02.05.2026, 20:59 ✶
Uderz w stół, a nożyce się odezwą... Pomyśl o kimś, a on nagle pojawia się przed Twoimi oczami. Tym razem, stało się to całkiem dosłownie. Nie dało się bowiem przeoczyć wejścia Flinta do knajpy, która wydawała się ożywić na sam widok mężczyzny. Właściwie, była chyba jedyną osobą, która nie podniosła ręki, nogi, głosu, kufla, szklanki bądź całej swojej sylwetki. Dlaczego? Bo wiedziała, że nie jest w stanie przekrzyczeć się przez innych - a i niekoniecznie chciała - a także dlatego, że zwyczajnie jej dość filigranowa osoba nieco ginęła w całym tym zamieszaniu. Wróciła więc do obserwacji fal na ścianach, ale jej wzrok co chwilę wracał do przesuwającego się powoli w stronę baru Flinta.
Tak, zdecydowanie dość ciężko było jej oderwać od niego wzrok. W tym miejscu mężczyzna zdawał się błyszczeć, jakby był w swoim żywiole. Zupełnie nie przypominał tego, którego znalazła na ulicy. I uświadomiła sobie, że gdyby nie poznała go wtedy, tam na bruku, to teraz - najprawdopodobniej - w ogóle by się nim nie zainteresowała. W pierwszym rzucie wydawał się zbyt głośny, zbyt przyciągający uwagę i zbyt cholernie przystojny. A do tego ten uśmiech... Ten cholerny uśmiech.
Gdy pojawił się zamówiony posiłek, mogła wreszcie spróbować skupić uwagę na czymś innym i bardzo starała się to zrobić. Z racji tego, że Flint znalazł swoje miejsce przy barze, było to już dość łatwe. A poza tym, faktycznie była dość głodna i chciała zaspokoić chociaż ten pierwszy głód. Zastanawiała się przy okazji, czy Flint w ogóle ją zauważy, a może sama powinna ruszyć cztery litery i już się tam przy nim znaleźć? Coś jej jednak mówiło, że to mogłoby wyglądać na desperację. Za to jej matka mówiła wyraźnie, że w tym wieku powinna stać się desperatką. Prychnęła cicho i pokręciła głową, uśmiechając się z ironią pod nosem - tak, zdecydowanie jej matka przykładem w tym względzie świecić zbytnio nie mogła.
Dylemat rozwiał się jednak bardzo szybko. W tym wypadku to właśnie Flint podszedł szybciej, tym razem samemu przejmując inicjatywę - wychodziło na to, że tym razem role z poprzedniego spotkania całkowicie się odwróciły. Uniosła głowę znad talerza, słysząc dość śpiewne zapytanie i uśmiechnęła się, a szare oczy rozbłysły wewnętrzną radością.
— Pan Flint, jak miło pana widzieć — powiedziała dość spokojnie, przynajmniej jak na jej obecny stan wewnętrzny. — Śmiało, proszę się nie krępować... — Wskazała na wolne krzesło przy swoim stoliku. — Mam tylko nadzieję, że reszta tutejszych bywalców nie oskarży mnie o zawłaszczenie dla siebie tak sławnej tu osoby. — Zażartowała, a jej uśmiech stał się nieco bardziej figlarny, co doskonale zgrywało się z bezczelnym błyskiem, który pojawił się w jej oczach.
Tak, zdecydowanie dość ciężko było jej oderwać od niego wzrok. W tym miejscu mężczyzna zdawał się błyszczeć, jakby był w swoim żywiole. Zupełnie nie przypominał tego, którego znalazła na ulicy. I uświadomiła sobie, że gdyby nie poznała go wtedy, tam na bruku, to teraz - najprawdopodobniej - w ogóle by się nim nie zainteresowała. W pierwszym rzucie wydawał się zbyt głośny, zbyt przyciągający uwagę i zbyt cholernie przystojny. A do tego ten uśmiech... Ten cholerny uśmiech.
Gdy pojawił się zamówiony posiłek, mogła wreszcie spróbować skupić uwagę na czymś innym i bardzo starała się to zrobić. Z racji tego, że Flint znalazł swoje miejsce przy barze, było to już dość łatwe. A poza tym, faktycznie była dość głodna i chciała zaspokoić chociaż ten pierwszy głód. Zastanawiała się przy okazji, czy Flint w ogóle ją zauważy, a może sama powinna ruszyć cztery litery i już się tam przy nim znaleźć? Coś jej jednak mówiło, że to mogłoby wyglądać na desperację. Za to jej matka mówiła wyraźnie, że w tym wieku powinna stać się desperatką. Prychnęła cicho i pokręciła głową, uśmiechając się z ironią pod nosem - tak, zdecydowanie jej matka przykładem w tym względzie świecić zbytnio nie mogła.
Dylemat rozwiał się jednak bardzo szybko. W tym wypadku to właśnie Flint podszedł szybciej, tym razem samemu przejmując inicjatywę - wychodziło na to, że tym razem role z poprzedniego spotkania całkowicie się odwróciły. Uniosła głowę znad talerza, słysząc dość śpiewne zapytanie i uśmiechnęła się, a szare oczy rozbłysły wewnętrzną radością.
— Pan Flint, jak miło pana widzieć — powiedziała dość spokojnie, przynajmniej jak na jej obecny stan wewnętrzny. — Śmiało, proszę się nie krępować... — Wskazała na wolne krzesło przy swoim stoliku. — Mam tylko nadzieję, że reszta tutejszych bywalców nie oskarży mnie o zawłaszczenie dla siebie tak sławnej tu osoby. — Zażartowała, a jej uśmiech stał się nieco bardziej figlarny, co doskonale zgrywało się z bezczelnym błyskiem, który pojawił się w jej oczach.