08.05.2026, 14:04 ✶
– Wybrałem wróżbiarstwo, bo wydało mi się przedmiotem, który najłatwiej zignorować – odparł po prostu szczerze. – Nie obchodziły mnie wyniki.
Miał wystarczająco dobre oceny z pozostałych przedmiotów, aby zaliczyć SUMY na takim poziomie, jaki mu pasował. Przy wróżbiarstwie mógł właśnie przez lekcje prześlizgiwać się, zwyczajnie zmyślając, a i po prawdzie egzaminy nie miały większego znaczenia, bo nauczycielka pewnie zdawała sobie sprawę z tego, że niewielu jej uczniów ma prawdziwy dar, a że jeśli da wszystkim fatalne noty, to nikt później nie wybierze tego przedmiotu.
Bardzo starał się nie krzywić.
Oczywiście wiedział, że do niczego by go nie zmuszała. Nie leżało to w jej naturze, tak jak w jego naturze nie leżało ustępowanie: nie wątpił, że Ginny zdaje sobie sprawę z tego, że zmuszenie go do siedzenia i wysłuchiwania takiego wykładu graniczyłoby z niemożliwym.
– Podobne do numerologii? Obawiam się, że nie jest to coś, w czym się zgodzimy – stwierdził, tu już się mu wyrwało, bo ot nie potrafiłby usiedzieć cicho. Numerologia była dla niego nauką ścisłą, wymagającą logiki i stawiania na umysł, a wróżbiarstwo… wróżbiarstwo było tą dziedziną, którą traktował jako najmniej ścisłą. O ile mógł uwierzyć jeszcze w proroctwa, to absolutnie nie w znaki. Uważał zresztą, że do takiej wróżby symbolu zawsze da się coś dopasować, i nie ma w tym tak naprawdę znaków od losu. Mooooże czasem jakiś człowiek obdarzony Trzecim Okiem zobaczył w tej całej szklanej kuli coś więcej, ale wobec tego jego sceptyczny umysł też miał wątpliwości.
– Najpopularniejszy trunek w Anglii. Teraz już będziesz wiedziała, o czym mówią ludzie, jak opowiadają o smaku ognistej whisky – stwierdził, gdy wstali. Ale trzymał się w pobliżu, w razie czego podstawiając ramię, by mogła się na nim podeprzeć. Alkohol sprawił wprawdzie, że odrobinę zaszumiało mu w głowie, mniej jednak niż jej. Nie upijał się często – to nie było zabawne dla kogoś z jego chorobą – ale pewnie przez całe życie pił trochę więcej niż ona, a swoje robiło po prostu to, że mając taki wzrost i jeszcze całkiem sporo mięśni, potrzebował trochę większej dawki, żeby faktycznie się zaprawić.
Odpalił papierosa akurat w chwili, w której Ginny wspomniała o błyszczącym filarze.
Spojrzał w tamtą stronę. Zmrużył oczy. Filar jednak zdawał się taki sam jak zwykle, co najwyżej odbijało się od niego słońce. Nawet otworzył już usta, żeby powiedzieć, że to tylko słoneczne promienie, ale zerknął na nią, jakoś dziwnie bladą i ostatecznie zmilczał. Może to było złudzenie, wywołane grą świateł i cienia, może alkohol, a może coś zobaczyła i uwierzyła, że to kolejna wizja?
– w takim razie podejdźmy bliżej i się przyjrzyjmy. Niczego nie zauważyłem – stwierdził w końcu tylko. Ruszył w tamtą stronę, wypuszczając kłąb dymu, ale kamień i znaki na nim wyglądały tak samo: nie błyszczały jak w tych wspomnieniach, które im przekazano. Okrążył filar, wciąż jednak nie widział żadnej zmiany względem ostatniego razu.
Miał wystarczająco dobre oceny z pozostałych przedmiotów, aby zaliczyć SUMY na takim poziomie, jaki mu pasował. Przy wróżbiarstwie mógł właśnie przez lekcje prześlizgiwać się, zwyczajnie zmyślając, a i po prawdzie egzaminy nie miały większego znaczenia, bo nauczycielka pewnie zdawała sobie sprawę z tego, że niewielu jej uczniów ma prawdziwy dar, a że jeśli da wszystkim fatalne noty, to nikt później nie wybierze tego przedmiotu.
Bardzo starał się nie krzywić.
Oczywiście wiedział, że do niczego by go nie zmuszała. Nie leżało to w jej naturze, tak jak w jego naturze nie leżało ustępowanie: nie wątpił, że Ginny zdaje sobie sprawę z tego, że zmuszenie go do siedzenia i wysłuchiwania takiego wykładu graniczyłoby z niemożliwym.
– Podobne do numerologii? Obawiam się, że nie jest to coś, w czym się zgodzimy – stwierdził, tu już się mu wyrwało, bo ot nie potrafiłby usiedzieć cicho. Numerologia była dla niego nauką ścisłą, wymagającą logiki i stawiania na umysł, a wróżbiarstwo… wróżbiarstwo było tą dziedziną, którą traktował jako najmniej ścisłą. O ile mógł uwierzyć jeszcze w proroctwa, to absolutnie nie w znaki. Uważał zresztą, że do takiej wróżby symbolu zawsze da się coś dopasować, i nie ma w tym tak naprawdę znaków od losu. Mooooże czasem jakiś człowiek obdarzony Trzecim Okiem zobaczył w tej całej szklanej kuli coś więcej, ale wobec tego jego sceptyczny umysł też miał wątpliwości.
– Najpopularniejszy trunek w Anglii. Teraz już będziesz wiedziała, o czym mówią ludzie, jak opowiadają o smaku ognistej whisky – stwierdził, gdy wstali. Ale trzymał się w pobliżu, w razie czego podstawiając ramię, by mogła się na nim podeprzeć. Alkohol sprawił wprawdzie, że odrobinę zaszumiało mu w głowie, mniej jednak niż jej. Nie upijał się często – to nie było zabawne dla kogoś z jego chorobą – ale pewnie przez całe życie pił trochę więcej niż ona, a swoje robiło po prostu to, że mając taki wzrost i jeszcze całkiem sporo mięśni, potrzebował trochę większej dawki, żeby faktycznie się zaprawić.
Odpalił papierosa akurat w chwili, w której Ginny wspomniała o błyszczącym filarze.
Spojrzał w tamtą stronę. Zmrużył oczy. Filar jednak zdawał się taki sam jak zwykle, co najwyżej odbijało się od niego słońce. Nawet otworzył już usta, żeby powiedzieć, że to tylko słoneczne promienie, ale zerknął na nią, jakoś dziwnie bladą i ostatecznie zmilczał. Może to było złudzenie, wywołane grą świateł i cienia, może alkohol, a może coś zobaczyła i uwierzyła, że to kolejna wizja?
– w takim razie podejdźmy bliżej i się przyjrzyjmy. Niczego nie zauważyłem – stwierdził w końcu tylko. Ruszył w tamtą stronę, wypuszczając kłąb dymu, ale kamień i znaki na nim wyglądały tak samo: nie błyszczały jak w tych wspomnieniach, które im przekazano. Okrążył filar, wciąż jednak nie widział żadnej zmiany względem ostatniego razu.