było Trzecie Oko. Korzystał czasem ze wsparcia widmowidzów, zdarzało się im znaleźć zapisy starych proroctw, ale nigdy tego nie studiował, nie szukał informacji, nie sięgał po księgi, nie chciał tym zaśmiecać sobie głowy. Nie miał więc pojęcia, czy to faktycznie mógłby być taki przypadek, ale McGonagall brzmiała, jakby uważała to raczej za ciężar niż dar.
– Nie wiem, czy powinienem gratulować, czy wyrazić współczucie? Jeśli mam być szczery, zdaje mi się, że ani to, ani to. Po prostu nadeszło. Nie zdaje mi się, żeby miało zmienić wszystko w swoim życiu. Ale może pomogłoby ci, gdybyś porozmawiała z jakimś jasnowidzem.
Jej matka była jasnowidzką, oczywiście, ale tu w grę wchodziły osobiste więzy i to, że spotkanie z nią w chwili obecnej było trudne. Być może ktoś bardziej obiektywny, kto specjalizował się w jasnowidzeniu, mógł tutaj być lepszym wyborem.
– Nigdy niczego się nie marnuje, bo żyje się życiem, które samemu się wybrało, zamiast pozwalać, by dyktowali je inni – oświadczył Shafiq. Może nie było to do końca prawda, bo własne wybory potrafiły sprowadzić na manowce, ale Cathal zawsze był spragniony przede wszystkim wolności i nienawidził, gdy ktoś usiłował mu coś dyktować. A Guinevere? Zajmowała się medycyną i historią, i nawet jeśli byłaby najbardziej utalentowaną jasnowidzką pod słońcem, nigdy nie zgodziłby się, że cokolwiek zmarnowała. Nie chodziło tylko o jego sceptycyzm wobec siedzenia i rozkładania kart na związki, bo to przecież interesowało głównie ludzi przychodzących do jasnowidzów, ale zwyczajnie o to, że jego zdaniem to co robiła miało znaczenie. – To nie była przepowiednia, Gin. To było jej życzenie.
Nie samo przebudzenie może, to mogła i przewidzieć, ale przekonanie o marnowaniu?
– Może przebudzenie nie nadchodziło, bo tego nie chciałaś.
Wzruszył przy tym lekko ramionami: jeśli istniała jakaś dziedzina magii, o której wiedzę miał naprawdę żałosną, to tą na pewno było Trzecie Oko. Korzystał czasem ze wsparcia widmowidzów, zdarzało się im znaleźć zapisy starych proroctw, ale nigdy tego nie studiował, nie szukał informacji, nie sięgał po księgi, nie chciał tym zaśmiecać sobie głowy. Nie miał więc pojęcia, czy to faktycznie mógłby być taki przypadek, ale McGonagall brzmiała, jakby uważała to raczej za ciężar niż dar.
– Nie wiem, czy powinienem gratulować, czy wyrazić współczucie? Jeśli mam być szczery, zdaje mi się, że ani to, ani to. Po prostu nadeszło. Nie zdaje mi się, żeby miało zmienić wszystko w swoim życiu. Ale może pomogłoby ci, gdybyś porozmawiała z jakimś jasnowidzem.
Jej matka była jasnowidzką, oczywiście, ale tu w grę wchodziły osobiste więzy i to, że spotkanie z nią w chwili obecnej było trudne. Być może ktoś bardziej obiektywny, kto specjalizował się w jasnowidzeniu, mógł tutaj być lepszym wyborem.