05.05.2026, 20:33 ✶
Przesunął palcami po zimnej skórze Victorii i milczał przez moment, pozostając w głębokim zamyśleniu. Nie był pewien, czy można było się do tego przyzwyczaić. Trupi chłód – jakże mu to było obce. Właściwie, to kiedy się nad tym zastanowił, w pewnym sensie stała się czymś, co niegdyś poprzysiągł zabierać na drugą stronę. Dægberht nie pytał się duchów o to, jakiego losu pragnęły – po prostu usuwał je w imieniu Matki. Czy... Victoria była jeszcze żywa? Czy kiedyś przyjdzie mu pomyśleć o niej jako o pozostałości, którą należało uprzątnąć? Tak naprawdę nie było wiadomo, czy to ognisko jej zwyczajnie nie zabiło.
– Niektórzy potrzebują do tego jednego kieliszka, inni kilku – powiedział, nieco rozbawionym tonem, nie pasującym do ponurych myśli, ale zdecydowanie uzupełniającym wyobrażenie, jakie jawiło się w głowie po tym co powiedział. – Nie uwierzysz o jakich rzeczach da się zapomnieć po którymś z kolei kieliszku rumu. Takie wspomnienia wydają się później surrealne, ale... Czasami ludzie tego potrzebują, żeby nie oszaleć. Na samym dnie to o czym się marzy to choćby odrobina normalności.
– Niektórzy potrzebują do tego jednego kieliszka, inni kilku – powiedział, nieco rozbawionym tonem, nie pasującym do ponurych myśli, ale zdecydowanie uzupełniającym wyobrażenie, jakie jawiło się w głowie po tym co powiedział. – Nie uwierzysz o jakich rzeczach da się zapomnieć po którymś z kolei kieliszku rumu. Takie wspomnienia wydają się później surrealne, ale... Czasami ludzie tego potrzebują, żeby nie oszaleć. Na samym dnie to o czym się marzy to choćby odrobina normalności.
Matka nadała mi takie imię,
żeby poprawnie wymawiały je tylko drzewa i wiatr
żeby poprawnie wymawiały je tylko drzewa i wiatr