Samuel nie kłamał. Widok z tego miejsca to najpiękniejsza rzecz na ziemi. Całe boisko w zasięgu wzroku. I jeszcze ten klimat, który udzielał się wszystkim wokół. Jeszcze dodatkowo fakt, że znajdował się tutaj ze Stellą. Świetna sprawa. Lepszego popołudnia nie mógł sobie chyba wymarzyć.
Ich obawy okazały się prawie bezpodstawne. Dotarli na samą górę trybun w momencie kiedy Zjednoczeni z Puddlemere wkraczali na boisko. Wszystkie miejsca, poza dwoma w pierwszym rzędzie, były zajęte. Każda osoba siedzącą w tym sektorze przywdziewała te same barwy. Stanley wolał nie myśleć do czego mogłoby tutaj dojść gdyby ktoś pojawił się w szaliku Harpii.
Przedostali się skrzętnie między innymi fanami, a następnie zajęli swoje miejsca - Wiedziałem, że nam się uda! - wykrzyczał do Stelli ze szczęścia. Nie miał innego wyboru, wszyscy wokół skandowali “Puddlemere! Puddlemere!” kiedy kolejni zawodnicy byli przedstawiani. Było bardzo głośno ale nikt się tym za bardzo nie przejmował. Sam Borgin zacierał już rączki, aby za moment przyłączyć się do tego chórku. Zdartym gardłem będzie się martwił jutrzejszy Stan. Dzisiaj, trzeba było kibicować Zjednoczonym. I to z całej siły.
- PUDDLEMERE! PUDDLEMERE! - dołączył do okrzyków aby mieć swój wkład w kibicowaniu granatowym. Nie minęło kilka sekund, a obudziła się w nim kibicowska bestia. Wstał z miejsca, zdjął swój szalik i wyniósł go w górę na wyprostowanych rękach, tak jak setki innych osób. Zjednoczeni zbierali się do odśpiewania swojego hymnu - Odbijcie te tłuczki, chłopcy i rzućcie tu tego kafla.
- Z bagiennych bagien Queerditch… Wyhodował sport tak piękny i uczciwy… - rozpoczął pieśń wraz z resztą swoich zjednoczonych braci. Dzisiaj oni wszyscy - kibice i zawodnicy - stanowili jedność. W tym momencie wszystkie podziały jakie były między granatowymi odchodziły na bok. Nie było ważne czy jesteś mugolem, czy czarodziejem pełnej krwi. Teraz najważniejszy był quidditch. I zwycięstwo Puddlemere.
Borgin niespecjalnie przejmował się, że wyglądał w tym momencie na jakiegoś fanatyka.
Stał tak dobre 2 czy 3 minuty i ani na moment nie przestawał śpiewać, a raczej wykrzykiwać kolejnych zdań - Więc odbijcie tych tłuczków, chłopcy, i rzućcie tego kafla! - wykrzyczał wspólnie z innymi na zakończenie hymnu, a następnie opuścił szalik z powrotem na swoją szyję. Chwilę później dołączył do gromkich braw dla zespołu gospodarzy.
- Oj… Gorąco dzisiaj… - powiedział spoglądając na Stellę. Nie mógł dłużej wytrzymać w tym płaszczu ale z drugiej strony nie miał gdzie go położyć. Rozpiął kilka górnych guzików, a następnie zaczął się nią wentylować - Gggrhhh… - odchrząknął. Gardło już miał niestety zdarte. Tak to się kończy jak się nie potrafi śpiewać i się tylko krzyczy.
- Drodzy państwo… A teraz przywitajmy drużynę gości… Harpie z Holyhead! - oznajmił spiker. Na trybunie w której siedzieli rozległy się bardzo ciche oklaski. Od razu było widać, że nikt tutaj nie pałał do dziewczyn wielką miłością. A te kilka klaśnięć wynikało raczej z kultury, niż prawdziwego kibicowskiego oddania.
- Jednak to nie koniec… Dzisiaj na pozycji szukającej… Zagra najnowsza zawodniczka w zespole… Przywitajmy ją gorącymi brawami… Heather Wood! Gromkie brawa! - rozległo się po całym boisku. W ich wieżyczce ponownie można było dostrzec kilka klaszczących osób. Jednak ponownie nie było to porównywalne z tym co zrobili jeszcze kilka dobrych minut temu. Ciemnozielone trybuny dawały za to teraz o sobie znać. Nic dziwnego. Każdy starał się dopingować swoją drużynę na tyle na ile potrafił.
- Za chwilę się zacznie… - powiedział jej do ucha nachylając się. Zrobił to aby upewnić się, że Stella to usłyszy. Chociaż czy powinien jej to powiedzieć? Przecież tak dobrze znała zasady. Borgin zapewne nie raz ją jeszcze weźmie ze sobą na takie mecze.
Stanley się nie mylił. Kiedy tylko zdążył się wyprostować na swoim miejscu, obie drużyny wzniosły się w powietrze. Sekundę później w powietrzu znalazły się również piłki - kafel, dwa tłuczki oraz złoty znicz.
Nott i Wood od razu skupili swoje uwagi na najmniejszej z nich, a następnie ruszyli w pogoń. Mimo początkowej niechęci do szukająca Harpii, Borgin musiał przyznać, że potrafiła co nie co na tej miotle. Stawiała dzielny opór swojemu przeciwnikowi z Puddlemere.
Ciężko było skupić się na jednym momencie w meczu. Wszystko działo się tak szybko. Pogoń za zniczem oraz zagrywki pałkarzy, którzy próbowali przeszkodzić drugiej drużynie tłuczkami. To nie było wszystko, ponieważ jeszcze ścigający starający się zdobyć cenne punkty oraz obrońca robiący to co w ich mocy, aby ratować swoich kompanów.
Stanley oglądał całą sytuację z zapartym tchem. Jego oczy chodziło na lewo i prawo, jakby był kotem i podążał za jakimś laserem. Co krótką chwilę wydawał z siebie tylko Taak! albo No niee…. Z czystym sumieniem można powiedzieć, że był jak w transie. Ale mecz trwał dalej.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972