Przyglądała mu się uważnie, z jakąś nagłą twardością, jakby obudziła się nagle. Nie trwało to jednak długo. Coś zmiękło, chociaż wciąż nie położyło się spania, a w ślad za tym palce rozluźniły swój uścisk. A potem Larisa uśmiechnęła się do syna delikatnie. Przechyliła głowę do przodu, zerkając na niego jakby spod rzęs, jakby droczyła się z nim nagle, albo uznawała całą tą interakcję na zwykłej prowokacji z jego strony, na której nagle go przyłapała. Nie zraziła jej jego pewność, która wykwitła w jego oczach. Nie zareagowała też na nią gwałtowniwnie, zamiast tego wzdychając z zaciekawieniem. A kiedy wreszcie się odezwał, przesunęła ręce. Puściła policzki, opierając dłonie na jego ramionach, powoli przesuwając dalej i obejmując go w uścisku. Mówił, a ona słuchała, jak słowa nieco grzęzną mu w gardle, ale czy faktyczny sens jego słów w ogóle do niej trafiał?
Odwróciła twarz w jego stronę, wciąż opierając głowę na jego barku. Patrzyła przez moment, na linię jego szczęki, na wachlarz rzęs i zarys nosa. Obserwowała rudawe kosmyki unoszące się gdzieś na granicy spojrzenia. Brakowało w tym spojrzeniu miłości kogoś, kto zachwycał się nad swoim dziełem. Wciąż było w nim pewne rozbawienie i odrobina zastanowienia kogoś, kto nagle zwrócił uwagę na detale albo oglądał świat z nowej perspektywy. Nie pamiętała tego, bo jej głowa robiła wszystko żeby zapomnieć, ale kiedy leżał na podłodze martwy i zimny, kiedy minął palący gniew, to łzy przyszły potem. Chłodne, pełne żalu i frustracji, kiedy moczyła nimi jego pierś w jakimś wybuchu rozpaczy. Moment kiedy go zabrakło był tym, kiedy kochała go najbardziej na świecie. A teraz? Kiedy rozprawiał o byciu złym i dobrym?
- Nigdy nie byłeś dobry - powiedziała powoli, całując go w policzek. - ani zły - ucałowała drugi. - Po prostu byłeś - i za tym kryła się jakaś nijakość. - Ale wybaczam ci, moje kochanie - tak jakby miała mu cokolwiek do wybaczania. Jakby on był centrum wszystkich problemów w swoim życiu, niezdolny do pojęcia co kryło się w jej głowie i dostosowania do świata w jakim przyszło mu się urodzić.