Avelina nigdy nie była w Świńskim Łbie i w sumie cieszyła się, że nie musiała tam czekać na niego sama. Nie było to miejsce dla niej i raczej nigdy nie będzie. Była też zadowolona, że mogła spędzić z nim trochę więcej czasu i lepiej go poznać. Trevor był głównie przyjacielem jej rodziców, ale ojciec zawsze jej powtarzał, że jeśli będzie w potrzebie może śmiało pisać do tego człowieka. W swojej torbie, która miała powiększone magicznie dno miała wszystko czego potrzebowali – przede wszystkim jedzenie i eliksiry lecznicze oraz wspomagające siły, gdyby nagle coś ich napadło.
Usiadła tuż obok niego chcąc podziwiać widoki, które rozciągały się wokół tego miejsca. Zawsze lubiła spacerować po Hogsmeade i jej okolicach. Było tu magicznie i przyjemnie. Dodatkowo wspomnienia z tych sielskich czasów, gdy mogła myśleć tylko o zajęciach w szkole oraz ocenach, a nie problemach świata dorosłego wracały ze zdwojoną mocą. Jej ciekawość również skupiała się na jego harpii i wzrok dziewczyny co jakiś czas lądował na tym zwierzęciu.
Przez całą drogę były momenty, gdy dziewczyna milczała, a były też momenty, gdy opowiadała jakieś ciekawe dla niej historie z czasów szkolnych. Wypytywała też Trevora o jego pobyt w Hogwarcie i o tym jaki wtedy był oraz czy zawsze chciał być łowcą bestii. Było jej przykro, że mężczyzna musiał się teraz ukrywać. Wierzyła w jego niewinność, bo jakoś nie wyobrażała sobie, aby ten człowiek mógł być zły. Ostatnie kilkanaście minut Avelina milczała próbując trochę odpocząć, po takiej podróży człowiek mimo wszystko i tak się męczy. Gdy się zatrzymali natychmiast zeszła z wozu i rozciągnęła zastałe kości, które w niektórych miejscach nieprzyjemnie strzeliły.
Wyciągnęła swoją różdżkę i wysłuchała jego słów kiwając głową.
— Nigdy nie spotkałam Testerali ani Centaurów i w sumie nie chciałabym być przez tych drugich zaatakowana. – uśmiechnęła się niepewnie.
Również patrzyła na ptaka, który wywołał lekki hałas swoimi potężnymi skrzydłami. Gdy patrzyła jak ptak leciał czuła delikatny dreszcz na swoich plecach wyobrażając sobie jakby sama była w powietrzu. Bała się wysokości, co było też powodem tego, że nie zjawiała się nigdy na meczach Quidditcha, ponieważ samo patrzenie na latających ludzi wywoływał u niej dyskomfort i wizje spadania.
— Piękny jest. – powiedziała odrywając wzrok od ptaszyska i spróbowała rzucić swoje ulubione zaklęcie, którym było lumos.
Kształtowanie: Lumos
Sukces!