05.05.2026, 20:01 ✶
Więcej, a żałośnie ubogie stanowiłoby to określenie na to, co odczuwała, oddając mu całą siebie. Było niezdolne pomieścić to, co obiecywały jej pocałunki i co mogło zostać ofiarowane przez dotyk. Gdy po raz wtóry przycisnęła usta do miejsca naznaczonego ugryzieniem, na jego skórze pojawił się uśmiech.
Więcej. Więcej, więcej. Jego obecność nie wystarczała już od dawna.
Wtedy jego pytanie zawisło między nimi.
Ciemne oczy rozszerzyły się. Och. Zobaczy, przemknęło jej przez myśl. Kobieta spojrzała w bok na pusty rękaw, który sprytnie ułożony, miał za zadanie ukryć jej ewidentne braki. Pytanie Icarusa rozbiło iluzję kompletności misternie podtrzymywaną przez materiał swetra. Po prawej stronie przecież nie było nic poniżej barku oprócz śladu po zębach smoka, które rozdarły mięśnie i kości.
— Ari — głos pękł Monie jak suche drewno rozłupane przez ogień w kominku. Coś ścisnęło ją boleśnie pod żebrami. Trudno było cokolwiek odczytać z jej twarzy. — Powinniśmy… Wybacz mi. Posunęłam się za daleko.
Rowle powoli odsunęła się. Ciężar jej ciała przesunął się w tył. Od razu tego pożałowała, kiedy między nimi pojawiła się przestrzeń, którą natychmiast wypełniło chłodne powietrze i zastąpiło nagle utratę ciepła. Nadeszła skrucha.
Czuła się jak dziecko przyłapane na zniszczeniu czegoś drogocennego i czekała na nieuchronną karę w postaci rozczarowania. Głupia, nierozważna. Nie powinnaś była do tego dopuścić. Teraz zobaczy. Zobaczy i odwróci wzrok.
— Proteza — wyjaśniła, unikając jego wzroku.
Więcej. Więcej, więcej. Jego obecność nie wystarczała już od dawna.
Wtedy jego pytanie zawisło między nimi.
Ciemne oczy rozszerzyły się. Och. Zobaczy, przemknęło jej przez myśl. Kobieta spojrzała w bok na pusty rękaw, który sprytnie ułożony, miał za zadanie ukryć jej ewidentne braki. Pytanie Icarusa rozbiło iluzję kompletności misternie podtrzymywaną przez materiał swetra. Po prawej stronie przecież nie było nic poniżej barku oprócz śladu po zębach smoka, które rozdarły mięśnie i kości.
— Ari — głos pękł Monie jak suche drewno rozłupane przez ogień w kominku. Coś ścisnęło ją boleśnie pod żebrami. Trudno było cokolwiek odczytać z jej twarzy. — Powinniśmy… Wybacz mi. Posunęłam się za daleko.
Rowle powoli odsunęła się. Ciężar jej ciała przesunął się w tył. Od razu tego pożałowała, kiedy między nimi pojawiła się przestrzeń, którą natychmiast wypełniło chłodne powietrze i zastąpiło nagle utratę ciepła. Nadeszła skrucha.
Czuła się jak dziecko przyłapane na zniszczeniu czegoś drogocennego i czekała na nieuchronną karę w postaci rozczarowania. Głupia, nierozważna. Nie powinnaś była do tego dopuścić. Teraz zobaczy. Zobaczy i odwróci wzrok.
— Proteza — wyjaśniła, unikając jego wzroku.
Sweet, mourning lamb
There's nothing you can do
Bound to suffering eternal through
the sins of their fathers committed
long before their conception
There's nothing you can do
Bound to suffering eternal through
the sins of their fathers committed
long before their conception