Gdy tylko poinformował ją, że maść jest odpowiednia, ale potrzebuje jej więcej zanotowała tę informacje w grubym zeszycie, który leżał na ladzie. Uśmiech nie schodził z jej twarzy, była zadowolona, a nowy klient sprawił, że jej dzień był jeszcze lepszy.
— W takim razie może poproszę o adres to wyślemy Panu sowę z zawiadomieniem o zrobieniu zamówienia, nie będzie musiał pan tutaj zachodzić za każdym razem. – dodała czekając na informacje jeśli takową dostała szybko zapisała jego imię oraz adres obok zamówienia.
Avelina lubiła obserwować ludzi, ale nieszczególnie zauważała momenty, w których ktoś jej kłamał jeśli to nie dotyczyło akurat rzeczy, którą wiedziała. Cody miał zdecydowanie szczęście, że nie wiedziała, gdzie mieszka i jak daleko to jest, więc też nie wyczuła tego kłamstwa. Gdy dostała komplement o mężczyzny poczuła jak jej policzki się rumienią. Nigdy nie była dobra w relacji z mężczyznami. Jedynym, z którym była ostatnio bardzo blisko był właśnie Ururu i to tylko dlatego, że chciał osłonić ją przed zaklęciem. Dziewczyna nie należała do osób rozwiązłych, a także towarzyskich. Lubiła czytać książki i to głównie tam znajdowała sobie wymarzonych partnerów – na papierze. Byli oni najmniej zawodni i zawsze kończyło się to wszystko szczęśliwie, a w życiu niczego nie można było się spodziewać.
— T-to zapakuje… – wyciągnęła papierową torebkę i zawstydzona zapakowała maść oraz goździki do środka.
To tutaj było tak ciepło, czy to Cody tak rozgrzewał niewinne dziewczęta? Od niezręcznej sytuacji uratował ją Ururu, który wpadł niespodziewanie do środka. Poczuła delikatną ulgę, ponieważ nie była dobra w rozmowach, gdy się ją podrywało. Zdecydowanie lepiej sobie radziła, gdy ktoś próbował ją obrażać. Wtedy zawsze miała odpowiedź i ripostę.
— Oh, dzień dobry, Ururu. – przywitała się z uśmiechem zarejestrując, że zajął swoje standardowe miejsce na krześle, które już zostało tam na stałe specjalnie dla jej przyjaciela.
— Tak, jak najbardziej powinniśmy coś mieć, ale na ten moment eliksiry będą dopiero jutro, więc może pan podejść na dniach. Jak duże flakoniki pan sobie życzy to przygotuje dla pana specjalnie? Chce pan od razu większy zapas, czy woli pan przychodzić po świeżo przygotowane wywary i maści? – zapytała skupiając się na kliencie nie mogąc powstrzymać się od uśmiechu.
Dostała komplement i był on nawet bardzo miły. Powinna mu też powiedzieć, że ma ładny uśmiech? Ale przecież on się teraz nie uśmiechał. Relacje między ludzkie były czasami skomplikowane. Avelinie nie przeszkadzało, że mężczyzna zgłosił się tutaj po takie zamówienia. Rozumiała to, że była pod ręką, a mówił, że mieszka blisko, więc tak sobie tłumaczyła jego obecność.