Gdyby wypowiedział swoje myśli na głos, to Victoria nie byłaby zupełnie tym zdziwiona. Przecież z początku sama zastanawiała się, czy jest jakimś nowym, dopiero co klasyfikowanym rodzajem żywego trupa. Czy rzeczy, jakie czasami jej się przypominają, mają coś wspólnego z jej przeszłym życiem, czy to nadal ona, czy traci rozum… Nie było to chyba nic, o czym już chociaż raz nie pomyślała i badała to od tak długiego czasu… Dla kogoś takiego jak ona, dla kogo czystość, klarowność umysłu była sprawą nadrzędną, kto poświęcił tak dużo czasu na doskonalenie umiejętności ochrony tegoż umysłu, była to prawdziwa tragedia – nie wiedzieć, czy to nadal ona, czy może już wcale nie.
– Chyba bym oszalała, jakbym miała o czymś nie pamiętać – odparła, nieświadoma tych ponurych myśli Dægberhta, nadal się uśmiechając. Tak, to nadal była ta sama Victoria, która musiała mieć kontrolę. Nad sobą. Nie zabrała swojej ręki, chociaż wiedziała, że jej dotyk jest bardziej niż nieprzyjemny, a ciepło dłoni Flinta nie było w stanie jej ogrzać. Nic nie było. – Mogę się trochę napić, ale tak całkiem stracić kontrolę… – nawet ją to lekko wzdrygnęło, bo nie było rzeczy, której bałaby się bardziej. – Ciebie to nie przeraża? Niepamięć?