Nadal miał w pamięci swoje spotkanie z syreną. Choć dawniej jezioro zdawało się być miejscem bezpiecznym, obecnie Theon miał solidne podstawy do tego, by z grona takowych je wykreślić. Nie podobało mu się w związku z tym to, iż Lycoris postanowiła udać się tutaj sama. Bez niego. Zwłaszcza, że i do wspólnego wypadu nie był w tym przypadku nastawiony szczególnie optymistycznie. Wierzył, że czasem warto było nie kusić jednak za bardzo losu. Zwłaszcza, że ten potrafił być mocno przewrotny.
I mógł porządnie dać się człowiekowi we znaki.
Zauważył Lycoris, ledwie dostał się w okolice molo.
- Lycoris?! - padło kolejny raz z jego strony.
Minęła kolejna chwila, zanim zorientował się w tym, co właśnie miało miejsce. Poczuł nagle jak jego serce przyśpiesza; jak robi mu się gorąco; jak z wolna narasta panika. Dane było mu zobaczyć jak stworzenie łapie Black za rękę. Nadgarstek. Jak zaprasza ją do siebie. Wciąga do wody. Potrzebował chwili, żeby być w stanie się otrząsnąć.
Pozbyć się własnych wspomnień.
Zacząć działać.
Wyszarpał własną różdżkę, rzucając w kierunku syreny pierwsze zaklęcie jakie przyszło mu do głowy. Nie było to przemyślane. Nie było to najlepsze możliwe rozwiązanie. Czasami jednak lepsze jest takie niż żadne. Zwłaszcza kiedy w grę wchodzi ratowanie życia bliskiej osoby.
- Expulso! - padło z jego ust.
Nie zwracając większej uwagi na efekt, rzucił się w stronę końca molo, a następnie wskoczył do jeziora, starając się możliwie najszybciej dostać do Lycoris. Nie miała teraz znaczenia niemalże paraliżująco zimna woda, ani też ciążące, mokre od niej ubrania.
- Lycoris? Ly? - starał się do niej dostać. Złapać. Ani trochę się przez ten czas nie uspokoił. Nie przestał też odczuwać strachu wiążącego się z tym, czego był świadkiem.
Wreszcie dotarł do celu, ujmując kobietę pierw za dłoń, a w chwilę później - również obejmując w pasie. Ostrożnie starał się ją odciągnąć od syreny, która potraktowana zaklęciem, nie była w stanie im w żaden sposób zaszkodzić. Nie teraz.
Dlaczego jednak zdecydowała się na to wcześniej? Było to w jakimś stopniu niecodzienne. I ciężko było wyrzucić tę myśl z głowy. Zwłaszcza komuś, kto w jakimś stopniu na tego rodzaju stworzeniach się przecież... znał.
Próbował wydostać się razem z Black z wody.
- Wszystko w porządku? Nic Ci nie jest? - pytał po drodze, brzmiąc na tak przejętego tym wszystkim... jak faktycznie był. Po prostu.