Krople deszczu uderzały o parapet, tworzyły całkiem miłą dla ucha melodię. Słońce już dawno zaszło, w klubokawiarni panował półmrok, świece oświetlały wnętrze na tyle na ile mogły. Ostatni klienci wyszli, dzięki czemu mieli szansę przejść do sedna. Panna Figg starała się jak zawsze emanować pozytywnym nastrojem, chociaż czuła, że ta rozmowa nie będzie należeć do najprostszych. Nie po liście, który być może nie brzmiał dramatycznie, jednak sprawiał wrażenie, że coś wisi w powietrzu, tylko jeszcze nie zdawała sobie sprawy o co chodzi. Co by to nie było, to wiedziała, że sobie z tym poradzi, wiele przeszkód pojawiało się na jej drodze i z każdą jakoś sobie radziła, tym razem nie mogło więc być inaczej.
Profesja Benjy'ego mogła pozwolić jej się domyślić, czego mogło to dotyczyć. Spodziewała się raczej usłyszeć, że chodzi o budynek w którym się znajdowali, a nie o nią samą. To było czymś zupełnie nowym, czego raczej nie brała pod uwagę. Nie zamierzała jednak jakoś specjalnie łamać się z tego powodu, była przecież Norą Figg - nie z takimi problemami sobie radziła, czyż nie?
- To tak właściwie niewiele. - Powiedziała z uśmiechem. W tej chwili nic jej nie rozpraszało, więc mogła się skupić, co do szczerości... wydawała jej się potrzebna do tego, żeby odpowiednio zidentyfikowali problem, musiała po nią sięgnąć. Zresztą nie miała nic do ukrycia, mimo, że nie znali się jakoś bardzo, to nie wątpiła w jego zamiary. Zainteresował się jej osobą, coś zwróciło jego uwagę i z tym do niej przyszedł, chciał zaradzić problemowi o którego istnieniu sama nie wiedziała, to było całkiem miłe, bo przecież mógł uznać, że go to w ogóle nie obchodzi.
- Być może nikt wcześniej nie przyglądał mi się zbyt uważnie. - Nie wierzyła raczej w to, że specjalnie zostało to zignorowane, starała się myśleć raczej pozytywnie o swoich bliskich i ich zamiarach. Uznawała więc, że po prostu nikogo to nie zaintrygowało, co przecież mogło się zdarzyć. Jej brat był klątwołamaczem, ale nie bywał w domu zbyt często, nie przyglądał jej się jakoś bardzo dokładnie, walczył ze swoimi demonami.
- Nie wątpię, pewnie sporo w swoim życiu widziałeś, zwłaszcza, że bywałeś w różnych miejscach. - Spodziewała się tego, że w innej części świata sięgano po inne metody, inne rytuały, inne klątwy, dokładnie tak jak ze słodkościami. Jako, że zdawała sobie sprawę z tego, że Benjy sporą część życia spędził w drodze, to pewnie i miał doświadczenie z magią z którą nie wszyscy mieli szansę się spotkać. To też mogło spowodować to, że zwracał uwagę na to, czego inni nie widzieli.
- Dzięki? - Nie do końca jeszcze wiedziała, jakie to były okoliczności. Najwyraźniej to, że zdarzało jej się w coś wdepnąć, o coś zahaczyć, czy wypuścić z rąk nie było wcale jej urokiem, a czymś głębszym. Musiała to przetrawić, powoli zaczynała to robić. Radziła sobie jego zdaniem lepiej, niż powinna w podobnych okolicznościach, to sugerowało, że nie było z nią najlepiej, tak właściwie nigdy się jakoś specjalnie nad tym wszystkim nie zastanawiała, czy ktoś specjalnie jej to zrobił, czy może zupełnie przypadkiem dotknęła czegoś, czego nie powinna. Opcji było wiele, wolała wierzyć w to, że sama to na siebie ściągnęła, niż pozwolić zwątpić sobie w to, że ludzie mieli co do niej odpowiednie zamiary, nikomu przecież nie zrobiła krzywdy w przeciągu całego swojego życia, no na pewno nie świadomie.
- Korzenie mogą być dość głębokie, zważając na to, że nie pamiętam kiedy to się tak właściwie zaczęło. - Miała być szczera, więc była szczera. - Nie wiem jeszcze, jaką cenę jestem gotowa zapłacić, czy masz pewność, że to nie uszkodzi mnie bardziej? - Musiała o to zapytać, tak właściwie to co doskwierało jej teraz było może nieco upierdliwe, ale dało się z tym żyć, z drugiej strony wspomniał o tym, że to może ewoluować i zacząć oddziaływać na innych, a to ją trochę przerażało. Zupełnie inaczej wyglądała sprawa, jeśli komuś z jej bliskich mogła stać się krzywda przez nią.
- Być może jesteś toporny, ale jakby nie patrzeć to Ty zauważyłeś, że coś ze mną jest nie tak. - Nie do końca miała pojęcie, w czym się specjalizuje, bo nie rozmawiali wcześniej o tym, czym się zajmował jakoś zbyt wiele, wiedziała tylko, że był klątwołamaczem, a że klątwy były różne... - To, że jesteś radykalny to chyba nic złego? - Najważniejsze, aby pozbyć się problemu, czyż nie, metoda nie do końca się liczyła, ważne, że przynosiła oczekiwany efekt. Nie potrzebowała delikatności.
- To pewnie nie różni się zbyt mocno, klątwa jak klątwa, jeśli masz chęć spróbować, to jestem gotowa oddać się w Twoje ręce. - Wolała nie mówić o tej przypadłości zbyt wielu osobom, skoro on wywęszył problem, to i on powinien się tym znaleźć, przecież raczej nie powinna stać się jej żadna krzywda. Wydawała się być przekonana, że to wcale nie był taki głupi pomysł. - Oczywiście nie chcę, żebyś zajmował się czymś, co nie leży w Twoich kompetencjach, też zapłacę Ci za to, bo przecież to Twoja praca. - Musiała o tym wspomnieć, bo nie chciała zajmować mu czasu, nie zajmował się tym przecież charytatywnie.