Czuła się dużo pewniej, kiedy miała w swojej dłoni jego. Wiedziała, że tym razem nie jest sama, nie musi sobie radzić z ewentualnym problemem bez pomocy. To było coś nowego, nawet nie spodziewała się tego, że tak po prostu zaakceptuje taką sytuację, ale miło było mieć przy sobie kogoś na kogo można było zawsze liczyć. Wiedziała, że Benjy był lojalny, nie zostawiłby jej tutaj samej, wręcz przeciwnie, gdyby coś teraz pojawiło się między drzewami pierwszy wyciągnąłby różdżkę i zaczął z tym walczyć. Nie, żeby chciała dopuszczać, aby sam radził sobie z ewentualnym problemem, ale sama świadomość iż był obok była całkiem budująca.
Bletchley również uważnie się rozglądała, szukała jakichś oznak świadczących o tym, że nie byli tutaj sami, chciała zlokalizować intruza, zwłaszcza, że przez cały dzień czuła jego obecność. To nie mógł być przypadek, że tak się działo. Niepokoiło ją to, bo przynosiło pytanie kto i dlaczego postanowił ich podglądać. Nie, żeby martwiła się o siebie, ale w przypadku jej chłopaka było to bardzo niebezpieczne zważając na jego pochodzenie. Ktoś mógł się dowiedzieć, że wrócił do kraju, ktoś kto nie życzył mu dobrze i odrobinę ją to przerażało.
Wcześniej być może próbowała z tego żartować, mówić, że mało kto będzie w stanie sobie z nim poradzić, z nimi poradzić, jednak co jeśli to był ktoś, kto nie miał problemu z tym, aby pozbywać się tych, którzy postanowili iść swoją własną drogą nie zważając na konsekwencje? Takich odklejeńców nie brakowało, nie ostatnio, nie mieli problemu z tym, aby podpalić stolicę, więc raczej nie byłoby też dla nich niczym wielkim pozbycie się dwóch osób w lesie.
Spojrzał na nią, później ponownie wrócił wzrokiem do drzew. Jej też się to nie podobało, nie była zadowolona z tego, że najprawdopodobniej ktoś ich obserwował, interesował się nimi, wolałaby to sprawdzić, by mieć pewność, że to nie było nic takiego, nie powinni lekceważyć podobnych sygnałów.
- Powinniśmy to sprawdzić. - Nie mogli odpuścić, lepiej było mimo wszystko wejść między te drzewa i dokładniej się temu przyjrzeć. Być może gdyby była tutaj sama to właśnie odwróciłaby się na pięcie i sobie stąd poszła, teraz jednak ścisnęła mocniej różdżkę wolnej dłoni gotowa walczyć, jeśli tylko będzie musiała to zrobić. Nie, żeby była specjalistką od magicznych pojedynków, ale jeśli wymagała tego sytuacja to cóż - nie była tchórzem.[/a]Confusion in her eyes that says it all
She's lost control