Nie musiał informować o swoim przybyciu. Samo pojawienie się, trzask teleportacji świadczył o jego obecności. Nie był, niecierpliwy. Był punktualny. Zgodnie z prośbą, pojawił się. Przyzwyczajony do tego i nauczony przez lata pracy dla znanego im Mulcibera. Miał to już we krwi. A kiedy ktoś ci znany, nie podaje konkretów spotkania, to znaczy, że to nie jest warte pisania. Nie warte przechwycenia przez osoby nieodpowiednie treść czytać. Musiało chodzić o coś osobistego. Prywatnego. Może nawet czarno magicznego. Nielegalnego.
Obserwował Lestrange’a, jak to odkłada książkę a po chwili zbliża się do niego. Podchodzi blisko, bardzo blisko. Wsuwa swoją dłoń w jego krótkie blond włosy. I nagle składa pocałunek na ustach. Travers nie poruszył się ani o milimetr. Pocałunek jednak, odwzajemnił. Usłyszawszy później krótkie słowa "potrzebuję Cię".
Spojrzenie Nicholasa było pytaniem, którego nie musiał wypowiadać na głos. "Potrzebujesz mnie. Do czego?", zdawał się mówić jego chłodny wzrok. Coś znów spierdolił? Znów trzeba po nim sprzątać? Potrzebuje towarzystwa? Czy chodziło o coś innego? Można było pomyśleć wiele, jeżeli znało się Rodolphusa. Lecz patrząc mu w oczy, gdy mierzyli podobnym wzrostem, spojrzenie jego mówiło o czymś innym. O czymś, co po chwili powiedziały jego słowa.
- Co to za sprawa i kogo dotyczy?Zapytał ze spokojem. Nie pospieszając. Chyba, że czas naglił i Rodolphus chciał do konkretów przejść już w miejscu, gdzie się znajdą. Wtedy Travers nie miałby nic przeciwko podać mu rękę, aby teleportowali się od razu w miejsce, o którym wspomniał Lestrange.