Dreptała coraz szybciej, aby za nim nadążyć. Na jego jeden krok przypadały minimum dwa jej, także i męczyła się odrobinę bardziej od niego. Nie, żeby ten spacer był wyczerpujący, jednak wysoka temperatura robiła swoje. Chcąc nie chcąc robiła się rumiana na policzkach, nie od wysiłku fizycznego, a od pogody która nie należała do szczególnie sprzyjającej spacerom.
Nie do końca chciała się skupiać na powodzie w jaki skończyli, a właściwie zaczynali w ten sposób, bo to był dopiero początek ich wspólnego spaceru. Jakoś tak wyszło, że mieli znaleźć się w tych krzakach razem, nie była to ich pierwsza wspólna wędrówka, zaliczyli takich sporo, chociaż z nieco innym nastawieniem do siebie. Kiedyś często wybierali swoje towarzystwo, zmieniło się to z upływającym czasem, przywykła do tego, że już tego nie robili. Mimo wszystko nie zapomniała jak to zazwyczaj wyglądało. On rzucał pomysł, jak głupi by nie był ona nie potrafiła mu odmówić, chociaż należała raczej do tych bardziej rozsądnych osób, tak na nią działał - kiedyś. Teraz to ona stała za tym, że mieli wejść razem w krzaki, przynajmniej połowicznie, chociaż, czy na pewno, doskonale wiedziała, że jeśli rzuci mu podobne wyzwanie to jej nie odmówi, tak już miał. Znała go przecież bardziej, niż by tego chciała, to znaczy nie jego, nie do końca potrafiła odnaleźć w nim swojego przyjaciela z dzieciństwa, ale pewne rzeczy się nie zmieniały, były stałe.
Zresztą nie mieli robić nic złego, tylko wejść głębiej w las, sprawdzić, czy faktycznie znajduje się tu jezioro i być może do niego wejść. Miała ogromną chęć to zrobić z racji na tę wyjątkowo wysoką temperaturę, nie mogłaby sobie odpuścić schłodzenia się w zimnej wodzie, to mogłoby być najbardziej przyjemną częścią tego dnia.
- Mówisz tak, jakbyś co tydzień zażywał kąpieli błotnych. - Być może była to jakaś rozrywka dla bogaczy? Bywali bardzo ekscentryczni, słyszała o tym, że błoto faktycznie miało jakieś dziwne właściwości, jednak wolałaby nie wylądować w bagnach, mogły ją pochłonąć... a tego naprawdę by nie chciała.
- i może faktycznie, to wycofanie się było raczej dość pochopne. - Oczywiście, że by tego nie zrobiła, wlazłaby w to błoto tylko, żeby mu udowodnić, że jest w stanie to zrobić, bez względu na konsekwencje jakie mogło to ze sobą nieść. Tak już miała, kiedy znajdował się obok, nie było to zbytnio zdrowe, ale przywykła do tego.
Szedł dalej, więc i ona to robiła. Drobne gałązki zahaczały o jej ramiona i nogi, spodziewała się, że będzie miała po tej wyprawie trochę zadrapań, jednak starała się sobie wmawiać, że cel jest słuszny. Na pewno gdzieś tam głębiej miało być jezioro, w którym za chwilę będą mogli się zanurzyć. Jeszcze nie zastanawiała się nad tym, czy na pewno chciała właśnie z nim się w nim kąpać, ale póki co musieli je odnaleźć, więc na takie rozważania nadejdzie jeszcze moment.
- Oczywiście, że Tobie nie robi to różnicy, nie przywykłeś do przejmowania się kimkolwiek poza sobą samym. - Mogła się ugryźć w język, ale przecież to, że razem szli w te krzaki nie miało zmienić ich nastawienia do siebie. Dzielnie więc szła dalej, chociaż robiło się coraz gęściej, otaczała ich bujna roślinność, która niosła ze sobą cień, więc w sumie tak czy siak występował jakiś pozytyw.
- Szkoda, że tylko do tego masz dobrą pamięć. - Odpowiedziała jeszcze i szła dalej, faktycznie pewnie wypominałby jej to do końca ich edukacji w Hogwarcie, może nawet później gdyby kiedyś jeszcze ich drogi miały się ze sobą skrzyżować, więc nie mogła zawrócić.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control