Nie sądziła, że to kłamstwo, aż tak się rozwinie. Myślała, że wszystko będzie trwało krócej, jednak przynajmniej mieli powód, aby się regularnie spotykać, zawsze to jakiś plus. To, że tym powodem było oszukiwanie jego matki, może nie było szczególnie godne podziwu, jednak pannie Avery niespecjalnie to przeszkadzało. Skoro już podjęła decyzję, postanowiła zaangażować się w pomoc koledze, to w tym trwała.
Całkiem nieźle wychodziło im to przedstawienie przed jego matką. Potrafili współpracować, kiedy zmuszała ich do tego sytuacja, przy Anne Borgin byli parą idealną. Można było pomyśleć, że taka miłość nie zdarza się często. Wyglądali na szczęśliwych, kiedy siedzieli z nią w te niedziele. Krótkie gesty, najlepiej dosyć widoczne - żeby pani Borgin mogła zauważyć, że nie mogą od siebie rąk oderwać, że potrzebują swojego dotyku. Słodkie słówka, bo przecież to jest oznaką prawdziwej miłości. Te kilka godzin udawania wystarczało, by uszczęśliwić tę kobietę.
Avery zauważyła, że matka Stanleya ją polubiła. Właściwie, to ją to nie dziwiło, robiła wszystko, żeby właśnie tak było. Potrafiła sobie owinąć człowieka wokół palca, jeśli chodziło o Anne to zrobiła to tylko i wyłącznie dlatego, aby jej syn miał spokój. Nadal pamiętała list, który wysłał do niej w akcie desperacji. Nie chciałaby otrzymać go ponownie, dlatego zaangażowała się w ten plan, który tak właściwie to wcale jej nie przeszkadzał.
Miała nadzieję, że Anne nigdy nie dowie się prawdy. Nie potrafiłaby jej po tym spojrzeć w oczy. Wolała zresztą nawet nie myśleć, że ktoś mógłby się dowiedzieć o tym, w jaki sposób postępowali. Poza pierwszym razem, kiedy Stanley nieco spanikował, to żadne nich nawet nie mrugnęło, czy się zająknęło, wydawać by się mogło, że wcale nie udają. Niedobrze by było, gdyby któreś z nich zagubiło się w tym kłamstwie.
Wspólne posiłki jednak mijały, a kiedy tylko opuszczała ich dom wszystko wracało do porządku. Nie było ich. Nigdy nie padły żadne deklaracje, mimo tego, że Stella coś czuła, dziwnego, czego nie potrafiła jeszcze odczytać. Może się trochę bała tego uczucia i nie była jeszcze gotowa na to, żeby sobie to uświadomić. Wiedziała jednak, że jej na nim zależy i że nie chciałaby przerwać tej znajomości.
Zawsze mogła liczyć na to, że Borgin ją odprowadzi. Było to całkiem miłe, szczególnie, że ledwie kilka tygodni wcześniej przytrafiła jej się ta sytuacja ze snem, gdzie ktoś ją próbował zabić. Od tego momentu trochę się bała spacerować sama - szczególnie wieczorami. Zasiedziała się dzisiaj trochę u Borginów, czas płynął zdecydowanie za szybko, szczególnie kiedy się dobrze bawiła. Przedstawienie było udane jak zawsze, tylko na koniec zabrakło oklasków.
Szli przed siebie niezbyt szybkim krokiem. Avery zapięła ostatni guzik płaszcza, bo zrobiło jej się nieco chłodno. Jesień na dobre już się rozgościła na londyńskich ulicach. Dni były krótsze, a noce przychodziły szybko. - Po co w ogóle weszliście do tej babskiej łazienki, nadal nie rozumiem. - Zdawała sobie sprawę, że w Hogwarcie działy się różne rzeczy, no ale jednak bez przesady. Zimny dreszcz przeszedł jej po plecach, kiedy usłyszała o Jęczącej Marcie. - Coś Ty, ona straszna była, ciągle płakała, piszczała, to był dramat! - Wolała nawet nie wspominać ile razy wdała się z duchem w kłótnię, ale nie mogła znieść tego, że była taka rozmemłana. - Może, jakby spotkała Was kara, to byście trochę zmądrzeli, a nie łazili po szkole w środku nocy. W nocy to się śpi. - Oczywiście samej Avery też nie ominęły nocne wędrówki po szkole. Wolała jednak o tym nie wspominać, jakoś tak zawsze lepiej, kiedy inni myślą, że jest się nieskazitelnym.
- Zaraz będziesz miał mnie z głowy. - Faktycznie powoli zbliżali się do jej okolicy. Nawet dobrze, bo robiło się coraz chłodniej i Stella marzyła tylko o tym, aby napić się gorącej herbaty. Zastanawiała się, czy nie powinna i jemu zaproponować rozgrzewającego trunku, był to dobry powód, aby spędzić razem jeszcze chwilę.
Stanley skręcił w boczną uliczkę, nie spodziewała się, że będzie znał i skróty - nie doceniła go.
Wtedy na ich drodze pojawiła się mała dziewczynka. Nie wyglądała, jakby wszystko było z nią w porządku. Robiło się chłodno, a ona była tutaj sama. Wypadałoby się zainteresować samotnym dzieckiem. - Cześć. - Powiedziała również, aby przywitać się z dziewczynką. Sama zaś nie nachylała się nad nią, skoro zrobił to już Borgin. Dzieciak mógłby się wystraszyć.
Avery zauważyła, że dziewczynka ma w dłoni paczkę zapałek dopiero kiedy ta zapaliła pierwszą z nich. Musiało być jej chłodno, może powinna i ją zabrać do domu, aby się ogrzała?