05.05.2026, 19:19 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.05.2026, 20:33 przez Christopher Rosier.)
– Niby kogo? – odpysknął Chris. Trochę dlatego, że wiadomo, przy kolegach robiłeś się trochę bardziej bezczelny, a trochę, bo miał za sobą już tę szklankę whisky. Albo dwie. Albo trzy. – Szczęśliwie ostatniej dziewczyny się pozbyłem.
Bardzo chciałby pierdolić. Ale poczucie obserwacji było aż nazbyt realne, towarzyszyło mu wczoraj przez cały dzień i chociaż próbował to zwalać na zbyt bujną wyobraźnię, to okno utwierdziło go w przekonaniu, że coś z tym było nie tak.
– Twoją siostrę? I przeżyła, by napastować teraz mnie? – zdumiał się Rosier szczerze, bo nie znał Florence Bulstrode za dobrze, ale raz czy dwa wyrosła nagle przed nimi w Hogwarcie, akurat gdy mieli jakieś niecne plany i to wystarczyło, aby postrzegał ją jako kogoś, kogo lepiej unikać. – Chciałbym sobie żartować, uwierz, Atre. Ale gdzie się wczoraj nie ruszyłem, zdawało mi się, że ktoś idzie za mną. I no nawet pomyślałem sobie, że mi odbija, tak? Albo że to jakaś wielbicielka. Ale potem lało, zamknąłem okno, poszedłem spać… obudziłem się, a ono otwarte na oścież i jakiś ruch. Jestem pewny, że je zamknąłem. Na wszelki wypadek zawołałem jeszcze skrzata. Też twierdził, że gdy zaczęła się burza sprawdzał i okno było zamknięte… Nie otworzył go przeciąg, bo firanka też była odsunięta – mruknął, i mina Chrisa na moment stała się ponura. Wybryki Cressidy do pewnego momentu go bawiły. Był ostatecznie jeszcze dość młody, rozpuszczony i chyba pochlebiało mu, że jakaś dziewczyna tak szaleje na jego punkcie. Ale teraz uświadamiał sobie, że związek na pewno nie powinien wyglądać w ten sposób.
Być może powinien zacząć podchodzić do tego poważniej.
– Obudziłem się w odpowiednim momencie i chyba ją spłoszyłem. Miałem naprawdę głupi sen. O jakimś mugolu ze strzelbą, co niby kogoś ode mnie przegonił. Szkoda że nie Cressidę – burknął, a potem wreszcie zwrócił uwagę na ten płacz. Czy raczej źródło płaczu wypadło pomiędzy nich i wczepiło się w ubrania Atreusa.
Christopher wpatrywał się w dzieciaka, trochę rozdarty wewnętrznie, niepewny czy się cieszyć, że jemu mała nie zawraca głowy czy wkurzać, że wybrała sobie Bulstrode’a. Bo niby w czym ten był od niego lepszy? Spojrzenie Rosiera powędrowało do zaułka, gdzie na szczycie kubła na śmieci siedział bardzo duży kot.
– Dawaj Bulstrode, bądź bohaterem – zachęcił go kpiąco. – Pokaż, że kot ci nie jest straszny.
Bardzo chciałby pierdolić. Ale poczucie obserwacji było aż nazbyt realne, towarzyszyło mu wczoraj przez cały dzień i chociaż próbował to zwalać na zbyt bujną wyobraźnię, to okno utwierdziło go w przekonaniu, że coś z tym było nie tak.
– Twoją siostrę? I przeżyła, by napastować teraz mnie? – zdumiał się Rosier szczerze, bo nie znał Florence Bulstrode za dobrze, ale raz czy dwa wyrosła nagle przed nimi w Hogwarcie, akurat gdy mieli jakieś niecne plany i to wystarczyło, aby postrzegał ją jako kogoś, kogo lepiej unikać. – Chciałbym sobie żartować, uwierz, Atre. Ale gdzie się wczoraj nie ruszyłem, zdawało mi się, że ktoś idzie za mną. I no nawet pomyślałem sobie, że mi odbija, tak? Albo że to jakaś wielbicielka. Ale potem lało, zamknąłem okno, poszedłem spać… obudziłem się, a ono otwarte na oścież i jakiś ruch. Jestem pewny, że je zamknąłem. Na wszelki wypadek zawołałem jeszcze skrzata. Też twierdził, że gdy zaczęła się burza sprawdzał i okno było zamknięte… Nie otworzył go przeciąg, bo firanka też była odsunięta – mruknął, i mina Chrisa na moment stała się ponura. Wybryki Cressidy do pewnego momentu go bawiły. Był ostatecznie jeszcze dość młody, rozpuszczony i chyba pochlebiało mu, że jakaś dziewczyna tak szaleje na jego punkcie. Ale teraz uświadamiał sobie, że związek na pewno nie powinien wyglądać w ten sposób.
Być może powinien zacząć podchodzić do tego poważniej.
– Obudziłem się w odpowiednim momencie i chyba ją spłoszyłem. Miałem naprawdę głupi sen. O jakimś mugolu ze strzelbą, co niby kogoś ode mnie przegonił. Szkoda że nie Cressidę – burknął, a potem wreszcie zwrócił uwagę na ten płacz. Czy raczej źródło płaczu wypadło pomiędzy nich i wczepiło się w ubrania Atreusa.
Christopher wpatrywał się w dzieciaka, trochę rozdarty wewnętrznie, niepewny czy się cieszyć, że jemu mała nie zawraca głowy czy wkurzać, że wybrała sobie Bulstrode’a. Bo niby w czym ten był od niego lepszy? Spojrzenie Rosiera powędrowało do zaułka, gdzie na szczycie kubła na śmieci siedział bardzo duży kot.
– Dawaj Bulstrode, bądź bohaterem – zachęcił go kpiąco. – Pokaż, że kot ci nie jest straszny.